| abstract
| - 4 Nowych skazańców i nowe katusze Naokół siebie widzę w mrocznym dole, Gdzie bądź popatrzę i gdzie bądź się ruszę. 7 W trzecim, wieczystych dżdżów, stanąłem kole: Deszcz chłodny, ciężki, ciągły i przeklęty Wciąż jedną modłą siecze, żga i kole. 10 Śnieg, brudna woda i grad w bryły ścięty Walą się strugą na ów kraj ucisku; Cuchnie skróś ziemia brzydkie ssąca męty. 13 Cerber, zwierz dziki o potrójnym pysku, Warczy i szczeka, i jak pies się dąsa Na lud w okropnym pławiony bagnisku. 16 Wzrok toczy krwawy, czarne kudły wstrząsa, Kłąb ma wydęty i szponiaste ręce; Drze pazurami i targa, i kąsa. 19 Od deszczu, jak psi, w ciągłej wyją męce; Jeden bok drugim ciągle zasłaniają; Prędko się zwijać muszą potępieńce! 22 Gdy nas gad duży ujrzał między zgrają, Paszczękę rozwarł i zęby wyszczerzył; Wszystkie w nim mięśnie jednym dreszczem drgają, 25 A wódz mój pięści ku ziemi przymierzył File:Inferno Canto 6 lines 24-26.jpg I, w obie garści nagarnąwszy błota, W sam środek gęby żarłocznej uderzył. 28 Jak kundys chciwie do jadła się miota I wraz ucichnie, gdy mu rzucą strawy, Bo już chuć głodu w nim się nie szamota, 31 Podobnie naraz umilkł pysk plugawy Czarta Cerbera, co na dusze łaje, Rade ogłuchnąć, by nie słyszeć wrzawy. 34 Stąpamy, depcąc widem gęste zgraje, Dżdżem katowane i stawiamy pięty Na ich marności, co się kształtem zdaje. 37 Leżały wszystkie pogrążone w męty, Lecz jedno, w chwili kiedy je mijamy, Siadło i, prężąc kadłub wydźwignięty, 40 Rzekło: „Ty, któryś wszedł za piekieł bramy, Wiedz: przed mą trumną była twa kołyska; Spójrz i rozpoznaj, com zacz, bo-ć się znamy". 43 Więc ja: „Kaźń twoja taką się odciska Zmianą na licach, że mi w niej zakrywa Pamięć twojego ziemskiego nazwiska, 46 Powiedz, kto jesteś, duszo nieszczęśliwa, Na której piekło taką złość wywarło, Że choć są większe, żadna tak dotkliwa!" 49 A on: „Twe miasto, które napęczniało File:Inferno Canto 6 lines 49-52.jpg Zawiścią jak wór przepełniony ziarnem, Na jasnym świecie swym mię synem zwało. 52 Przezwisko Ciacco nosiłem nad Arnem: Za grzech obżarstwa, brzydki i zwierzęcy, Jako tu widzisz, w deszczu moknę czarnem. 55 Nie sam tu cierpię, ale wśród tysięcy, Wszystko męczarnią karanych jednaką Za równe winy". Zmilkł i nie rzekł więcej. 58 Na to ja: „Tak mię twój stan boli, Ciacco, Że oto z ócz mych słona płynie woda. Lecz powiedz jeszcze: czyli wiesz, na jaką 61 Niedolę kłótnia głupich mieszczan poda? Jestże kto prawy w mieście? I jak na to Przyszło, że tak je rozdarła niezgoda?" 64 A on: „Gdy w zwadzie długie minie lato, Zbroczą oręże i nareszcie dzicy Wypędzą drugich z krwi wielką utratą; 67 W trzy słońca padną, a ich przeciwnicy Wzniosą się, męża wziąwszy za narzędzie, Co się dziś łasi podły i dwulicy. 70 Długo stronnictwo to panować będzie I trzymać tamtych pod grozą obucha, Płaczu i gniewu nie mając na względzie. 73 Dwaj sprawiedliwi są, nikt ich nie słucha; Z trzech iskier: chciwstwa, zawiści i pychy, Na wszystkie serca niegodziwość bucha". 76 Tu uciął smutną wieść i stał się cichy. „Niechże twe usta reszty mi nie tają — Rzekłem — słów kilka dołóż prośbie lichej: 79 Gdzie Farinata siedzi? Gdzie Tegghiaio? Gdzie Rusticucci, Arrigo i Mosca Z innymi, którzy tak o dobro dbają? 82 Powiedz, bo serce me o nich się troska, I wiedzieć pragnę, czy ich piekło smali, Czyli ich w niebie chowa Łaska Boska?" 85 „Między ciemniejsze duchy się dostali — Odparł — winy ich przeważyły bowiem; W sam czas obaczysz, postąpiwszy dalej. 88 Gdy na świat luby z całym wrócisz zdrowiem, Proszę, głoś o mnie i o mej torturze; Więcej nie rzekę i więcej nie powiem". 91 Oczy wywrócił w zez i w tej posturze Popatrzał na mnie, łeb wsunął w ramiona I za innymi ślepcy padł w kałużę. 94 „Już on nie wstanie, aż się czas dokona — Rzekł Wódz — gdy zabrzmią trąby archaniołów, Wróg złego swoje objawi znamiona. 97 Wróci z innymi do grobowych dołów, Wziąć ciało i kształt, by w pełnej istocie Wysłuchać wiecznych wyroku mozołów". 100 Tak my szli, stawiąc po mieszanym błocie Z duchów i deszczu kroki powściągliwe I rozmawiając o przyszłym żywocie. 103 „Mistrzu — pytałem — te kary straszliwe Od wielkiej chwili, gdy wyrok zahuczy, Mniejsze-li będą czy równie dotkliwe?" 106 A on: „W tym wiedza twoja cię pouczy: Im doskonalszy jest byt, tym mu więcej Dobro dogodzi, a boleść dokuczy. 109 A choć karani tutaj potępieńcy Nigdy nie dojdą udoskonalenia, Bliżsi go będą niż dziś, czasu jeńcy". 112 Takeśmy poszli naokół pierścienia, Gwarząc ze sobą więcej, niż powtórzę, Aż kędy w głębsze schodzi się podsienia: 115 Tam Plutus, wielki rozbójca, ma stróżę.
|