| dbkwik:resource/qOXd0-3Ck0IsyNmghvH55g==
| - - Noc. Grupka lwów morskich przemierza bagienne pustkowia Dantooine. Szukają jedzenia dla młodych. Nie spodziewają się jednak, ze to one staną się jedzeniem. Kłusownik wychylił się z krzaków. Wycelował strzelbą w lidera. Oddał celny strzał, a grupka stała się łatwym celem. Strzał, i jeszcze jeden. Okrąg z lwów morskich utworzony. Biedne zwierzęta już nie wykarmią swych dzieci, ale wykarmią ludzi. Czytała - Krystyna Czubówna.
***
Tegoż dnia, po udanym polowaniu wrócił do domu Karol Costrava. Padł na łóżko ze zmęczenia i zanurzył się pod kołdrą. Nawet się świnia nie umył!
***
W tym czasie na Tatooine Szymon Ivanov gotował swą słynną grochówkę. Jak nie trzasło, tak trzasło i do pokoju wszedł Majtuch.
- Kochanieńkie moje dziatki - powiedział z dumą.
- Czego Majtuchu-Zasrajtuchu?! - szyderczo spytał Szymek
- Mam wyzwanie od mości pana Karola niejakiego Costravy!
- To mój kumpel z gimbazy... - włączył się do rozmowy Arek Warka - Co teraz robi?
- Zaprasza na kolację, poda lwy morskie...
- Z solą? Bo jak nie to zatłukę! - oznajmił grzecznie nasz Ivanov.
Bądź co bądź nasi bohaterowie odlecieli nazajutrz pospiesznym do Kywalker, a stamtąd prosto do leśnej chaty Karola.
PUK, PUK.
Otworzył Karolek i już od razu rozpoznał kumpla ze szkolnej ławy:
- To ty Arek?!
- A kto? Święty Walnięty?
- Te twoje suchary...
***
Goszcząc się, Szymon zaproponował:
- Może byśmy tak po winku?
- Dobry pomysł - odpowiedział mu gospodarz - Ale gdzie ja teraz znajdę dobre biedronkowe wino?!
- Według moich obliczeń, - zaczął Majtuch - najlepsze tanie wino, którego skutkiem jest Kac podaje Barman Kitek na Brakcie.
- To jest niestety w ciul daleko, blaszany blaszaku - zmartwili się koledzy.
Następstwem tego było udanie się do Kafe Rancor, do Pimpka. W Kywalker bowiem była najlepsza kawa...
***
Będąc u progu budynku zniszczonego w odcinku drugim, Pimpek radośnie zamerdał ogonem, wezwał Bena i szybko pobiegł się przywitać.
- Uszanowanko! To ja, Pimpuś!
- H...hej! Masz może kawę? - spytali jednogłośnie bohaterowie.
- A co? Posmyrać po brzuszku chcesz, co??? Zamykamy, mam za chwilę weterynarza. A potem kurs pływania pieskiem!
Nie było takiej opcji! Wkurzony Szymon wlazł na dach, skoczył parę razy wysoko, ponad chmury, a raczej ponad reklamę z chmurą i rozwalił daszek. Ten akt agresji nie spodobał się Bennemu, który wziął gorący kubek kawy, by oblać winowajcę. Wszyscy uciekli do lasu. Tam usłyszeli dziwne szepty...
***
Szeptacz oberwał łopatą w łeb. Ostatkiem sił wypowiedział słowa "Quenol Suk" i opadł na ziemię niczym bal drewna.
- Czy to ten Quenol Suk? - spytał Arek Warka swoich ziomków.
- Wytaczam hipotezę - oznajmił Majtuch - TAK! Zabiłeś dziennikarza najlepszego w Układzie Toine!
***
Po godzinie Quenol wstał i podszedł do Arka.
- Witaj! - powiedział - Czy wiesz kim jestem?!!!
- Tak! - odpowiedział mu Arek.
- Więc chcę do was dołączyć. Jestem bardzo mądry i wykwalifikowany. Plis!!!
Zgodzili się...
|