About: dbkwik:resource/-JnLzsp62-5yHWRdFuS9wQ==   Sponge Permalink

An Entity of Type : owl:Thing, within Data Space : 134.155.108.49:8890 associated with source dataset(s)

AttributesValues
rdfs:label
  • Podróż do Bieguna Północnego/I/10
rdfs:comment
  • Znaczna część ludności wyszła naprzeciw For­warda, a niektórzy z mieszkańców wypłynęli do połowy zatoki na swych łodziach, długiej na stóp piętnaście, a najwięcej dwie stopy szerokich. Doktór wiedział, że wyraz Eskimos znaczy po­żeracza ryb surowych: ale wiedział i to, że miesz­kańcy uważają tę nazwę za zniewagę. To też nie­ nazywał ich inaczej jak Grenlandczykami. A je­dnak z odzienia tych ludzi, zrobionego ze skóry fok nasyconej tranem, z takiegoż obuwia, słowem z cuchnącego tłuszczu, pokrywającego zarówno mężczyzn jak i kobiety, nie różniących się między sobą zewnętrznie, łatwo było zrozumieć, czem się oni żywili. Zresztą nawiedzeni oni byli trądem, jak bywają nim nawiedzani wszyscy żywiący się wyłącznie rybami; niemniej przeto uważali się za zupełnie zdrowych.
Tytuł
  • |1
dbkwik:resource/JvmuHjXQYc_EMmq-yMXeWg==
dbkwik:resource/WglBShsp9V9mYtToH6YeZw==
  • Część I
  • Rozdział X
dbkwik:resource/X7l0opWu667RHDeQudG4LA==
adnotacje
  • Dawny|1876 r
dbkwik:wiersze/pro...iPageUsesTemplate
Autor
  • Juliusz Verne
abstract
  • Znaczna część ludności wyszła naprzeciw For­warda, a niektórzy z mieszkańców wypłynęli do połowy zatoki na swych łodziach, długiej na stóp piętnaście, a najwięcej dwie stopy szerokich. Doktór wiedział, że wyraz Eskimos znaczy po­żeracza ryb surowych: ale wiedział i to, że miesz­kańcy uważają tę nazwę za zniewagę. To też nie­ nazywał ich inaczej jak Grenlandczykami. A je­dnak z odzienia tych ludzi, zrobionego ze skóry fok nasyconej tranem, z takiegoż obuwia, słowem z cuchnącego tłuszczu, pokrywającego zarówno mężczyzn jak i kobiety, nie różniących się między sobą zewnętrznie, łatwo było zrozumieć, czem się oni żywili. Zresztą nawiedzeni oni byli trądem, jak bywają nim nawiedzani wszyscy żywiący się wyłącznie rybami; niemniej przeto uważali się za zupełnie zdrowych. File:'The English at the Noth Pole' by Riou and Montaut 051.jpg Doktór byłby rad pomówił o różnych szczegó­łach z pastorem i jego żoną; ale ich nie było, bo udali się w stronę Proven, na południe od Uppernawik; trzeba więc było zadowolnić się guberna­torem, który bynajmniej na uczonego nie zakra­wał. Nieco mniej, byłby to kompletny osieł; nieco więcej, umiałby przynajmniej czytać. Wypytywał go jednak doktór o handel, zwyczaje i obyczaje Eskimosów, i dowiedział się z gadania wspartego mimiką, że w Kopenhadze płacono fokę po 40 fun­tów duńskich (tysiąc franków prawie), skórę niedźwiedzia 40 talarów, skórę lisa niebieskiego tala­rów 4, a białego 2 lub 3 talary duńskie. Doktór, dla powiększenia zapasu swych wiadomości, chciał także widzieć chatę Eskimosa, bo człowiek nau­kowy do wszelkich gotów jest poświęceń w intere­sie wiedzy; ale na szczęście, tusza jego nie pozwoliła mu przecisnąć się przez wejście do chaty. Dobrze je­dnak na tem wyszedł, bo trudno znaleźć coś obrzy­dliwszego nad zwykłe w takich chatach nagroma­dzenie rzeczy zmarłych i żywych: mięso fok i ciało Eskimosów, zgniłe ryby i cuchnące odzienie. Nie­ma tam okienka do odświeżenia zepsutego powie­trza, którem niepodobna oddychać; jest wprawdzie u góry otwór którym dym uchodzi, ale smród wy­dobyć się tędy nie może. Wszystko to Foker opowiedział doktorowi: niemniej jednak zacny ten uczony złorzeczył swej tuszy, która mu wzbrania­ła wąchać własnym nosem woń tych wyziewów oddzielnego rodzaju. — Pewny jestem, mówił, że można się nareszcie do tego przyzwyczaić. To nareszcie, malowało wybornie zacnego doktora. File:'The English at the Noth Pole' by Riou and Montaut 052.jpg Podczas jego studyów etnograficznych, Shandon zajmował się, odpowiednio do otrzymanych da­wniej instrukcyj, pozyskaniem sobie środków przewożenia ładunku po lodach; zapłacił cztery funty za sanie i sześć psów, a i za tę cenę nie łatwo mu je odstąpiono. Chciał także namówić sobie do służby Hansa Christyana, biegłego psów przewo­dnika, ale nie było go wówczas w południowej Grenlandyi. Na porządku dziennym była z kolei wielka kwe­stya: czy jest w Uppernawik jaki Europejczyk czekający na Forwarda? czy gubernator nie wie co o jakim cudzoziemcu, Angliku prawdopodo­bnie, który osiadł czasowo w tamtych stronach? kiedy mieszkańcy mieli ostatnie stosunki z okręta­mi wielorybniczemi lub innemi jakiemi? Na pytanie to gubernator odpowiedział, że od sześciu miesięcy nie pokazał się żaden obcy czło­wiek na tej ziemi. Shandon wypytywał się o nazwy statków wielo­rybniczych, które ostatnie tu przybyły; żadnej z tych nazw nie znał. Rozpacz go ogarnęła. — Przyznaj doktorze, mówił, że niepodobna te­go zrozumieć; nic u przylądka Farewel, nic na wyspie Disko, i nic w Uppernawik. — Jeśli mi powiesz, kochany Shandonie, za kil­ka dni: nic w zatoce Melvile’a, to cię pozdrowię jako jedynego dowódcę Forwarda. Łódź wróciła wieczorem do okrętu i podróżni na niej. Przełożony nad kuchnią, Strong, przy­wiózł kilkanaście tuzinów jaj kaczek edredońskich, zielonawych z wierzchu, a dwa razy większych od jaj kurzych. Na całą osadę okrętu, mało było tego specyału; zawsze jednak znaczył on cóś dla tych, co się głównie solonem mięsem żywili. Mimo przyjaznego nazajutrz wiatru, Shandon nie puszczał się w drogę; chciał czekać jeszcze jeden dzień, aby dać czas jakiejkolwiek ludzkiej istocie dostania się do statku, jeśliby sobie tego życzyła. Kazał nawet co godzinę strzelać z działa 16-funtowego, którego odgłos jak huk piorunu rozlegał się po górach lodowych; ale to straszyło tylko ptastwo północno-morskie i kuropatwy gnie­żdżące się w tamecznych nadbrzeżnych skałach. Nocą puszczano race. Wszystko to czyniono nadaremnie, trzeba było zdecydować się na odjazd. O szóstej rano dnia 8-go maja, Forward płynął już pod żaglami, i wkrótce stracono z oczu Upper­nawik wraz z długiemi żerdziami utkwionemi po brzegach, z porozwieszanemi na nich wnętrzno­ściami fok i worami ze skóry jeleniej. Wiatr był południowo-wschodni, a termometr wskazywał ze­ro. Słońce przebijało się przez mgłę i lody pod jego działaniem rozstępywały się nieco. Ale odblask światła szkodliwie wpływał na oczy niektórych ludzi osady i podostawali oftalmii, cier­pienia bardzo pospolitego wiosną w tych stronach, od którego wielu Eskimosów ślepnie. Doktór ka­zał tak chorym już, jak i zdrowym jeszcze, nakry­wać głowy gazą zieloną, i sam pierwszy posłuchał swego rozkazu. Psy zakupione przez Shandona dosyć były dzi­kie, jednak przyzwyczaiły się wkrótce do pokładu, a Captain dobrze się obchodził z nowemi swemi towarzyszami, i zdawał się znać ich obyczaje. Z tego powodu Clifton jeden z pierwszych zrobił spostrzeżenie, że musiał on już miewać dawniej stosunki z psim rodem grenlandzkim; one zaś zaw­sze głodne bo źle żywione na ziemi, pilnie się od­żywiały na okręcie. Nazajutrz mijano z blizka ostatnią w stronie za­chodniej z wysp Baffińskich. Doktór zauważył, że niektóre skały lezące między lądem a wyspami, pokryte były śniegiem barwy karminowej, która, zdaniem doktora Kane, miała pierwiastek roślin­ny. Clawbonny chętnieby przyjrzał się z bliska temu zjawisku, ale lód nie pozwolił dotrzeć do nie­go. Mimo temperatury podnoszącej się nieco, wi­dać było, że w stronie północnej morza Baffiń­skiego tworzą się kry i góry lodowe. Od Uppernawik począwszy, ziemia przedstawia­ła odrębny widok; ogromne lody zarysowywały się na widnokręgu pod szarawem niebem. Dnia 10-go maja Forward zostawił na prawo zatokę Hingston prawie pod 74-m stopniem szerokości; od zachodu otwierał się kanał Lankastra o paręset mil odle­gły. Wówczas jednak ogromna ta przestrzeń wód pokryta była, pokrowcem lodowym, na którym wznosiły się wzgórki z kry powstałe. Shandon ka­zał zapalić pod kotłami i siłą pary posuwał się aż do 11-go, wężykowatym między lodem przejściem, które czarny dym maszyny we wszelkich skrętach rysował. Nowe jednak przeszkody zjawiły się wkrótce; w skutek ciągłego ruchu kry, zamykały się przej­ścia. Wolnej wody co chwila mogło braknąć stat­kowi, a gdyby został schwytany przez lody, trudnoby mu było się z nich wydobyć. Wiedzieli o tem wszyscy i ciągle o tem myśleli. To też na tym okręcie posuwającym się ku niewiadomemu celowi, usiłującemu szalenie przedostać się na pół­noc, okazały się objawy wahania się; wielu z tych ludzi nawykłych do niebezpieczeństw, zapomniało o zapewnionych im nagrodach i żałowało, że się dali zaprowadzić tak daleko. Niejaka demoraliza­cya owładnęła umysły, a podniecały ją jeszcze trwogi Cliftona i podszepty kilku głównych malkontentów, jak Pen, Gripper, Waren i Wolsten. File:'The English at the Noth Pole' by Riou and Montaut 053.jpg Z moralnem zaniepokojeniem załogi, łączyła się, uciążliwość pracy; bo gdy dnia 12-go maja bryg został lodami zamknięty, a siła pary pokazała się niedostateczna do ich złamania, trzeba było je pi­łą wycinać, co przy grubości lodu na sześć i siedm stóp, bardzo było uciążliwe. Trzeba było dokony­wać dwóch przepiłowań, długich na stóp sto mniej więcej, i dopiero lód z pomiędzy nich wyłamywać; poczem zakładano kotwice w otwór daleko wyrobiony na lodzie, i nawijano ich liny na wał, za po­mocą kołowrota. Tym sposobem holowano okręt. Najmozolniejszą może czynnością było wpychanie pod statek wyłamanych kawałów lodu, żeby mu przejście uczynić; dokonywano tego za pomocą długich żerdzi z końcami w żelazo okutemi. Wszystkie te czynności odbywano nieustannie; ko­nieczne one były i niebezpieczne, a spełniano je wśród mgły lub gęstego śniegu, przy temperaturze względnie niskiej, przy cierpieniach oftalmicznych i niepokoju umysłowym. To wszystko wpływało na wyczerpnięcie sił osady brygu i na jej wyobrażenie. Jeśli majtkowie mają do czynienia z dowódcą stanowczym, śmiałym, przekonanym i który wie czego żąda, dokąd dąży, jaki sobie cel założył, to lgną sercem do swego naczelnika, a jego siła jest ich siłą, jego spokój ich spokojem. Ale na pokładzie brygu czuli wszyscy, że dowódca nie jest pewny swego i waha się w obec nieznanego mu przeznaczenia. Mimo jego wrodzonej energii wi­dać było jego upadek na duchu, a to w dawanych i odwoływanych rozkazach, połowicznych rozpo­rządzeniach, chwiejnych manewrach, uwagach nie­wczesnych i tysiącu szczegółów dostrzeganych przez załogę statku. A wreszcie, Shandon nie był kapitanem Forwarda, jedynym jego po Bogu władcą; dla tego też roztrząsano jego rozkazy — a od tego do nieposłuszeństwa, przedział bardzo niewielki. Niezadowolnieni pozyskali wkrótce dla swych pojęć pierwszego na statku inżyniera, który dotąd był niewolnikiem swej powinności. Do dnia 16-go maja, zatem w sześć dni po przy­byciu do ławicy lodowej, Forward nie posunął się ani o dwie mile na północ; zagrażało mu zamknięcie w lodach aż do roku następnego. Położenie stawało się niebezpieczne. Około 8-ej wieczorem, Shandon, doktór i maj­tek Garry wyszli na zbadanie nieprzejrzanej ró­wniny lodowej; starali się nie oddalać się bardzo od okrętu, bo niepodobnem było dopatrzeć się jakich cech odrębnych, po którychby drogę powrot­ną można było poznać. Biała ta pustynia ciągle zmieniała swe zewnętrzne pozory. Doktór dziwił się szczególnym skutkom łamania się światła; gdzie się zdawało, że do­syć krok jeden zrobić, potrzeba ich było pięciu, albo odwrotnie, a w każdym razie groziło upadnięcie. Niekoniecznie niebezpieczne ono być musiało, ale bardzo przykre, bo lód był twardy, a ostry jak szkło strzaskane. File:'The English at the Noth Pole' by Riou and Montaut 054.jpg Shandon i jego towarzysze poszukiwali przejścia dogodnego; o trzy mile od statku spotkali górę lo­dową mogącą mieć trzysta stóp wysokości; wdarli się na nią choć nie bez trudu. Ztamtąd wzrok ich objął obszary lodu podobne do olbrzymiego grodu w ruinach; leżały tam wszędzie obeliski strzaskane, wywrócone wieże, pałace zdruzgotane jednem wstrząśnieniem. Prawdziwe chaos! Słońce ocięża­le się wlekło na około tego najeżonego widnokrę­gu i rzucało ukośne promienie, a chłodne, jak gdy­by między niem i powierzchnią którą oświecało, było coś co cały jego cieplik chłonęło w siebie. Morze zdawało się ujęte snem lodowym do ostat­nich granic wzroku. — Jak my tędy przejdziemy? zapytał doktór. — Niewiem, odpowiedział Shandon, ale przejdziemy choćby przyszło prochem wysadzać w powietrze te góry; nie dam się pochwycić przez lody aż do przyszłej wiosny. — Jak się to stało z okrętem Fox, w tych sa­mych prawie okolicach, rzekł doktór. Przejdziemy zaiste, przejdziemy, przy odrobinie filozofii. Zobaczycie, że ona warta tyle co wszystkie maszyny razem. — Trzeba przyznać, że rok bieżący bynajmniej się przyjaźnie nie przedstawia, rzekł Shandon. — To prawda, odparł doktór, ja uważam, że morze Baffińskie dąży do tego stanu, w jakim by­ło przed rokiem 1817. — Alboż przypuszczasz doktorze, że nie zawsze tak było jak teraz? — Nie zawsze. Zdarzają się od czasu do czasu jakieś wielkie odwilże, których uczeni wytłóma­czyć nie umieją. Tak oto aż do roku 1817 morze to bywało kompletnie zatkane, gdy na raz zdarzył się jakiś ogromny przewrót, który odparł na Oce­an te góry lodowe, popędzone w znacznej ilości na ławice Nowej Ziemi. Od tego czasu zatoka Baffińska, była całkiem wolna od lodów, i stała się potem zbiegowiskiem dla mnóstwa wielorybników. — Zatem, odrzekł Shandon, podróże na północ stały się łatwiejszemi od tej epoki? — Bez porównania; zauważono jednak od lat kilku, że morze tutejsze usposobione bywa znów do zamarzania i zamknięcia się, może na długo dla badań żeglarskich. Jeden to więcej powód, żebyśmy się posunęli jak można najdalej. Tymczasem jesteśmy nieco jak ludzie, którzy posuwają się w nieznane sobie galerye, za któremi drzwi zamykają się ciągle. — Czy mi radzisz doktorze, żebym się wrócił? rzekł Shandon, usiłując zbadać głąb myśli swego towarzysza. — Ja? jak żyję nie używałem nóg do cofania się, i jestem za postępowaniem naprzód, choćby zginąć przyszło. Chciałem tylko dać do zrozumienia, że jeśli działamy zuchwale, to wiemy co nas czeka. — A ty Garry co myślisz? pytał Shandon towarzyszącego im majtka. — Szedłbym prosto przed siebie, komendancie; jestem tegoż zdania co i doktór Clawbonny. Zresztą, cokolwiek pan każesz, spełnimy. — Nie wszyscy mówią jak ty Garry, nie wszyscy mają ochotę być posłuszni. A jeśli oprą się moim rozkazom? — Powiedziałem moje zdanie, zimno rzekł majtek, bo mnie pan pytałeś o nie; nie jesteś pan obowiązany go słuchać. Shandon nic nie odpowiedział. Badał starannie widnokrąg i nakoniec zstąpił ze swemi towarzy­szami z góry lodowej.
Alternative Linked Data Views: ODE     Raw Data in: CXML | CSV | RDF ( N-Triples N3/Turtle JSON XML ) | OData ( Atom JSON ) | Microdata ( JSON HTML) | JSON-LD    About   
This material is Open Knowledge   W3C Semantic Web Technology [RDF Data] Valid XHTML + RDFa
OpenLink Virtuoso version 07.20.3217, on Linux (x86_64-pc-linux-gnu), Standard Edition
Data on this page belongs to its respective rights holders.
Virtuoso Faceted Browser Copyright © 2009-2012 OpenLink Software