| abstract
| - Gdy za mną sale zostały migotne I otoczyła mię pustka bezwrzawna, Uczucie zdjęło mnie dziwnie markotne. A tuż pod domem, gdziem mieszkał od dawna, Zauważyłem — (i zdrętwiałem w kość!) — Że z okien moich światłość biła jawna. Wątpiąc, badając, stałem długo dość W pytaniach wnętrznych: pijaństwa-ż to ślad? Zkądżeby u mnie o tej porze gość? Podszedłem; w łunie z za okiennych krat Klucz przekręciłem w zamkniętym zatrzasku, Drzwi uchyliłem — i do izby-m wpadł. Lecz gdy spojrzeniem szukam źródła blasku, Na straszny widok drgnęła dusza ma: Siebie przy biurku ujrzę, — jak w obrazku. "Ktoś ty, widziadło?" krzyknę — a on łka: "Kto mię nachodzi o duchów godzinie?" I spojrzał na mnie, i pobladł jak ja. I zdało się, że w nieskończoność płynie Sekunda, w której obaj osłupiale W siebie patrzyliśmy w niemym bezczynie. Z piersi zdławionej pierwszy w trwogi szale Dobyłem głosu: "Kłamny kształcie mój, Precz, miejsca tego nie zajmuj zuchwale!" A on, jak ktoś, co toczy z lękiem bój, Gwałtem pierzchliwy, lekki uśmiech woła Na blade usta — i rzecze mi: "Stój! Jam jest, ty chcesz mną być; — by tego koła, Bez zwaryowania. znaleźć kwadraturę: Jeśli, jak mówisz, tyś mną, — dowiedź zgoła; W bezistotności wtedy spłynę chmurę. Hej, dajże, maro (jak mnie zwałeś), znak, Ze wzajem przyjmiesz warunki ponure." Na to ja z gniewem: "Tak — niech będzie tak! Gdy me ja w całość w oczach ci się splecie, Zczeźnie twój pozór, twój czczy prawdy brak!" A on: "Więc kto-ś jest, niech się dowiem przecie!" A ja: "Jam człowiek, co Dobra, Piękności, Prawdy pożądał ponad wszystko w świecie, Nigdy bożyszczom nie palił wonności, Próżnościom ludzkim nie hołdował mdłym, Zapoznań, szydów znosił ciernie, ości; Co chociaż błądząc i marząc, brał dym Za płomię nieraz, lecz zbudzon, bez trwogi O słuszność walczył: — jest-żeś i ty nim?" A on w śmiech buchnął zgrzytliwy, złowrogi: "Jam nie ten, którym, chełpisz się, żeś jest. Inne zupełne me cechy i drogi. Jam wziął obłudy — z sobą, z ludźmi — chrzest, Jam gnuśny nędznik, jam z tych, co się znoją O swój zysk jeno, gdy cnotę łże gest. Hej, bohaterze z bólów swoich zbroją. Któż z nas zna siebie? Któż prawych przymiotów? Ty czy ja, któż z nas przegrał istność swoją? Jeśli śmiesz, zbliż się, jam ustąpić gotów!" W grozie nieznanej, rzekłem do tej mary: "Tyś jest, pozostań, mnie precz iść za płot ów!" I powlokłem się, by płakać, w mrok szary. Image:PD-icon.svg Public domain
|