| rdfs:comment
| - Dziś, i jutro, i dni, i miesiące, I może po lat swych aż kres, — Przyjdziesz z sercem, co prawie już pęka, Tak znój zmógł je, i lęk, i udręka, Przyjdziesz wreszcie, gdzie słodko zdrój pluszcze Nieznany ci dotąd — Zdrój Łez. Ciszy, miru to miejsce — a iście Dla westchnień boleści łkającej, Dla tych, co tu, żywi czy mrący, Przychodzą z nadzieją lub bez; Cyprysowych to cieniów ustronie I posągów, co kryją twarz w dłonie, A z mroku wytryska srebrzyście Ten święty i piękny Zdrój Łez. A tryska i błyska sperlony Tak słodko i tak beznamiętnie, I szemrze swą pieśń tak ponętnie
|
| abstract
| - Dziś, i jutro, i dni, i miesiące, I może po lat swych aż kres, — Przyjdziesz z sercem, co prawie już pęka, Tak znój zmógł je, i lęk, i udręka, Przyjdziesz wreszcie, gdzie słodko zdrój pluszcze Nieznany ci dotąd — Zdrój Łez. Ciszy, miru to miejsce — a iście Dla westchnień boleści łkającej, Dla tych, co tu, żywi czy mrący, Przychodzą z nadzieją lub bez; Cyprysowych to cieniów ustronie I posągów, co kryją twarz w dłonie, A z mroku wytryska srebrzyście Ten święty i piękny Zdrój Łez. A tryska i błyska sperlony Tak słodko i tak beznamiętnie, I szemrze swą pieśń tak ponętnie Dla tego, co cierpiał a wskrzesł — Że, słowa nie mówiąc, uklękniesz, Nad sercem złamanem za jękniesz I poddasz się długo tłumionej Łkań chęci przy Zdroju tym Łez: Bo on rośnie i mąci się w piany, Im bardziej myśl w człeku się kłębi; Śpiew jego przejmuje do głębi, Kres wszego w nim słyszysz — i wskrzes: Ach, tak błogi ten zdrój, dobroczynny, Po życia wędrówce pustynnej, Że padniesz na twarz rozszlochany I lica ci zwilgną od łez. Lecz, niestety! gdyś legł tak w pokorze, Sród szlochu i jakby konania, Gdy mrok ci ląd szczęścia przysłania, Któryś widział, a który ci zczezł, — O, świat przyjdzie i przejdzie nad tobą, Nikt się twoją nie wzruszy żałobą, Nie zdziwi, dla czego wydroże Twe cięższe niż ich — aż do łez! Ale może, gdy leżysz tak, z twarzą W mokrych liści ukrytą dywanie, Niepatrząc przez włosów splątanie Na świata zimnego czczy giez, — Może same te cisze naokół, Wszystko tutaj, gdzie smutek cię okuł, Aż do chmur, co nad tobą się ważą, Ukojeniem ci będzie śród łez. Gdy liść spadły omuśnie ci czoło, Niechaj ci się to zda pocałunkiem, Lub czyimś o ciebie frasunkiem, Żeś — bliski tak ongi — dziś zczezł; A pieśń ptaka urwana w połowie Niech jak tkliwe ci słowo coś powie; Dość to, jeśli ci ulży — gdy w koło Życiu grozić zaczyna prąd łez. Bo łez powódź rość będzie dokoła, Zerwie brzegi, zapory pozwala, I mętna zbałwani się fala Po smutków i lat dawnych kres, Aż wszystko wkrąg zniknie w głębinie, Ślad wczora i jutra zaginie! Bo któż opanować podoła I wstrzymać ten wielki Zdrój Łez? I prąd już potężniej się znurca, Fal poszum urasta do grzmotu: O, gdzież smutek całego lat miotu Znajduje swe ujście i kres? Zda się, Wieczność jedynie się liczy Z wielkim płaczem człowieczej goryczy: Snadź Bóg więc, ten Ojciec i Stwórca — Snadź on znajdzie dość miejsca dla łez! Image:PD-icon.svg Public domain
|