About: dbkwik:resource/NX0uerpxJTHmDsUewUUCRw==   Sponge Permalink

An Entity of Type : owl:Thing, within Data Space : 134.155.108.49:8890 associated with source dataset(s)

AttributesValues
rdfs:label
  • Boska Komedia (Porębowicz)/Niebo - Pieśń XXX
rdfs:comment
  • 4 Zaś u nas niebo w swej najgłębszej stronie Czyni się takie, że w nim gwiazda srebrna Bledszym i coraz bledszym światłem płonie, 7 Stąpi-li słońca przejasna służebna Jeszcze krok dalej, to, idąc, wypruwa Do ostatniego gwiezdnych iskier stebna. 10 Tak ów korowód, gdy ciągle przefruwa Dokoła punktu, co mię spiorunował, A zda się wsnutym w to, co sam osnuwa, 13 Bladł jak te gwiazdy u niebieskich pował; Więc miłość i gwiazd zdziałało zniknięcie, Żem ku mej pani znów oczy kierował. 16 Gdybym to wszystko chciał w jednym momencie 19 Tak zmysły ziemskie zwycięża, iż zda się,
dcterms:subject
Tytuł
dbkwik:resource/JvmuHjXQYc_EMmq-yMXeWg==
dbkwik:resource/WglBShsp9V9mYtToH6YeZw==
  • Raj
  • Pieśń XXX
dbkwik:resource/X7l0opWu667RHDeQudG4LA==
dbkwik:wiersze/pro...iPageUsesTemplate
Autor
  • Dante Alighieri
abstract
  • 4 Zaś u nas niebo w swej najgłębszej stronie Czyni się takie, że w nim gwiazda srebrna Bledszym i coraz bledszym światłem płonie, 7 Stąpi-li słońca przejasna służebna Jeszcze krok dalej, to, idąc, wypruwa Do ostatniego gwiezdnych iskier stebna. 10 Tak ów korowód, gdy ciągle przefruwa Dokoła punktu, co mię spiorunował, A zda się wsnutym w to, co sam osnuwa, 13 Bladł jak te gwiazdy u niebieskich pował; Więc miłość i gwiazd zdziałało zniknięcie, Żem ku mej pani znów oczy kierował. 16 Gdybym to wszystko chciał w jednym momencie Skupić, co o jej powiedziałem krasie, Jeszcze byś słabe miał o niej pojęcie. 19 Tak zmysły ziemskie zwycięża, iż zda się, Że tylko jeden On, co dał ją światu, Jej cudem w pełni święty wzrok napasie. 22 Bardziej się czuję od jej majestatu Przybity niźli w którąkolwiek porę Komik lub tragik od swego tematu. 25 Jako się słońca lęka oko chore, Tak ja, uśmiechu jej rażon postrzałem, Tu z wyobraźnią własną rozbrat biorę. 28 Od dnia pierwszego, gdy jej twarz ujrzałem Na naszym świecie, do tych chwil zachwytu Sławić ją nigdy się nie zawahałem. 31 Teraz nie mogę iść dalej, bo mi tu Siła ustawa poetyzująca, Tak jak artyście, kiedy dobiegł szczytu. 34 Taką przepiękną kiedyś głośniej brzmiąca Tuba wysławi niż to samo pienie, Które wieść musi rzecz trudną do końca. 37 Z głosem i gestem, jak wódz nad stworzenie, Mówiła: „Otośmy z najszerszej włości Wlecieli w jaśni przeczystej przestrzenie. 40 W jaśnię duchową a pełną miłości, Miłości dobra, które trwa w uciesze, Uciesze wyższej nad wszystkie słodkości. 43 Tu ujrzysz obu wojsk niebiańskie rzesze: Jednę tak, jak się przystroi do lotu W ów dzień, gdy rzuci swe ziemskie pielesze". 46 Jak się duch wzroku od słońca migotu Rozprzęga, po czym przestaje być czuły Na kształty nawet dużego przedmiotu, 49 Tak gdy mię żywe jasności osnuły, Źrenica ślepnie i nic nie dostrzega W owych rozłogach bez dna i kopuły. 52 „Miłość kojąca od brzega do brzega To niebo, wita błyskiem każdą świecę, Bo tak ją łacniej w swych ogniach zażega". 55 Zaledwie krótkie te słowa pochwycę, Gdym poznał, że się w mej górnej podróży Wynoszę poza sił ludzkich granicę. 58 A wzrok mój nabrał takiej mocy dużej, Tak stał się zdolny wszelkiego widoku, Że odtąd w żadnym blasku się nie zmruży. 61 Ujrzałem światłość w postaci potoku: Światłość ognistą między brzegów dwoje, Malownych barwą wczesnej pory roku. 64 Ze strugi iskier wytryskały roje I zapadały w ukwieconej błoni, Niby rubiny w złociste zawoje. 67 Potem jak gdyby omdlałe od woni Zanurzały się znowu w cudną pianę: To wynikały, to ginęły w toni. 70 „Szczytne tęsknoty, po których w nieznane Kraje wylatać taki żar cię piecze, Tym mi są milsze, im bardziej wezbrane. 73 Napić się musisz wody, co tu ciecze, Nim swoje wielkie ugasisz pragnienie — Tak do mnie słońce moich oczu rzecze. — 76 Rzeka, topazów przezrocze kamienie W nurtach wędrowne, zieleń uśmiechnięta, To przyszłych cudów są zwiastuny — cienie. 79 Nie, by rzecz była przez się niepojęta, Lecz to ci pełne widzenie zakłóca, Że nosisz jeszcze lękliwości pęta". 82 Nigdy dziecina, kiedy się ocuca W późniejszej, niźli jeść zwykła, godzinie, Tak się skwapliwie do piersi nie rzuca, 85 Jak ja, zwierciadło kiedy z oczu czynię I całym ciałem chylę się po leki Ku fali, co na lek dla oczu płynie. 88 A ledwo z niej się napiły powieki I duch mój ledwo z niej światłości zarwie, Gdy mi się kula czyni z owej rzeki. 91 Jak w czasie zapust człek chodzący w larwie, Skoro ją zdejmie, zmieniwszy pozory, Wraz przed oczyma w innej staje barwie, 94 Tak się zmieniły we wspanialsze twory Iskry i kwiaty — i oto widziałem W okazałości dwa niebieskie dwory. 97 O Blasku Boży, przez który widziałem Królestwa prawdy chwałę nadobłoczną, Daj mi opisać tak, jak ją widziałem. 100 Światłość to zatem, czyniąca widoczną Twarz Stworzyciela poprzed stworzeń wzrokiem, Które w nim jednym, wiedzą, że odpoczną. 103 A rozciąga się kolistym otokiem Tyle, że całe jego rozpowicie Byłoby słońcu pasem zbyt szerokiem. 106 Całe z promieni, przegląda się w szczycie Owego Pierworuchowego koła, Co bierze odeń i władzę, i życie. 109 A jak pagórek od stóp aż do czoła Odbija w wodzie kształt swój, gdyż mu miło Widzieć się strojnym i w kwiaty, i w zioła, 112 Tak ponad światłem wokół się piętrzyło W tysiąc tysięcy stopni każdą stroną To, co zostaje z nas poza mogiłą. 115 A gdy najniższe stopnie tyle chłoną Wielkiego światła, pomyśl, jak go wiele Chłonie ta Róża całą swą koroną! 118 Ile więc liści wszerz i wzdłuż się ściele, Tyle mi widne było w swej postaci, W liczbie i jaśni to rajskie wesele. 121 Dalekość ani bliskość tam nie płaci, Albowiem w sferze Boga majestatu Moc swoją prawo przyrodzone traci. 124 W ośrodek żółty wieczystego kwiatu, Co się rozrasta, piększy i śle wonie W cześć słońca, które wiosnę daje światu, 127 Jak ten, co milczy, ale chęcią płonie Mówienia, rwanym był od Beatryczy: „Patrz — rzekła — ile białych szat tu wionie. 130 Zmierz, ile gród nasz w głąb i wokół liczy; Patrz, tak są świętych pełne nasze ławy, Że już niewiele dusz się tutaj życzy. 133 Na wielkim krześle, któregoś ciekawy, Bo się w królewskim błyszczy dyjademie, Nim ty sam rajskiej pokosztujesz strawy, 136 Zasiędzie dusza Henryka; on ziemię Italską przyjdzie ratować z ruiny I niegotowe do poprawy plemię. 139 Chciwości ślepa, z czyjej władasz winy?! Przez ciebie ludzie równi z niemowlęty: Głodne, a nie chcą ssać piersi matczynej. 142 A będzie siedział na stolicy świętej W on czas ten, który cesarzowi wszędzie Jawnie i tajnie zechce czynić wstręty. 145 Ale go krótko na szczytnym urzędzie Pan Bóg zachowa; strącon do otchłani, Tam gdzie mag Szymon w wiecznym gore swędzie, 148 Przywali sobą onego z Anagni".
is dbkwik:resource/JvmuHjXQYc_EMmq-yMXeWg== of
is dbkwik:resource/X7l0opWu667RHDeQudG4LA== of
Alternative Linked Data Views: ODE     Raw Data in: CXML | CSV | RDF ( N-Triples N3/Turtle JSON XML ) | OData ( Atom JSON ) | Microdata ( JSON HTML) | JSON-LD    About   
This material is Open Knowledge   W3C Semantic Web Technology [RDF Data] Valid XHTML + RDFa
OpenLink Virtuoso version 07.20.3217, on Linux (x86_64-pc-linux-gnu), Standard Edition
Data on this page belongs to its respective rights holders.
Virtuoso Faceted Browser Copyright © 2009-2012 OpenLink Software