| abstract
| - 4 I gdy to wieszczkom wielki los się jawi W chwili przedświtu, gdzie mrok już opada Z gościńca, który wnet się rozjaskrawi, 7 W śnie moim wzeszła niewieścia szkarada, Jękliwa w mowie, z wejrzeniem rozokiem, Bez rąk, z nogami w kabłąk, w twarzy blada. 10 Wpiłem w nią oczy. Jak zwarzone mrokiem Na słońcu taje zesztywniałe ciało, Tak jej odtajał naprzód pod mym wzrokiem 13 Język i postać prostowała całą, Aż w małej chwili blade jej oblicze Lubą miłości barwą pokraśniało. 16 A z rozchylonych warg takie słodycze Pieśni wionęły, że ja, w zachwycenie Wpadłszy, już od niej odstąpić nie życzę. 19 „Przypatrz się — nuci — pochlebnej Syrenie: Ja marynarzy na manowce wodzę Urokiem, co go kryje wdzięczne pienie. 22 Ja Ulissesa wstrzymałam po drodze; Kto raz do mego przylubił się domu, Nierad mnie żegna, tak mu w nim dogodzę". 25 Jeszcze śpiewała, gdy z szybkością gromu Święta niewiasta podeszła w tej chwili, Snadź, aby tamtą nabawiła sromu. 28 „Kto ona? Mów mi, Wergili, Wergili" — Rzekła surowie; więc pełen posłuchu W tę zacną wpatrzon, krok swój ku niej pili. 31 Ku tamtej ściągnął dłoń, szatę na brzuchu Stwory rozdarł... wtem mię sen odleci Od bijącego z jej łona zaduchu. 34 Dobry Wergili do mnie: „Po raz trzeci Wołam: wstań i chodź; pora ruszyć dalej I szukać, kto nas o bramie oświeci". 37 Wstałem, a oto już się pełnym pali Dniem każdy okręg onej góry świętej; Tak my, świt mając w tyle, wstępowali. 40 Idąc, skroń niosłem, jak człek zaprzątnięty Jakowąś myślą, co mu w sercu leży, I miałem postać półarkady zgiętej. 43 Wtem nagle do nas: „Wejdźcie do tych dźwierzy!" — Głos wołał słodki, jak ten, co z błękitu, A nie z padolnych wyleci rubieży. 46 Tak Anioł wzywał i wabił do szczytu, Wiejąc swoimi łabędzimi puchy I stojąc w onych podsieniach z granitu. 49 I szedł głos między skrzydlate podmuchy: „Błogosławieni, których we łzach oko, Dusze ich będą paniami otuchy". 52 „Czemuż twe oczy po ziemi się wloką?" — Do idącego tak Wódz się odzywa, Nim jeszcze Anioł odleciał wysoko. 55 „Widzenie nowe myśli me porywa — Rzekłem — i tak me pociąga źrenice, Że myśl ku niemu wraca uporczywa". 58 „Widziałeś — pytał — starą czarownicę, Za której sprawą powyżej lud jęczy? Widziałeś, jak jej złość poszła na nice? 61 Dosyć już; postąp dalej i ku tęczy Blasków zwróć oko; Władca niezmierzony Wabiem ją toczy w wielkich sfer obręczy". 64 Jak sokół naprzód spojrzy na swe szpony, Potem na strzelca głos pióra rozpina, Pragnieniem strawy do ziemi nęcony, 67 Tak się porwałem i póki szczelina Wiodła nas, krokiem, ile można, chyżem Szedłem do ścieżki, gdzie w krąg iść zaczyna. 70 Aż gdy na miejsce odkryte się wzwyżem, Ujrzę leżące podłuż ściany duchy, Wszystkie do góry obrócone krzyżem. 73 „Przylgnęła dusza moja!" — ów bezruchy Lud mówił, takim szarpany szlochaniem, Że słów zaledwie szept słyszałem głuchy. 76 „Wybrańcy Boga, co oczekiwaniem Koicie mękę i miłością Sędzi, Pouczcie, jak tam wyżej się dostaniem?" 79 „Skoro pokuty naszej Pan wam szczędzi, A chcecie drogę wynaleźć niezwłocznie, Prawicą zawsze bądźcie od krawędzi". 82 Tamtymi słowy Wieszcz mój mówić pocznie, Tymi odpowie widmo ukorzone; Że się coś kryło, poznałem widocznie. 85 Oczyma w oczach mego Pana tonę; Więc on łaskawym przyzwoleniem darzył Chęci we wzroku moim wyrażone. 88 Skorom swe myśli na nowo skojarzył, Do rozciągnionej powiadam istoty, Com ją po głosie wprzódy zauważył: 91 „Duchu, co łzami kupujesz przymioty, Bez których nie lza być wam w bożym bycie, Uspokój dla mnie swej wielkiej zgryzoty. 94 Kim byłeś? Czemu krzyżem tu leżycie? Chcesz, że za tobą prośbami się wstawię Tam na padole, skąd przynoszę życie?" 97 A on: „Czemu nas Niebo w tej postawie Mieć życzy, później dowiesz się powodu; Teraz wiedz: jam miał Piotra tron w dzierżawie. 100 Między Chiaveri a Siestri ze wschodu Płynie rzeczułka: od jej miana bierze Swój szczyt nazwisko sławne mego rodu. 103 Niedawno w pełnej doświadczyłem mierze, Jak trudno ustrzec wielki płaszcz od błota; Inny trud przy tym jest jak lekkie pierze. 106 Późna do skruchy była ma ochota, Aż na Piotrową wezwany stolicę, Dopierom poznał kłamliwość żywota. 109 Widziałem, że go nawet nie nasycę Władzą, nad którą nic w życiu nie czeka, Więc rozpaliłem duszę, miłośnicę 112 Drugiego życia; nędzna i daleka Boga aż dotąd i dóbr była chciwa, Za to, jak widzisz, w tej męce narzeka. 115 Czym jest łakomstwo, tu ci się wykrywa W karze, co duchy znów z Bogiem jednoczy, A bardziej gorzka kara tu nie bywa. 118 Jak zdane dobrom tego świata oczy Nie wzlatywały ku niebieskiej stronie, Tak nas Sąd Boży tu do ziemi tłoczy. 121 Jako zaś chciwość zgasiła nam w łonie Miłość ku dobru i wartość zasługi Wydarła, tak Sąd stopy nam i dłonie 124 Wiąże, niewolnych rzuca na te smugi, Jak długo będzie Sądem nakazano, Bolesny mozół nasz tak będzie długi". 127 Zacząłem mówić i zgiąłem kolano,300px|right Lecz on zaledwie po słów moich brzmieniu Cześć zauważył sobie okazaną, 130 „Czemu przede mną gniesz się w ukorzeniu?" — Spytał. „Szacunek ku dostojnej szacie — Odrzekłem — tak mi każe, zacny cieniu". 133 „Sprostuj kolana, powstań z ziemi, bracie! — Przerwał mi duch ów, co wnet miał być czysty: — Wszyscyśmy słudzy Boga w majestacie. 136 Jeżeliś pomny słów Ewangelisty, Które to: »Ni się żenią«, powiadały, Sens ci mej mowy będzie oczywisty. 139 Teraz idź; stanie twoje u tej skały Opóźnia płacz mój, którym winy myję, Dopomagając skrusze niedostałej. 142 Mam ja na świecie wnuczkę Alagiję, Dobrego serca, dopóki rodzina Swym w niej przykładem cnoty nie zabije: 145 A ona mi tam została jedyna".
|