| abstract
| - 4 Wtem drugi, który w trop za nim przybywał, Wierzchołka swego niewyraźnym sykiem Wzrok nasz ku swemu zjawieniu pozywał. 7 Jak się zdarzyło z sycylijskim bykiem — W którym, jak słuszna, naprzód zaznał kary Samże mistrz, co go odlał — skąd porykiem 10 Wydobywał się z wnętrza jęk ofiary, Przez co spiżowy potwór zdał się życie Mieć i męczony być wnętrznymi żary, 13 Tak tu nie mając ujścia, należycie Z naturą ognia, na gwarę ogniową Zamieniało się potępieńca wycie. 16 Lecz skoro wyszedł głos płomienną głową I drganie nadal takie, jak w przeprawie Wziął od języka, tą nas witał mową 19 Duch z ognia: „O ty, do którego prawię, Któryś przypomniał mi lombardzką stronę, Mówiąc: »Idź sobie, już cię tu nie bawię«, 22 Choć przyjście moje może jest spóźnione, Nie przykrzyj sobie kęs pogwarzyć ze mną, Gdy się nie przykrzy, patrzaj mnie, co płonę. 25 Jeżeliś popadł w tę krainę ciemną Z łacińskiej ziemi słodkiej, skąd ja moję Do piekieł winę przyniosłem nikczemną, 28 W Romanii, powiedz, pokój-li czy boje? Wiedz, że pochodzę z gór między Urbinem A tą przełęczą, gdzie są Tybru zdroje". 31 Jeszcze schylony uważnie w kotlinę-m Patrzał, gdy Wódz mój lekko w bok mię trąca, Mówiąc: „Odezwij się, ten jest Latynem". 34 A na języku mym odpowiedź rąca Natychmiast tymi wyrazy zabrzmiała: „Duszo w płomiennym knocie gorejąca, 37 Romania twoja nigdy nie bywała Wolna od wojny w sercu swych tyranów, Lecz gdym ją żegnał, niby pokój miała. 40 Rawenna stoi jak za dawnych panów: Orzeł Polenty tam swe gniazdo ściele I swymi skrzydły otula Cerwianów. 43 Ziemia, która prób wytrwała tak wiele, Darząc Francuzów krwawym cmentarzyskiem, Zielonym Szponom przypadła w udziele, 46 Zaś stary kundys z psiakiem Werukijskiem, Od których poszła Montanii zatrata, Tam gdzie i dawniej krwawym gryzą pyskiem. 49 Stołb nad Lamonem i Santernu czata Lwiątko z białego gniazda sobie wiodą, Co zmienia wiarę od zimy do lata. 52 Gród, co mu Savio bok podmywa wodą, Jak między górą leży a padołem, Między niewolą żyje a swobodą". 55 „Teraz mi wyznaj, kto jesteś — zakląłem Ducha — mniej mi bądź, niż tamci, surowy I niech twa sława nie ginie z popiołem". 58 Więc, zaszumiawszy, ów język ogniowy Na modłę swoją światłem zachybota, Po czym takimi odzywa się słowy: 61 „Gdybym przypuszczał, że słucha istota, Co się z tych ciemnic na słońce wybije, Nie drgnąłby więcej płomień mego knota. 64 Lecz że z czeluści tych stopy niczyje Nie powróciły życiem odzyskanem, Bez trwogi tobie mą hańbę odkryję: 67 Jam to z żołnierza został franciszkanem, Tusząc, że paskiem grzechy życia zmażę, I Bóg by litość miał nad moim stanem, 70 Gdy Wielki Kapłan, niechaj bies go karze, Na powrót w dawne pociągnął mię złości: Czemu i jak się zdarzyło, pokażę. 73 Gdym jeszcze kształtem był z miąższu i kości, Jakom z macierzy łona wyszedł żywy, Nie lwie, lecz lisie chowałem skłonności. 76 Wszelkich podstępów, wszelkiej ścieżki krzywej Świadom, misternie swoje wiodłem czyny; Po świecie o nich powiadano dziwy. 79 Gdy życie moje dobiegło godziny Takiego kresu, gdzie ludziom wypada Pozwijać żagle i pościągać liny, 82 Zbrzydła mi uciech marność i szkarada; Pokutowałem, przysiągłem przystojne Życie i byłbym ocalał... O, biada, 85 Faryzeuszów nowy książę wojnę Rozpoczął wówczas wieść pod Lateranem! A nie na Turki ani Żydy zbrojne 88 Szedł; on wojował jeno z chrześcijanem, Który z niewiernym Akry nie zdobywał Ani nie kupczył w krajach pod sułtanem. 91 Urząd swój skalał, praw świętość pozrywał, Nie uszanował sznura mojej szaty, Co zwykł umartwiać, kogo opasywał. 94 Lecz jak Konstantyn Sylwestra z Sorraty Wołał, aby mu leczył trądu rany, Tak ten mię wezwał zza klasztornej kraty, 97 Chcąc być w gorączce pychy ratowany; Żądał porady; jam stał oniemiały, Gdyż był w swej mowie jakoby pijany. 100 Tedy rzekł: »Ja cię rozgrzeszam; bądź śmiały! Co czynić, niech się od ciebie nauczę, Aby upadły Pelestryny wały! 103 Wiesz, że mam w mocy dwa od Nieba klucze; Szacunek świadczył im nienależyty Ten, po kim płaszcz mój dostojny obłóczę«. 106 Tak poważnymi dowodami zbity, A przy tym pewny, że milcząc popadam W błąd jeszcze większy, rzekłem: »Skoro mi ty 109 Sumienia czystość wracasz, którą stradam, Radzę-ć: przyrzekaj dużo, czyń niewiele, Tędy ci pewny triumf zapowiadam«. 112 Gdym konał, Patron mój stanął przy ciele, Lecz głos się ozwał czarnego cheruba: »Nie czyń mi krzywdy, nie przeszkadzaj w dziele! 115 Już on jest mój rab, już go czeka zguba Jako zbrodniarza, co złą radą truje; Już dawno moja dłoń u jego czuba. 118 Grzechu nie zmaże, kto żalu nie czuje, Ale żałować — pragnąc, to zamyka Sprzeczność, którą się ład logiczny psuje«. 121 Jakże rubasznie potrząsł mnie, nędznika, Kiedy uchwycił, mówiąc drwiącym głosem: »A co? Możeś mię nie miał za prawnika?« 124 Tedy, poniósłszy, stawił przed Minosem. On twarde biodra osiemkroć obwija Do krwi gryzionym z wściekłości oczosem 127 I rzecze: »Ten jest z ognia ducho-kryja«. Chodzę więc, w szatę ogniową zaklęty, Która się we mnie ostrym żarem wpija". 130 Powieści swojej skończywszy lamenty Odeszła od nas bolejąca mara, Wijąc i wiejąc płomiennymi skręty. 133 Idziemy z Wodzem dalej, wierna para, Po skał krawędzi, aż tam, gdzie sklepienie Dół kryje nowy i gdzie tych jest kara, 136 Co sianiem waśni skalali sumienie.
|