About: dbkwik:resource/97uzwCU3bWpeWiFpd8i8dQ==   Sponge Permalink

An Entity of Type : owl:Thing, within Data Space : 134.155.108.49:8890 associated with source dataset(s)

AttributesValues
rdfs:label
  • Miguel Manara/6
rdfs:comment
  • (Podwórze w klasztorze Miłosierdzia. Cisza ostatnich chwil nocy. Niebo zasiane jeszcze gwiazdami, a jednak czuje się, już świt. Małe drzwiczki otwierają się bez szelestu, Migueil Manara jawi się z latarnią w ręku i sakwą na ramieniu. Jest bardzo stary. Włosy ma siwe, ręce mu drżą, opiera się na kiju). NIEZNANY: Stój! DON MIGUEL: Nie znam tego człowieka, a drzwi były zamknięte, Nie mógł przeskoczyć przez mur. NIEZNANY: Wstałeś dziś wcześniej niż zazwyczaj Manaro, zapaliłeś swą lampkę i modliłeś się, a teraz chcesz przyłożyć już po raz ostatni rękę do swego dzieła. DUCH NIEBIOS: Miguelu! Miguelu!
dcterms:subject
Tytuł
dbkwik:resource/JvmuHjXQYc_EMmq-yMXeWg==
dbkwik:resource/WglBShsp9V9mYtToH6YeZw==
  • VI
dbkwik:wiersze/pro...iPageUsesTemplate
Autor
  • Oskar Miłosz
abstract
  • (Podwórze w klasztorze Miłosierdzia. Cisza ostatnich chwil nocy. Niebo zasiane jeszcze gwiazdami, a jednak czuje się, już świt. Małe drzwiczki otwierają się bez szelestu, Migueil Manara jawi się z latarnią w ręku i sakwą na ramieniu. Jest bardzo stary. Włosy ma siwe, ręce mu drżą, opiera się na kiju). DON MIGUEL: O, serce moje! O, dziecko! Nie spałeś, a oto już świt. Oto świt. Zdziwił się, ujrzawszy w niebie księżyc wczorajszy. Jestem sam we łzach nocy straconej na wieczność, sam z myślami dawnemi, jak z skoszoną trawą... O, oblicze we łzach! O, wierności! (Cisza). Pomarli. Nieznani śpią teraz wkoło mnie. Ci, których serce nie kochało, zmarli już oddawna.... Jeden widzi mą starość stary brat ogrodnik, który zna myśli ziół i sny powietrza. Wszyscy inni pomarli... O, księżycu poranny! O, smutne oko wieczności! (Cisza). Nie rzekło się wszystkiego. Nie wszystko uczyniło, — trzeba działać, trzeba się modlić. Serce, nabrzmiałe troską, jest jako szelest skrzydeł złamanych o fale. Całą noc, całą długą noc troska była u boku mego, jak kochająca małżonka, której się już oddawna nie kocha. (Cisza). Obudziłem się wcześniej niż zazwyczaj i złożyłem ręce w świetle lampki, mam bowiem czynić wiele, a słuszna jest, że moje serce miłuje słabą latarnię dnia i pacierz ranny w tej chłodnej próżni, co nie idzie z księżyca, ani jest tchnieniem poranku... (Cisza). O księżycu poranny! Jakoż ty masz oblicze tych, co widzą rzeczy głębokie i dziwne... O tej porze głodny zasypia, sycąc tchem własnym; chory robotnik, kaszląc, zbiera narzędzia; dziewczyna opuszczona ze strachem poznaje poddasze swe, lustro, szczotkę, i spogląda niema na stan swój rosnący, i nagle myśli o skrzypie studziennym. (Cisza). Panie! panie! daj nam naszą codzienną nadzieję! Ojcze i Synu dajcie nam naszą odwagę codzienną! Jak trędowaty żebrak wyciąga swą miskę do strawy, tak ja wyciągam serce ku rozkochanemu życiu. Daj mi codzienną miarkę mej miłości i odmierz mi ją jak najhojniej dla innych, — ażebym odszedł syty do tych, którzy nie kochają Ciebie i bluźnią, i bym im rzekł: Oto jego hojność. A nie są to dary Jego serdeczne, ale okruszyny ze stołu, a oto co jeszcze zostaje dla niegodnego a sytego sługi... O, ulico! O, miasto! O, kraju! Ziemio — chodź — spożywaj, — taki bowiem jest On — Najwyższy, taki jest Pan mój — Miłość. Jam jest Manara, który kłamie kiedy mówi "kocham", — ale iżem rzekł Wiekuistemu "Miłuję", serce moje radosne jest, a moje ręce upragnione, jak chleb. Co rzecze Paweł niewierny, co rzecze Marja nierządnica? — Że to, co było skradzionem i zgubionem, było kradzieżą i zgubą. Jam jest Manara, — a Ten, kogo ukochałem rzekł do mnie, że te rzeczy nie istniały nigdy. Jeślim zabijał czy kradł, — że te czyny nie istniały nigdy — On tylko jeden — jest. (Cisza. Na horyzoncie świt). Cisza ma woń jabłoni marzącej. Niebo wdziewa szaty anielskie. Wiew ziemi jest jako oddech wołu. Mur przybiera barwę migdałów kwitnących, — Jutrznia. Studnia jęczy, niby lękliwy uczeń. Echo się z łoża podnosi Oto już niosą wodę. Szeleści słoma w oborach. Kury pieją, kury pieją, — aż stare serce płacze. Już dzień. O, ziemio! O, umiłowana! (Gasi latarnię. Nadsłuchuje). Słyszę dzwon: Raz, dwa, trzy, cztery, pięć ! Już czas na mnicha I słyszę trąbkę: tra-ra-ra ! tra-ra-ra! Czas na żołnierza. (Kieruje się ku drzwiom od ulicy. Nagle na progu wstrzymuje go dłoń, spowiniętego czarnym płaszczem). NIEZNANY: Stój! DON MIGUEL: Nie znam tego człowieka, a drzwi były zamknięte, Nie mógł przeskoczyć przez mur. NIEZNANY: Wstałeś dziś wcześniej niż zazwyczaj Manaro, zapaliłeś swą lampkę i modliłeś się, a teraz chcesz przyłożyć już po raz ostatni rękę do swego dzieła. DON MIGUEL: Zapewne jeszcze śnię, a jednak głos poznaję, i przypominam słowa. Kędyż ja to słyszałem? Tak dawno — bardzo dawno. Ale tracimy czas! Dalej! Odwagi, serce! I wy stare stopy moje, — naprzód! NIEZNANY: Stój! Zadługo trwała gra, i wszystko już miało swój czas. Nie poniesieni już tego chleba biednym dzieciom, ani miseczki nowej ślepemu skrzypkowi Pawłowi Perez — tak. Wszystko miało już swój czas, Manaro! Jest czas młodości, jest czas starości, a potem przychodzi — śmierć. Tak powiada duch ziemi. DON MIGUEL: Zasłona spada na oczy, stopy zagłębiają się w piasek, pierś ściska się, lęk chwyta za gardło. DUCH ZIEMI: Jam jest duch ziemi. Bacz! Na ustach masz imię widma. Ja jeden — jestem. Jestem, zaprawdę, przez umysł i serce człowieka. Patrz na mnie: oto ma forma prawdziwa, — otom Pan. Otom książe wszelkich władztw tej ziemi. Uczcij mnie! (Uchyla płaszcz). DON MIGUEL: O, straszliwe oblicze! O, smutne oblicze!... DUCH ZIEMI: Jam jest, który jest. Jam jest serce ziemi. Reszta to szyd. Jak piękny złodziej ściska w ramionach nierządnicę, tak ja gorąco ziemię przytulam do łona. Słuchaj, jak ziemia, szerokołona dziewka, drwi z was, łowców widm, wklęsłych sprawiedliwości zwierciadeł. Słuchaj! słuchaj, co szepce w kosmate ucho kochanka: "Co oni wiedzą ze mnie, ci, — rzezańcy. Drogo każę im płacić za rozkosz mej woni. Ty! tyś jest mym kochankiem. Obelga twe usta okrasza! twą rękę o włosiu ruchliwem czuję na mej głowie gorącą... Dam ci dzieci królewskie, które kochać będą złoto i opar krwi. Dam im czoła niskie, jak twoje, mój kochanku! i ręce wielkie i szerokie, liżące usta, mój kochanku! a twarz ich będzie gorąca a blada, jak piorun. I od pierwszego dnia szukać będą rozkoszy w cudzym bolu." — Tak mówi ziemia do swego pana i kochanka: "Naszej dziecinie uczynim łoże purpurowe, a jej piersi będą przyzywać przechodnia, jak dwa źródła, jak dwie fontanny otwarte, i córka nasza będzie piękna, jako granat, rozpękły upadkiem, i rzeknie, — że wszak miłość nie może być grzechem. Twoja pieczęć królewska prześwieci jej oblicze, całowane płomieniem, co mija i znika. Język jej będzie wówczas, jak łeb pląsającej gadziny, a cień godzin rozkoszy padnie na jej oblicze jak na słoneczny zegar, — aż się stanie jej twarz, — jako jej łono. a wtedy ty nakryjesz ją twym płaszczem — i — zapłodnisz." Tak mówi ziemia do swego kochanka i pana: "Synowie odziani będą żelazem, a córki świecić będą od wonności, i złoto zadźwięczy na stołach, a łona oddadzą się temu, kto da więcej Ktobądź będzie miał serce ciche, — a popatrzy we mnie, stanie się jako czerw pod odłamem głazu: popatrzy na swą matkę i rzeknie: czuję zdradę! a gdy zapragnie spać, to nie ośmieli się nawet zasnąć na piersi małżonki, bo tędy też przeszła zdrada (a próżno ludzie drwią: zdrada daje sny gorzkie jak jad). I człowiek przywoła swą córkę, ale usta jej ujrzawszy — spuści głowę." Tak mówi ziemia do swego kochanka i pana: "Człowiek przekaże dziedzictwo swe gruzom i pokrzywom w miejscu, którego nie zna jego brat płomiennooki... I kłamstwo będzie na wszystkich ustach, a tajna żądza śmierci we wszystkich sercach. Najsilniejszy i najżarłoczniejszy z synów naszych królem ostanie, a najsłabszy i najpodstępniejszy — kapłanem. A na górze pokuszeń raz do roku ty tchniesz na tajny ogień przez usta krateru, a to, co miało pływać, biegać będzie, jako leśny stwór a to, co miało pełzać, pofrunie, jak ogień, a robactwo ze ścian zdradzi nam tajne myśli człowieka." Tak mówi ziemia książęciu wszystkich władztw ziemi. Manaro, wstań ! Wiesz dobrze, że do mnie należysz. Nie oddałżeś mi dani najdroższej, — całej poezji młodości twej Manaro?! DON MIGUEL: (wznosząc dłonie w niebo). Jestem wędrowcem na ziemi. Nie kryj przedemną przykazań Twoich! (Ps. CXIX. 19.) Nie oddalaj się odemnie, bowiem zguba jest przy mnie, a niemasz ktoby mię zratował. (XII. 11.) Dusza moja jest przywiązana do prochu, daj mi zmartwychwstać, wedle słowa Twego. (CXIX. 25.) Naucz mię rozumu i świadomości, bowiem wierzyłem przykazaniu Twemu. (CXIX. 66.) Wysłuchaj wołania mego, bowiem wielce zwątlały jestem. (CXLII. 6.) Wybaw mię z miejsca uwięzienia mego. (CXLII. 7.) (Zjawisko znika). DUCH NIEBIOS: Miguelu! Miguelu! DON MIGUEL: Otom jest. (Bardzo długa cisza. Jaszczurka przybiega grzać się na kamieniu obok zmarłego. Małe drzwiczki z klasztoru otwierają się zwolna. Wchodzi brat ogrodnik. To pierwszy zakonnik z V. obrazu. Idzie drobnymi krokami, patrząc w ziemię. Doszedłszy do trupa Miguela zatrzymuje się bez najmniejszego zdziwienia). BRAT OGRODNIK: Bracie Miguelu! bracie Miguelu! Śpicie? (Dotyka go lekko. Cisza. Mówi krótką modlitwą i czyni szeroki znak krzyża ma wszystkie strony świata). A teraz jestem sam. Jestem sam pośród żywych, jako gałąź sucha, strasząca szelestem swym w wieczornym wietrze. Lecz serce mam radosne, jak gniazdo, co wspomina, i jak ziemia, co czeka pod śniegiem. A to przeto, iż wiem, że wszystkie rzeczy są jako muszą być i idą, jako musiały iść, — do kresu, znaczonego Mądrością tą, która (Bogu niech chwała będzie) nie jest naszą. (Patrzy długo w spokojną twarz don Miguela). Oto twój brat, Magdaleno! Oto twój brat, Tereso! Na chwalę Chrystusową amen.
is dbkwik:resource/X7l0opWu667RHDeQudG4LA== of
Alternative Linked Data Views: ODE     Raw Data in: CXML | CSV | RDF ( N-Triples N3/Turtle JSON XML ) | OData ( Atom JSON ) | Microdata ( JSON HTML) | JSON-LD    About   
This material is Open Knowledge   W3C Semantic Web Technology [RDF Data] Valid XHTML + RDFa
OpenLink Virtuoso version 07.20.3217, on Linux (x86_64-pc-linux-gnu), Standard Edition
Data on this page belongs to its respective rights holders.
Virtuoso Faceted Browser Copyright © 2009-2012 OpenLink Software