About: dbkwik:resource/0yhbHRllFXRex3Lgm5BjmQ==   Sponge Permalink

An Entity of Type : owl:Thing, within Data Space : 134.155.108.49:8890 associated with source dataset(s)

AttributesValues
rdfs:label
  • Zima pośród lodów/04
rdfs:comment
  • Załogę podzielono na dwa oddziały; do pierwszego weszli: Misonne, Gradlin i Gervique; drugi składał się z Vaslinga, Aupica i Penellana. Oddziały te miały pracować i czuwać naprzemian po dwie godziny, albowiem wśród tutejszéj temperatury praca dłuższa wyczerpuje nadzwyczaj szybko siły i jest poprostu niemożliwą. Statek był dopiéro pod sześćdziesiątym trzecim pniem szérokości, a już spotkał się z zimnem, do­chodzącem dziesięciu stopni wedle stustopniowe­go termometru. — Kiedy ujrzymy ziemię? — zapytała Marya. — Za trzy lub cztéry dni najpóźniéj — odrzekł jéj wuj.
dbkwik:resource/JvmuHjXQYc_EMmq-yMXeWg==
dbkwik:resource/WglBShsp9V9mYtToH6YeZw==
  • Rozdział IV
dbkwik:resource/X7l0opWu667RHDeQudG4LA==
adnotacje
  • Dawny|1880 r
dbkwik:wiersze/pro...iPageUsesTemplate
Autor
  • Juliusz Verne
abstract
  • Załogę podzielono na dwa oddziały; do pierwszego weszli: Misonne, Gradlin i Gervique; drugi składał się z Vaslinga, Aupica i Penellana. Oddziały te miały pracować i czuwać naprzemian po dwie godziny, albowiem wśród tutejszéj temperatury praca dłuższa wyczerpuje nadzwyczaj szybko siły i jest poprostu niemożliwą. Statek był dopiéro pod sześćdziesiątym trzecim pniem szérokości, a już spotkał się z zimnem, do­chodzącem dziesięciu stopni wedle stustopniowe­go termometru. Dészcz i śnieg padały często i obficie. W chwilach pogodniejszych, kiedy wiatr nie dął tak gwałtownie, jak zazwyczaj, Marya przebywała na pokładzie, a oczy jéj przywykały do dzikich widoków podbiegunowéj okolicy. W dniu 1 sierpnia przechadzała się ona z wu­jem, Vaslingiem i Penellanem po pokładzie, kiedy statek wpływał w wązką cieśninę, széroką zale­dwie na mil parę. Olbrzymie masy lodowe pły­nęły tu ku południowi. — Kiedy ujrzymy ziemię? — zapytała Marya. — Za trzy lub cztéry dni najpóźniéj — odrzekł jéj wuj. — Czy znajdziemy tam nowe ślady drogi, przebytéj przez biédnego Ludwika? — Być może, moje dziécię; sądzę jednak że nie jesteśmy jeszcze blizko celu podróży. Zda­je się być rzeczą prawdopodobną, że statek, na którym się znajdował Ludwik, uniesionym być musiał daléj ku północy. — Takby być powinno — wtrącił Vasling — bo burza, która nas rozdzieliła z goelettą, trwała trzy dni, a wciągu trzech dni statek może zrobić potężny kawał drogi, szczególniéj gdy jest pozbawiony żagli i steru. — Pozwól pan sobie zwrócić uwagę, panie poruczniku — przerwał mu Penellan — że to było w kwietniu, a zatém w porze, w któréj się jeszcze tutaj odwilż nie rozpoczyna, że przeto goeletta mu­siała być gdzieś bliżéj zatrzymana przez lody. — I zapewne roztrzaskana przez nie na ka­wałki — dorzucił Vasling — bo jéj osada, bez steru i żagli, uniknąćby takiego spotkania nie zdołała. — Tak, lecz równiny lodowe przedstawiają wcale niezły środek komunikacyi z lądem... — Zobaczymy — rzekł kapitan, przerywając rozmowę, która się ponawiała codziennie miedzy sternikiem i porucznikiem. — Sądzę że ujrzymy ziemię niezadługo. — Otóż i ona! — krzyknęła Marya. — Patrzcie, widać już góry! — Nie, moje dziécię — odparł wuj — to nie zie­mia, to są góry lodowe, piérwsze jakie spotykamy. Mogą nas one zmiażdżyć na proch, jeżeli ich nie ominiemy. Vasling, Penellan, hej, żywo do steru!.... Te pływające masy, których z pięćdziesiątka ukazała się na widokręgu, rosły i zbliżały się ustawicznie. Penellan ujął za stér, a Jan Cornbutte, stanąwszy na jednym z drągów przednie­go masztu, wyznaczał kierunek. Około wieczora statek został okrążony przez te pływające góry, których siła niszcząca w razie zetknięcia się jest nieprzeparta. Należało tak kierować statkiem, aby te masy lodowe zręcznie wymijać i starcia się nie dopuścić, a mimo to pły­nąć wciąż naprzód. Co do tego ostatniego, nie­spodziéwane przeszkody utrudniały niezmiernie działania: oto nie można było kierować się we­dług pewnych stałych punktów, bo pływające gó­ry ustawicznie je zasłaniały i zdawało się, że wszystko naokoło w ciągłym jest ruchu. Wkrót­ce téż zapadły cienie wieczora, a mgła zasłoniła do reszty widoki okoliczne. Marya wówczas ze­szła do swej kajuty; ośmiu ludzi zostało na po­kładzie, aby walczyć z żywiołami. Uzbrojeni długiemi drągami i hakami, z mozołem odpędzali masy lodowe, które lada chwila mogłyby zdru­zgotać statek. Nieustraszony wpłynął wkrótce w cieśninę tak wązką, że częstokroć wystające drągi jego masztów uderzały o lodowe jéj brzegi, wskutek czego trzeba było zwinąć dolne żagle. Na szczę­ście użycie tego środka nie oddziałało szkodliwie na szybkość jazdy, ponieważ wpływ wiatrów na żagle górne był zupełnie wystarczający. Dzięki wysmukłości korpusu Nieustraszonego, prześlizgi­wał on się szybko śród mas lodowych, które ude­rzały o siebie i druzgotały się wzajem z przera­żającym trzaskiem. Jan Cornbutte zeszedł wreszcie z pokładu, bo obecnie niepodobna było nic widziéć w ciemno­ściach i praca jego była daremną. Uznał za ko­nieczne zwinięcie i żagli górnych, aby tym spo­sobem zwolnić bieg statku i zabezpieczyć go od starcia, bo w takim wypadku groziłaby im wszyst­kim nieuchronna zagłada. — Przeklęta droga! — mruczał Vasling, stojący na przednim pokładzie śród gromadki żeglarzy, którzy, z drągami w ręku, odpiérali ciosy lodów. — Ach — odrzekł Aupic — jeżeli się wydosta­niemy żywymi z tego piekła, godziłoby się ofiaro­wać potężną świécę Najświętszéj Pannie! — Kto wié, ile jeszcze takich gór ludowych omijać nam przyjdzie — dorzucił porucznik. — A kto zgadnie, czy się to kiedy skoń­czy? — mruknął majtek. — Co ty pleciesz, gaduło — przerwał mu Ger­vique. — Jak się to skończy, będziesz miał dosyć czasu do gawędy, a teraz pilnuj drąga! W téj chwili olbrzymia masa lodu, płynąca przeciw statkowi, zawaliła całą, drogę; minąć jej było niepodobieństwem, tém bardziéj, że statek nie mógł się obrócić, aby zmienić kierunek. — Hej! Penellan, baczność tam u steru! — za­wołał Cornbutte. — Ster w téj chwili nie działa — odrzekł Bretończyk. — Chłopcy — krzyknął kapitan, zwracając się do osady — nie trwóżcie się! Skierujcie drągi przeciw temu lodowemu niedźwiedziowi i trzy­majcie się krzepko! Masa nadpływająca miała ze sześćdziesiąt stóp wysokości i gdyby zwaliła się na statek, roz­trzaskałaby go na drobne szczątki. Każdy to doskonale pojmował, niedziw przeto, że na pokła­dzie zapanowała dręcząca trwoga. Osada, zamiast spełnić rozkaz dowódzcy, rzuciła się w popłochu ku tyłowi okrętu, opuszczając swoje stanowiska. W chwili jednakże, w któréj masa lodowa by­ła oddalona od statku zaledwie na kilkadziesiąt sążni, dziwny trzask dał się słyszéć i potok wody lunął na pokład okrętu, który jednocześnie uniósł się przodem i znalazł się na grzbiecie potężnéj fali. Majtkowie wydali okrzyk trwogi, lecz gdy spojrzenia ich skierowały się ku stronie, zkąd po­chodził łoskot, oczy ich napróżno szukały masy lodowéj: znikła ona bez śladu. Droga była wolną, a wdole widać było otwarte morze, którego po­wierzchnię ozłacały blade promienie zachodzące­go słońca. — A co!... czy nie powtarzam słusznie, że „niéma tego złego, co by na dobre nie wyszło?” — zawołał z radością Penellan. Daléjże do żagli!.... Droga otwarta, popłynieny teraz bezpiecznie! Zjawisko, bardzo pospolite w tych stronach, stało się powodem zniknięcia strasznej masy. Ta­kie góry lodowe, płynące od bieguna, wmiarę zbliżania się ku południowi i strefy coraz cieplej­sze, tracą zwolna objętość swéj podstawy, która stopniowo topnieje. W takim stanie, spotkawszy się ze sobą, od silnego uderzenia tracą równowa­gę i upadają w morze. Gdyby owa góra, która zagrażała Nieustraszonemu, ruszyła o jednę minu­tę późniéj, byłaby go całym swoim ciężarem przygniotła i wtłoczyła w otchłań.
Alternative Linked Data Views: ODE     Raw Data in: CXML | CSV | RDF ( N-Triples N3/Turtle JSON XML ) | OData ( Atom JSON ) | Microdata ( JSON HTML) | JSON-LD    About   
This material is Open Knowledge   W3C Semantic Web Technology [RDF Data] Valid XHTML + RDFa
OpenLink Virtuoso version 07.20.3217, on Linux (x86_64-pc-linux-gnu), Standard Edition
Data on this page belongs to its respective rights holders.
Virtuoso Faceted Browser Copyright © 2009-2012 OpenLink Software