About: dbkwik:resource/3A6kobD5TVvRbkQWLfPqlA==   Sponge Permalink

An Entity of Type : owl:Thing, within Data Space : 134.155.108.49:8890 associated with source dataset(s)

AttributesValues
rdfs:label
  • Podróż do Bieguna Północnego/I/04
rdfs:comment
  • Kajuta doktora Clawbonny położona była w ty­le okrętu, na samym końcu długiego szeregu izb przeznaczonych dla załogi. Kajuty zaś kapitana i porucznika, obrócone były ku pokładowi. Ka­juta kapitana zaopatrzoną została we wszystko co może być potrzebnem w tak dalekiej podróży, odpowiednio do instrukcyi oddzielnie na to wyda­nej, poczem zamknięto ją hermetycznie, a klucz wedle zalecenia nieznajomego, przesłany mu został do Lubeki; takim przeto sposobem, on tylko jeden mógł wejść do swego mieszkania na okręcie. Szczegół ten nie podobał się Shandonowi i odej­mował mu wiele z nadziei zostania dowódzcą stat­ku. Co zaś do własnej kajuty, zaopatrzył on ją z całą znajomością marynarza, który już odbywał podróże do bieguna. — Sala wspólna miała wielki piec na środku.
Tytuł
  • |1
dbkwik:resource/JvmuHjXQYc_EMmq-yMXeWg==
dbkwik:resource/WglBShsp9V9mYtToH6YeZw==
  • Część I
  • Rozdział IV
dbkwik:resource/X7l0opWu667RHDeQudG4LA==
adnotacje
  • Dawny|1876 r
dbkwik:wiersze/pro...iPageUsesTemplate
Autor
  • Juliusz Verne
abstract
  • Kajuta doktora Clawbonny położona była w ty­le okrętu, na samym końcu długiego szeregu izb przeznaczonych dla załogi. Kajuty zaś kapitana i porucznika, obrócone były ku pokładowi. Ka­juta kapitana zaopatrzoną została we wszystko co może być potrzebnem w tak dalekiej podróży, odpowiednio do instrukcyi oddzielnie na to wyda­nej, poczem zamknięto ją hermetycznie, a klucz wedle zalecenia nieznajomego, przesłany mu został do Lubeki; takim przeto sposobem, on tylko jeden mógł wejść do swego mieszkania na okręcie. Szczegół ten nie podobał się Shandonowi i odej­mował mu wiele z nadziei zostania dowódzcą stat­ku. Co zaś do własnej kajuty, zaopatrzył on ją z całą znajomością marynarza, który już odbywał podróże do bieguna. — Sala wspólna miała wielki piec na środku. File:'The English at the Noth Pole' by Riou and Montaut 020.jpg Doktór Clawbonny cały był zajęty urządzaniem się, zaraz nazajutrz po spuszczeniu statku na wodę, to jest dnia 6 lutego, już się na dobre w swojej kajucie rozgospodarował. „Najszczęśliwszem ze stworzeń, mawiał on, był­by ślimak, któryby sobie potrafił wygodną urzą­dzić skorupę; sprobuję, czy mi się nie uda, być tym dowcipnym ślimakiem.“ I rzeczywiście przyznać potrzeba, że doskonale się urządzał doktór, który z dziecięcą prawie rado­ścią porządkował swe naukowe bagaże. — Książki, zielniki, półki, instrumentu i przyrządy fizyczne, kollekcya termometrów, barometrów, hygrome­trów, udometrów, lunet, kompasów i sextantów, plany, butelki różnego kształtu i koloru, proch, flaszki podróżnej apteczki, bardzo dobrze zaopa­trzonej — wszystkoto miało swe miejsca i ustawione było w porządku, któregoby się i British Museum nie powstydziło. Na tej przestrzeni 6 stóp kwadra­towych, mieściły się niezliczone bogactwa; doktór nie wstając prawie z miejsca, za każdem wycią­gnięciem ręki mógł być na przemiany lekarzem, matematykiem, astronomem, geografem, botani­kiem, konchyliologiem i t. d. Uszczęśliwiony też był ze swego zagospodaro­wania się w tym pływającym przybytku, mogącym zaledwie pomieścić trzech i to najszczuplejszych jego przyjaciół. Odwiedzano go też bardzo często, a nawet tak natrętnie, że doktór, jakkolwiek czło­wiek łagodny i towarzyski, na podobieństwo So­kratesa był przymuszonym zawołać w końcu: „Mały jest mój domeczek, lecz daj Boże aby się nigdy nie zapełniał przyjaciołmi!“ Dla dopełnienia opisu Forwarda, dodać jeszcze potrzeba, że framuga na pomieszczenie wielkiego psa duńskiego, urządzona była pod samem oknem tajemniczej kajuty, lecz dziki jej mieszkaniec wo­lał koczować po całym okręcie. Niepodobna go by­ło ugłaskać, i nikt się doń zbliżyć nie mógł bezkar­nie; w nocy tylko słyszano jego żałosne wycie, które ponuro i przerażająco rozlegało się po całym statku. Czy tęsknił za swym panem nieobecnym? czy przeczuwał niebezpieczeństwa tej dalekiej wypra­wy? — trudno odgadnąć; majtkowie wszyscy prawie na ten ostatni zgadzali się powód, a niejeden na­wet, na seryo brał go za jakieś szatańskie zwierzę. File:'The English at the Noth Pole' by Riou and Montaut 017.jpg Majtek Pen, człowiek bardzo gwałtowny i porywczy, gdy się zapędził pewnego razu chcąc go uderzyć, tak nieszczęśliwie upadł na róg windy, że sobie głowę skaleczył niebezpiecznie. Rozumie się, że wypadek ten przypisanym został tajemnej mocy psa dyabelskiego. File:'The English at the Noth Pole' by Riou and Montaut 018.jpg Clifton znowu, najprzesądniejszy z całej załogi, tę szczególniejszą zrobił uwagę, że pies chodząc, zawsze się zwracał w stronę wiatru, a potem gdy statek wypłynął na morze, pies obracał się za każ­dą zmianą kierunku — tak, że zawsze pilnował wia­tru, jakby to sam kapitan okrętu czynił. Doktor Clawbonny nawet, który dobrocią swą i łagodnością tygrysa mógłby ugłaskać, nie zdołał pozyskać łaski tego buldoga, pomimo wszelkich ze swej strony prób, a nawet i wysileń. Zresztą, zwierzę to nie odpowiadało na żadne z nazwisk znajdujących się w psim kalendarzu, więc też załoga cała nazwała go kapitanem. Pies ten musiał już niejednę odbywać podroż morską, a doskonale znał zwyczaje okrętowe. Teraz czytelnicy zrozumieją żartobliwie odpo­wiedź jaką retman dał ciekawemu przyjacielowi Cliftona; a zresztą wszyscy prawie ludzie na brygu wierzyli w jakąś tego psa nadzwyczajność, i zapewne żadenby się nie zadziwił, gdyby pewnego pięknego poranku ujrzał go przybierającego kształty ludz­kie i gromkim głosem sprawiającego dowództwo, Ryszard Shandon nie podzielał wprawdzie tych wyobrażeń niedorzecznych, zawsze jednak był mo­cno niespokojnym i w wigilię odjazdu 5 kwietnia wieczorem, rozmawiał o tem z doktorem, Wall’em i Johnsonem. Ci czterej panowie raczyli się właśnie dziesiątą i ostatnią zapewne szklanką grogu, bo według przepisów zawartych w liście z Aberdeen, od kapitana zacząwszy, do ostatniego palacza, nikomu na pokładzie nie wolno będzie używać ani wina, ani rumu, ani piwa nawet, chyba na przypadek słabości i to za wyraźnem poleceniem doktora. Otóż, od godziny już prawie rozmowa toczyła się o jutrzejszym wyjeździe. Według zapowiedzeń kapitana, Shandon nazajutrz miał otrzymać osta­tnie jego rozkazy i rozporządzenia. Zapewne, mówił porucznik, odbiorę pismo z któ­rego jeśli nie o nazwisku kapitana, to przynajmniej dowiem się o celu i kierunku podróży — bo inaczej nie wiedziałbym gdzie mam płynąć. — Na honor, mówił niecierpliwy doktór, ja na twojem miejscu panie Shandon pojechałbym nie czekając listu; a jeśli będzie jaki, to ręczę ci że znaleźć nas i dogonić potrafi. File:'The English at the Noth Pole' by Riou and Montaut 019.jpg — Ty bo o niczem nie wątpisz, kochany doktorze! ale w takim razie powiedz mi drogi panie, ku ja­kiejż części świata skierowałbyś twój statek? — Rozumie się, że ku biegunowi północnemu, to niema o czem mówić! — Jakto niema o ozem mówić? A czemużby nie ku biegunowi południowemu? — odezwał się Wall. — Ku biegunowi południowemu! zawołał do­ktor — nigdy! nigdy! czyżby kapitan chciał nara­żać swój bryg na przepływanie całego oceanu Atlantyckiego! Zastanów się tylko nad tem mój drogi. — Doktor bo ma zawsze odpowiedź na wszyst­ko, — dodał Wall trochę zmięszany. — No, przypuśćmy że do bieguna północnego, powiedział znowu Shandon; ależ w takim razie, powiedz mi doktorze, do jakiegobyś płynął punktu mianowicie? Czy do Szpitzbergu? Czy do Gren­landyi? Czy do Labrador? Czy do zatoki Hudsońskiej? Bo chociaż nawet przypuścimy, że wszystkie te drogi do jednego prowadzą celu, to jest do ogromnych nieprzebytych lodowisk — to zawsze jest ich tyle, że byłbym w niemałym kłopocie, którą z nich wybrać. — Czy i na to masz odpowiedź kate­goryczną, doktorze? — Zapewne, że trudno tu coś odpowiedzieć, z lekkiem niezadowoleniem odrzekł doktor, lecz nareszcie, jeśli nie otrzymasz spodziewanego listu, to co wtedy zrobić zamyślasz? — Nic, — będę czekał. — Jakto! nie pojedziesz? zawołał Clawbonny rozpaczliwym tonem. — Bezwarunkowo nie. — I to będzie najrozsądniej, dodał powolnym głosem Johnson. Doktor tymczasem biegał nie­cierpliwie naokoło stołu, nie mogąc na jednem dosiedzieć miejscu. — Tak, to będzie najrozsądniej, powtarzał ma­chinalnie, to będzie najrozsądniej, a jednakże zbyt długie oczekiwanie, może przykre spowodować następstwa. Najprzód pora jest teraz najlepsza do podróży i jeszcze można by zdążyć przed mrozami, do zatoki Davis, której potem już przebyć niepo­dobna; załoga też niecierpliwi się coraz bardziej; przyjaciele i towarzysze naszych ludzi namawiają ich do opuszczenia pokładu Forwarda, a wpływ taki postronny, mógłby nam spłatać figla bardzo niemiłego. — Trzeba też i o tem pamiętać, rzekł Wall, że gdy strach raz się zakorzeni pomiędzy załogą, to wszyscy nasi ludzie drapną do ostatniego, a wtedy kochany poruczniku nie takby ci łatwo było na nowo zwabić łatwowiernych. — Więc cóż robić? zawołał Shandon, — Zrób tak jak powiedziałeś: poczekaj, ale poczekaj do jutra tylko, a nie desperuj jeszcze, bo dotąd wszystkie obietnice kapitana jak najakurat­niej spełnione zostały i niema bynajmniej powodu do twierdzenia, że w swoim czasie nie będziemy uwiadomieni o celu podróży. Nie wątpię, że jutro będziemy żeglować po morzu Irlandzkiem, i dla tego drodzy przyjaciele proponuję ostatni grog, za pomyślność naszej wyprawy, która chociaż się tro­chę dziwacznie zaczyna, ale z takiemi jak wy zu­chami, musi się odbyć w pomyślnych warunkach. File:'The English at the Noth Pole' by Riou and Montaut 022.jpg Cztery szklanki potrąciły o siebie, po raz osta­tni. — Teraz poruczniku, rzekł Johnson, jeśli mi wolno służyć ci radą, to powiedziałbym, że warto wszystko mieć w pogotowiu do odjazdu, bo trzeba nawet aby załoga nie wiedziała o tem, że nie masz jeszcze pewności co robić. Czy przyjdzie list jutro, czy nie przyjdzie, zawsze niech wszystko będzie gotowe, niema potrzeby zapalać pod kotłem; wiatr sprzyjać się zdaje, i w każdej chwili z największą łatwością na pełne morze wypłynąć możemy. W chwili przypływu morza trzeba wyjść z doków, i zatrzymać się znowu można powyżej warsztatów w Birkenhead; nasi ludzie nie będą przeto mieli żadnej z lądem komunikacyi, a jeśli ma przyjść to pismo dyabelskie, to nas tam tak dobrze jak i tu­taj znaleźć potrafi. — Wybornie radzisz, dzielny Johnsonie, — za­wołał doktór, podając rękę wytrawnemu maryna­rzowi. — Ha! niechże i tak będzie! odpowiedział Shan­don. Każdy poszedł do swojej kajuty na spoczynek, czekając wschodu słońca, a śpiąc trochę niespokoj­nie. Nazajutrz już z pierwszej poczty rozesłano listy po mieście, lecz nie było żadnego pod adresem Ry­szarda Shandon. File:'The English at the Noth Pole' by Riou and Montaut 020a.jpg Pomimo to, porucznik gotował się do odjazdu; wiadomość o tem rozeszła się zaraz po calem Liverpoolu i jak to widzieliśmy na początku naszego opowiadania, ogromny napływ ciekawych zgroma­dził się na wybrzeżach New Prince’s Docks. Niemało też gości znalazło się na pokładzie brygu: ten dla pożegnania swego towarzysza, tam­ten dla pocieszenia przyjaciela, inny dla lepszego obejrzenia dziwnego statku, — a wszyscy zapewne dla dowiedzenia się o celu podróży; lecz porucznik milczał jak grób, nie zważając na szmer ogółu i oznaki niezadowolenia. Miał do tego ważne bardzo powody, a najważ­niejszy ten, że sam nic jeszcze nie wiedział. Dziesiąta godzina wybiła, po niej jedenasta; o pierwszej popołudniu przypadał przypływ mo­rza, a tu żadnej wiadomości! Shandon niespokojnem okiem rzucał na tłum oblegający wybrzeże, chcąc z twarzy czyjejś wyczytać tajemnicę swego przeznaczenia — lecz napróżno. Majtkowie Forwarda w milczeniu spełniali jego polecenia; oczekując wciąż na udzielenie im wiadomości, nie spuszczali z niego oczu. Johnson kończył właśnie wszystkie przygotowa­nia. Niebo chmurami się zaciągnęło, woda poczęła się bałwanić za obrębem portu; wiatr południowo-wschodni rozdymał żagle z pewną gwałtownością, lecz łatwo jeszcze można było wypłynąć z Mer­seyu. Nadeszło południe, a tu jeszcze żadnej wiado­mości. Doktor Clowbonny przechadzał się niespo­kojny, lornetując, gestykulując niecierpliwy morza, jak się wyrażał z łacińska, i daremnie usiłował powściągnąć swoje wzruszenie; Shandon aż do krwi gryzł sobie wargi. W tej chwili Johnson zbliżył się do niego i rzekł: Poruczniku, jeśli mamy korzystać z odpływu, to nie traćmy czasu, bo i za godzinę ledwie wypłynie­my z doków. Shandon ostatni raz rzucił okiem naokoło, spoj­rzał na zegarek; — było już dobrze po dwunastej. — A więc do roboty, rzekł do retmana. — Wynoście się, krzyknął Johnson nakazując widzom żeby opuścili pokład Forwarda. Powstał ruch między przybyszami cisnącymi się do wyjścia, a majtkowie tymczasem ostatnie liny odwiązywali. File:'The English at the Noth Pole' by Riou and Montaut 021.jpg Konieczne w takim razie zamięszanie tłumu, nie bardzo grzecznie przez majtków traktowanego, zwiększało jeszcze wycie psa; przecisnął się przez tłum, wskoczył na pomost dowódcy i głucho zaszczeknął, trzymając w zębach list zapieczętowany. Trudnoby było w to uwierzyć, gdyby mnóstwo osób nie widziało tego na własne oczy. — List! zawołał Shandon; więc on jest na pokła­dzie? — Był, ale go już niema, odrzekł Johnson, wska­zując na pokład zupełnie z tłumu ciekawych oczy­szczony. — Captain! Captain! pójdź tu! wołał doktór usi­łując wziąść list, który pies usuwał od jego ręki, odskakując od niego; wyraźnie chciał oddać pismo samemu porucznikowi. — Pójdź tu Captain! zawołał Shandon. Pies się zbliżył, oddając list spokojnie, poczem szczeknął trzy razy głośno i jednostajnie w pośród ciszy panującej na pokładzie i na pobrzeżu. Shandon trzymał w ręku pismo, nie otwiera­jąc go. — Ależ czytajże, czytaj! nalegał nań doktor. Na liście był adres, bez wyrażenia miejsca i da­ty, i te tylko stały wyrazy: „Porucznik Ryszard Shandon na pokładzie brygu Forward.“ Shandon otworzył list i czytał: „Skierujesz się pan ku przylądkowi Farevel, gdzie masz stanąć 20 kwietnia. Jeśli kapitan nie ukaże się na pokładzie, przepłyniesz cieśninę Da­visa i morzem Bafińskiem pociągniesz do zatoki Melville. Kapitan Forwarda K. Z. Porucznik złożył starannie ten list lakoniczny, schował go do kieszeni i wydał rozkaz do odjazdu. Głos jego sam tylko rozlegający się w pośród poświstu wiatru wschodniego, miał w sobie coś uro­czystego. Forward wkrótce wyszedł z przystani i kierowa­ny przez sternika liverpoolskiego, którego łódź szła za brygiem, płynął z biegiem wód Merseyu. Tłum na wybrzeżu posuwał się na równi ze statkiem, aby go widzieć jak najdłużej. Tymczasem na bry­gu rozpuszczono wszystkie żagle, a Forward go­dny swego imienia, szybko opłynąwszy cypel Bir­kenheadu, wskoczył na morze Irlandzkie.
Alternative Linked Data Views: ODE     Raw Data in: CXML | CSV | RDF ( N-Triples N3/Turtle JSON XML ) | OData ( Atom JSON ) | Microdata ( JSON HTML) | JSON-LD    About   
This material is Open Knowledge   W3C Semantic Web Technology [RDF Data] Valid XHTML + RDFa
OpenLink Virtuoso version 07.20.3217, on Linux (x86_64-pc-linux-gnu), Standard Edition
Data on this page belongs to its respective rights holders.
Virtuoso Faceted Browser Copyright © 2009-2012 OpenLink Software