| rdfs:comment
| - Nie byłem raniony, ale potłuczony przez wybuch. Zostałem wyrzucony siłą wybuchu na brzeg otwartej przepaści. — Gdzie jesteśmy? — zapytywał stryj, jakby zirytowany, że wrócił na powierzchnię ziemi. — Czyż jesteśmy w Islandji? — Nie! — odpowiedział przewodnik. I ja powątpiewałem o tem. Kompas wskazywał kierunek północny, spodziewałem się ujrzeć nieprzebyte śniegi, niebo polarne, tymczasem wyciągnięci byliśmy na górze rozpalonej od słońca. — Patrz, Axelu, patrz! —zawołał profesor. — Gdzie jesteśmy? — powtarzałem bez przerwy. — Tymczasem zejdźmy, — rzekł profesor, — umieram z głodu i pragnienia.
|
| abstract
| - Nie byłem raniony, ale potłuczony przez wybuch. Zostałem wyrzucony siłą wybuchu na brzeg otwartej przepaści. — Gdzie jesteśmy? — zapytywał stryj, jakby zirytowany, że wrócił na powierzchnię ziemi. — Czyż jesteśmy w Islandji? — Nie! — odpowiedział przewodnik. I ja powątpiewałem o tem. Kompas wskazywał kierunek północny, spodziewałem się ujrzeć nieprzebyte śniegi, niebo polarne, tymczasem wyciągnięci byliśmy na górze rozpalonej od słońca. — Patrz, Axelu, patrz! —zawołał profesor. File:'Journey to the Center of the Earth' by Édouard Riou 56.jpg Spojrzałem. Wulkan jakiś wyrzucał z krateru płomienie, dalej zaś rozciągał się śliczny sad, wyglądający jak kosz drzew oliwkowych, fig i winogron. Nie był to wcale widok krajów północnych. Dalej ujrzeliśmy przecudne morze, jeszcze dalej port, kilka domów, wysepki, na morzu okręty, a nad tem wszystkiem cudne lazurowe niebo. — Gdzie jesteśmy? — powtarzałem bez przerwy. — Tymczasem zejdźmy, — rzekł profesor, — umieram z głodu i pragnienia. Schodziliśmy po spadzistych stokach góry, omijając małe fale lawy i głębokie otwory. — Jesteśmy pewnie w Azji! — zawołałem, — na wybrzeżu Indji, na wyspach Malajskich. — A kompas? — Ach! kompas! — odrzekłem, — prawda. Tymczasem zbliżyliśmy się do tej zieleni, którą zachwycaliśmy się z góry. Głód i pragnienie męczyły nas ogromnie. Ujrzeliśmy po dwugodzinnem chodzeniu śliczną wioskę, całkowicie otoczoną oliwkami, granatami i winogronami, które zdawały się należeć do wszystkich. File:'Journey to the Center of the Earth' by Édouard Riou 57.jpg Jakażto rozkosz była zajadać te przepyszne owoce i wysysać sok z winogron. Potem, dalej odkryłem źródło doskonałej wody i na tyle obfitej, że wykąpaliśmy się wybornie. Podczas gdyśmy odpoczywali ujrzeliśmy nędznie ubranego chłopca i postanowiliśmy się go spytać, gdzie jesteśmy. Dzieciak ujrzawszy nas przeraził się i zaczął uciekać. Przemawialiśmy do niego po niemiecku, francusku, angielsku, wreszcie po włosku, — nie odpowiadał. Wtedy profesor wziął się na sposób. Porwał go za ucho i krzyknął po włosku: Jak nazywa się ta miejscowość? — Stromboli — odpowiedział chłopak i uciekł, co mu sił starczyło. A więc byliśmy we Włoszech. Co za piękna podróż z Islandji do Włoch. Ale ten kompas zdradziecki. — Nic łatwiejszego do zrozumienia, — rzekłem. W czasie wstrząsu igła obróciła się na północ, jednem słowem zepsuła się. W godzinę potem dobrnęliśmy do portu San Vicenzio.
|