About: dbkwik:resource/8qN2KUiE_U5OPqVnXlyFMA==   Sponge Permalink

An Entity of Type : owl:Thing, within Data Space : 134.155.108.49:8890 associated with source dataset(s)

AttributesValues
rdfs:label
  • Zima pośród lodów/08
rdfs:comment
  • Okolica wschodnia Grenlandyi leży prosto­padle w stronie północy. Odkrycia żeglarzy da­ły możność dosyć ścisłego oznaczenia granic i przestrzeni téj krainy. Na obszarze pięciuset mi­lowym, który oddziela Grenlandyę od Spitzbergu, okolica jest zupełnie nieznaną. O jakie sto mil od zatoki Gaël-Hamkes, w kierunku północnym, znajduje się wyspa Shannon. Jeżeli przeto roz­bitkowie, według wszelkiego prawdopodobieństwa, zostali zapędzeni w stronę północy, to przy­puściwszy nawet, iż do téj wyspy nie dotarli przed zamarznięciem morza, na niéj tylko musie­li przecież szukać schronienia i do niéj dostać się koniecznie. Tam to należało skierować swoję wy­prawę, bo tam tylko może się znajdować Ludwik wraz z towarzyszami.
dbkwik:resource/JvmuHjXQYc_EMmq-yMXeWg==
dbkwik:resource/WglBShsp9V9mYtToH6YeZw==
  • Rozdział VIII
dbkwik:resource/X7l0opWu667RHDeQudG4LA==
adnotacje
  • Dawny|1880 r
dbkwik:wiersze/pro...iPageUsesTemplate
Autor
  • Juliusz Verne
abstract
  • Okolica wschodnia Grenlandyi leży prosto­padle w stronie północy. Odkrycia żeglarzy da­ły możność dosyć ścisłego oznaczenia granic i przestrzeni téj krainy. Na obszarze pięciuset mi­lowym, który oddziela Grenlandyę od Spitzbergu, okolica jest zupełnie nieznaną. O jakie sto mil od zatoki Gaël-Hamkes, w kierunku północnym, znajduje się wyspa Shannon. Jeżeli przeto roz­bitkowie, według wszelkiego prawdopodobieństwa, zostali zapędzeni w stronę północy, to przy­puściwszy nawet, iż do téj wyspy nie dotarli przed zamarznięciem morza, na niéj tylko musie­li przecież szukać schronienia i do niéj dostać się koniecznie. Tam to należało skierować swoję wy­prawę, bo tam tylko może się znajdować Ludwik wraz z towarzyszami. Taki był plan Jana Cornbutte’a i zdobył sobie większość głosów w radzie, pomimo to, że mu się sprzeciwiał Vasling. Rozkazy natychmiast zostały wydane i zabrano się do przygotowań. Jeszcze na brzegach Norwegii zaopatrzono się w sunie, zbudowane, na wzór sań Eskimosów, z sanic płaskich zakręconych z obu końców i które mogły posuwać się zarówno po lodzie i po śniegu. Miały one dwanaście stóp długości i cztéry szerokości i mogły pomieścić za­pasy na kilka tygodni. Misonne zajął się gorli­wie ich złożeniem, a pracował nad tém w składzie, gdzie część sań i narzędzia ciesielskie zostały złożone. Aby pracę tę umożliwić w téj lodowej temperaturze, urządzono tam piec do węgli, którego komin wychodził na zewnątrz przed ścianę śniegową. Było to urządzenie wadliwe, bo ciepło topiło śniég, wskutek czego ognisko u­stawicznie gasło, a komin coraz bardziéj się rozszérzał. Dopiéro wysłanie jego ściany płótnem me­talicznem zapobiegło złemu, a to dlatego, że płótno takie pochłaniało ciepło, uchodzące wraz z dymem, nie dopuszczając go do śniegu. Podczas gdy Misonne pracował nad saniami, Penellan, przy pomocy Maryi, przygotowywał odzież i bieliznę na drogę. Na szczęście butów ze skór foczych było poddostatkiem. Jan Corn­butte i Vasling zajęli się zapasami żywności; za­pasy te składały się z baryłki spirytusu, potrze­bnego do rozgrzéwania przenośnego piecyka, ze znacznéj ilości kawy i herbaty, skrzyni sucha­rów, dwustu funtów mięsa solonego i kilku gą­siorków wódki. Polowanie miało dostarczać pożywienia na codzienną potrzebę. Rozdzielono téż sporą ilość prochu na części mniejsze, które zsypano do osobnych worków, aby go łatwiéj od zniszczenia uchronić. Busola, sekstant i perspek­tywa zostały także zapakowane na wszelki przypadek. Dnia 11 października słońce już się nie ukazało nad widnokręgiem. Trzeba było ciągle palić lampę w siedzibie osady. Nie było czasu do stracenia, wyprawa była konieczną natychmiast. Przyczyny tego bardzo proste; oto w styczniu zi­mna dochodzą tu do takiej mocy, że przebywanie na powietrzu, bez niebezpieczeństwa utraty ży­cia, bywa niemożliwém Przez dwa najmniéj miesiące osada będzie kompletnie uwięzioną; na­stępnie zaczną się roztopy i trwać będą aż do chwili, w któréj droga dla okrętu stanie się zno­wu wolną. Te roztopy uniemożliwią wszelką po­dróż. Z drugiéj strony, jeżeli Ludwik i jego to­warzysze żyją jeszcze, to niepodobna, ażeby w swojém zupełném opuszczeniu i bez odpowie­dnich środków oparli się straszliwéj zimie. Nale­żało ratować ich natychmiast, lub porzucić wszelką nadzieję ocalenia. Vasling rozumiał to wybornie i podzielał w duszy zdanie kapitana, mimo to jednak wysilał się na przedstawienie trudności, jakie wyprawę spotkać miały. Przygotowania ukończono z dniem 20 października. Należało teraz wybrać ludzi do dro­gi Maryi niepodobna było pozbawić opieki wu­ja lub Penellana, a przecież jeden i drugi w przed­siębranéj wyprawie byli niezbędni. Chodziło w téj sprawie o to, czy Marya zniosłaby trudy i niebezpieczeństwa zamierzonéj wy­prawy. Dotąd zwycięsko przeszła wszystkie pró­by, bez widocznego znużenia; co prawda, była córką marynarza, przyzwyczajoną od dzieciństwa do morza i niewygód żeglarskiego powołania, a Penellan nie lękał się bynajmniej o jéj męztwo i zdrowie śród tego okropnego klimatu, ani w po­dróży przez morza podbiegunowe. Stanęło wreszcie na tém po wielu roztrząsaniach, że młodu dziewczyna uda się wraz z inny­mi w drogę i że na wszelki wypadek na saniach będzie można wybudować maleńką kajutę z drze­wa, szczelnie zamkniętą, a na pobyt dla niéj prze­znaczoną. Co się tyczy Maryi, to w postanowie­niu tém znalazła ona spełnienie gorących życzeń własnych, aby jéj nie rozdzielano z dwoma opie­kunami. Wyprawa była gotową: Marya, Jan Cornbutte, Penellan, Vasling, Aupic i Misomie mieli do niéj należéć. Turquiette pozostawał przy statku, aby go strzedz, do pomocy zaś dodano mu Gervique’a i Gradlina. Zapasy zostały zniesione, a Jan Cornbutte, na przypadek gdyby się podróż prze­ciągnęła, zamierzył na całéj drodze w pewnych odstępach urządzać składy, które w powrocie użytecznemi być mogą. Opakowano wszystko starannie, okryto skórami bawolemi, a cały ten ładunek ważył około siedmiuset funtów, który to ciężar nie był wcale zawielkim dla zaprzęgu, złożo­nego z pięciu dużych i silnych psów. Dnia 22 października, wedle przewidywań kapitana, w stanie temperatury zaszła korzystna zmiana. Niebo się wyjaśniło, gwiazdy świéciły ży­wym blaskiem, a księżyc zawisnął nad horyzontem, aby nie zachodzić przez dni piętnaście. Termometr opadł do dwudziestu pięciu stopni niżéj zera. Nazajutrz miano wyruszyć w drogę.
Alternative Linked Data Views: ODE     Raw Data in: CXML | CSV | RDF ( N-Triples N3/Turtle JSON XML ) | OData ( Atom JSON ) | Microdata ( JSON HTML) | JSON-LD    About   
This material is Open Knowledge   W3C Semantic Web Technology [RDF Data] Valid XHTML + RDFa
OpenLink Virtuoso version 07.20.3217, on Linux (x86_64-pc-linux-gnu), Standard Edition
Data on this page belongs to its respective rights holders.
Virtuoso Faceted Browser Copyright © 2009-2012 OpenLink Software