About: dbkwik:resource/r21bv8BPjtyVUXQBI5vd4w==   Sponge Permalink

An Entity of Type : owl:Thing, within Data Space : 134.155.108.49:8890 associated with source dataset(s)

AttributesValues
rdfs:label
  • Trój­głos
rdfs:comment
  • Za­pa­da dzień za na­mi, nad na­mi. Ciem­ność w spię­trzo­nych drze­wach. Do­my nie­wdzięcz­nych owi­ja pier­ścień nie­ba zwar­te­go w ci­szy. Łuk świa­tła pręd­kie­go bi­je jak źró­dło srebr­ne nad zie­mią; kru­szą się cen­ne mar­mu­ry, ko­lum­ny gną, pło­mień na grzy­wie spo­czął, gru­zu na­stru­gał do nóg, mar­twe ro­śli­ny i zie­mia po­pio­łem stru­ta w tym mie­ście i z da­la tyl­ko wo­ła­nie dzio­bów zbu­dzo­nych znad łąk. Image:PD-icon.svg Public domain
dcterms:subject
dbkwik:resource/WglBShsp9V9mYtToH6YeZw==
  • Wiersz
dbkwik:wiersze/pro...iPageUsesTemplate
Autor
  • Tadeusz Gajcy
abstract
  • Za­pa­da dzień za na­mi, nad na­mi. Ciem­ność w spię­trzo­nych drze­wach. Do­my nie­wdzięcz­nych owi­ja pier­ścień nie­ba zwar­te­go w ci­szy. Łuk świa­tła pręd­kie­go bi­je jak źró­dło srebr­ne nad zie­mią; kru­szą się cen­ne mar­mu­ry, ko­lum­ny gną, pło­mień na grzy­wie spo­czął, gru­zu na­stru­gał do nóg, mar­twe ro­śli­ny i zie­mia po­pio­łem stru­ta w tym mie­ście i z da­la tyl­ko wo­ła­nie dzio­bów zbu­dzo­nych znad łąk. Mi­łu­ją­cy trwo­gę i gli­nę gło­wy pod­no­szą z po­du­szek. Pę­ka spa­lo­na zie­mia, ko­ści po­trą­ca pu­ste, mar­twa szcze­li­na — słu­cha­ją — wo­ła ku­szą­co jak uśmiech for­mą dla cia­ła je­dy­ną, cie­płem ze wszyst­kich naj­trwal­szym, ono za­pew­ni ró­ża­ny, bo krwią po­jo­ny pęk ró­zeg, ciem­ność jak gwiaz­dę wy­ga­słą i pa­mięć śnio­ną bez cza­su. Więc bę­dzie dzień, któ­ry od­szedł, dla wie­lu dniem po­że­gna­nia. Mgły roz­wie­szo­ne nad na­mi nie wie­dzą o nas nic zgo­ła; od­le­gły księ­życ i słoń­ce w in­nych ob­sza­rach ko­łu­ją, za­mknię­tych dla nas, nie­zna­nych. Lecz mó­wić o nich jak pięk­nie! Gdy tu­taj za­chłan­ny pia­sek stru­te ma ziar­na, więc gorz­kie — o zie­mio mo­jej oj­czy­zny! I ogień bro­ni świe­cą­cej w oczy zmru­żo­ne nam pa­trzy — da­ruj nam świa­ty pięk­niej­sze, gdy oczom ze­chcą się przy­śnić. Jak ma­ło. Jak ma­ło: spo­kój w ob­ra­zach snu i rę­ka zdo­bią­ca cia­ło jak rzeź­bio­na, lecz kru­cha. Tu twar­dy dzień. Po­wie­trze wcią­ga­my do płuc spa­sio­ne krwią, a w ko­lum­nach męż­ni w po­gię­tych kol­czu­gach usta na po­piół zło­żyw­szy przy­ja­znych cze­ka­ją ra­mion. Mar­mur ży­ła­mi na­brzmiał — to zie­mi pra­gną­cej trud sy­pie zie­lo­ność, co ży­wa dzwo­ni mło­dziut­kim li­sto­wiem. Bu­dzi się mlecz­ny na szy­bach świt i roz­dzie­la jak anioł dy­my krzy­czą­ce pod świa­tło. Już słoń­ce sta­nę­ło głod­ne nad mia­stem w chmu­rach ró­żo­wych, mło­dych i won­nych od pól. Za­pa­da dzień bez­i­mien­ny i co dzień że­gna­my ślad od­cho­dzą­cych — ku ja­kim świa­tom? Ma­rze­nie, tyl­ko ma­rze­nie — bo one, wo­da i piach, oto naj­bliż­sza oj­czy­zna, oto je­dy­ny pa­tos. I po cóż wa­sze wo­ła­nia? Mu­si krew dy­mić jak znak in­nym, by imię po­zna­li i war­tość po­lne­go kwia­tu. Tak wsta­je wszyst­ko co god­ne ży­cia a nie za­gła­dy i ta­ka ską­pa na­gro­da twar­do rzu­co­nym na wznak. Za wie­le, za wie­le: zie­mia i spra­wy jej, aby pra­gnąć wię­cej i cze­kać świa­tów zsy­ła­nych śnią­cym. Ra­mię znu­żo­ne le­ży go­to­we za­wsze jak miecz pod gło­wą od­da­ną no­cy. A je­śli ob­raz z ma­rze­nia — to zna­ny kształ­tem i wo­nią: słoń­ce wy­bie­ga na nie­bo mło­de i pręż­ne. Po­lny ptak prze­le­ci po oczach, kło­sy rtę­cio­we dzwo­nią, o zie­mio mo­jej oj­czy­zny... — — — — — — — — — — — — jak bo­li. Image:PD-icon.svg Public domain
Alternative Linked Data Views: ODE     Raw Data in: CXML | CSV | RDF ( N-Triples N3/Turtle JSON XML ) | OData ( Atom JSON ) | Microdata ( JSON HTML) | JSON-LD    About   
This material is Open Knowledge   W3C Semantic Web Technology [RDF Data] Valid XHTML + RDFa
OpenLink Virtuoso version 07.20.3217, on Linux (x86_64-pc-linux-gnu), Standard Edition
Data on this page belongs to its respective rights holders.
Virtuoso Faceted Browser Copyright © 2009-2012 OpenLink Software