| abstract
| - Stuknij w okno. Patrzy starszy pan Kwiatek z doniczki zerka Wygląda mokra ścierka Zastukaj kołatką Otworzy pani starsza I psi pysk wychynie I spojrzy pająk na linie... A później przeminą te słowa Wieku znaczniki "starszy", "starsza" Czy ona była gotowa? Czy wysłuchał ostatniego marsza? Nie, nie byli gotowi I marsza nie słyszeli I w trumnach mentalnie matowi Przez wieki będą leżeli Stuknij w okno Patrzy dziecko małe Kaktus igłami zabłyśnie Zawias okienny piśnie Zastukaj kołatką Otworzy pani młoda Z dzidziusiem na ramionach Młodego pana żona "Dziecko", "Młody" - te słowa Potrwają, aż posiwieje głowa I znów wrócą weterani wieków: "Panie starszy człowieku..." Image:CC-BY-SA icon.svg cc-by-sa
- - To nasza jedyna szansa. - powiedział jeden z naukowców i podszedł do wielkiego panelu sterowania z całą masą kolorowych przycisków. Nacisnął jeden z nich, a na środku laboratorium, w specjalnie wyznaczonym do tego miejscu, pojawiła się delikatna, niebieskawa poświata, która była wielkości piłki do koszykówki i co jakiś czas zanikała na ułamek sekundy. - Portal jest zbyt słaby, nie uda na się go poszerzyć. - odezwał się asystent naukowca, a kilku innych badaczy przytaknęło na jego słowa. - Musi się udać na tyle, by Khuuchin mógł się w nim zmieścić. - odparł tamten, całkowicie skupiony na wciskaniu kolejnych przycisków. Khuuchin był szesnastoletnim chłopcem, synem Polaka i kobiety pochodzącej z Mongolii. Mimo typowo azjatyckiej urody, jego gęste włosy były niemal białe. Jego rodzice byli naukowcami, więc od najmłodszych lat miał styczność z laboratoriami, badaniami i eksperymentami. Dziś czekało go ważne zadanie. Na jego barkach spoczywał los całej, osłabionej setkami lat eksploatacji, Ziemi - Czy zmienianie biegu historii jest na pewno dobrym pomysłem? - Spojrzenie ciemnych oczu chłopaka było tak przenikliwe, że naukowiec na moment zaniemówił, zanim odpowiedział na jego pytanie. -Nie mamy wyboru. Nasza planeta potrzebuje surowców, mój drogi chłopcze. A ty zorientujesz się, czy w przeszłości znajdziemy to, co jest nam potrzebne.- powiedział i nacisnął niebieski przycisk. Niebieska poświata zaczęła rosnąć do rozmiarów opony tira. W tym chłopak powinien się zmieścić. - Zgaduję, że na mnie czas? - na jego twarzy pojawił się wesoły uśmieszek. - Włóż to na siebie.- powiedziała jego matka i podała mu wytarte jeansy oraz niebieską koszulkę z nadrukiem. - przestudiowaliśmy kilka książek historycznych. Tak chodzili ubrani ludzi w XXI wieku. - Niezłe. - skomentował Khuu, wkładając na siebie kolejno spodnie i koszulkę. - Podoba mi się. - Świetnie. - kobieta podała mu średniej wielkości plecak w kolorze khaki. - W środku są pieniądze, jedzenie, fałszywe dokumenty i kilka innych drobiazgów, które mogą się przydać. Powodzenia, kochanie. Jasnowłosy pożegnał się z kilkoma osobami i ruszył w stronę jaśniejącego portalu, jaśniejącego w mroku pomieszczenia. Poczuł mrowienie, gdy znalazł się jedną nogą po jego drugiej stronie. Wziął głęboki wdech i zanurzył się w blasku. Potem stracił przytomność. Khuuchin obudził się z ostrym bólem głowy i przez kilka minut odzyskiwał pełnię świadomości. Słońce muskało swoimi promieniami jego jasną twarz. Leżał na ławce w parku. Ptaki śpiewały. Nigdy w swoim życiu nie widział i nie słyszał wolnych ptaków. Dwie dziewczyny spojrzały w jego stronę i uśmiechnęły się delikatnie. Były ładnie ubrane... ładniej od ludzi z jego czasów. Ludzie w XXXV wieku ubierali się bardzo często w jednoczęściowe stroje: mężczyźni w kombinezony, a kobiety w brzydkie, szare sukienki, które wisiały na większości jak stare worki i wcale nie dodawały uroku. Te dziewczyny wyglądały ślicznie, kolorowo... Jedna miała na sobie pomarańczową sukienkę i brązowe balerinki, a druga krótkie spodenki, kolorową bluzkę z krótkim rękawkiem i czarne tenisówki. Nie tylko one były ładnie i kolorowo ubrane, dwie panie z małymi dziećmi wyglądały równie ładnie w swoich letnich, zwiewnych sukienkach, grupka chłopaków w kolorowych bluzkach szła alejką. Wszyscy śmiali się wesoło. Khuu też się zaśmiał, gdy zdał sobie sprawę, że wygląda podobnie do nich. Wstał z ławki i wziął głęboki oddech, powietrze było czyste... w parku rosły drzewa. Dużo drzew. I trawa... całe morze trawy. Nigdy nie widział takiej ilości zieleni. W przyszłości zieleń występowała pod ścisłą ochroną, a tutaj ludzie biegali po trawie. Małe dziecko zerwało liść z młodego drzewka i pobiegło do swojej mamy, by z uśmiechem jej go wręczyć. Ruszył przed siebie alejką, podziwiał, słuchał, wąchał... miał ochotę nawet posmakować. Widział przed sobą starodawne budynki, które do jego czasów zachowały się jedynie na kartkach książek historycznych. Mały, bielutki piesek z zadziwiającą prędkością dobił w jego łydkę i zapiszczał cichutko. Na jego czarne oczy opadała jasna grzywka. Zamerdał ogonkiem i podskoczył wesoło. - Chcesz się bawić? - zapytał Khuu i podniósł z ziemi niewielki patyk. Kiedyś miał psa, ale psy w jego czasach przypominały wielkie, bojowe wilki z szczękami, które nie otwierały się, gdy raz zacisnęły się na ciele ofiary. Zabawa z takim psem była niebezpieczna, ale maleńki piesek przypominał bardziej zabaweczkę. Rzucił patyk i zaczął obserwować, jak maleńkie łapki szybko zmierzają w stronę celu, zanim on jeszcze opadł na ziemię. Złapał go w zęby i grzecznie wrócił do jasnowłosego chłopaka, wypuścił patyk z pyska tuż pod jego nogami i usiadł. - Grzeczny piesek... Jeszcze raz? - zapytał Khuu, zamachnął się i rzucił. Zwierzęta są cudowne. Natura jest cudowna. Była piękna. Tak, naprawdę piękna i urocza. Przychodziła do parku codziennie. Obserwował ją. Delikatnie stąpała po dróżce. Siadała zawsze na tej samej ławce, w tym samym miejscu. W cieniu olbrzymiego dębu. Czytała jakąś książkę w niebieskiej oprawie, a u jej stóp zawsze leżał maleńki charcik włoski. Miał wyłupiaste oczy. Jak żaba. I chyba też tak się nazywał, bo mówiła do niego "żabciu". Miała prześliczny głos, aksamitny, delikatny. Czuł dreszcze na całym ciele, za każdym razem, gdy wypowiadała choćby najprostsze słowo. Bardzo chciałby znaleźć się blisko niej, przytulić się do niej, wdychać jej słodki zapach i powiedzieć, że jest piękna. Jak wyglądała? Wyobraźcie sobie ideał. Nie istnieje? Musielibyście ją zobaczyć. Zerknęła na niego tymi swoimi oczami, a jemu serce zabiło mocniej. Ona jest cudowna. Kobiety są cudowne. Chłopiec upadł, ale mama zaraz przybyła mu z pomocą. Pocałowała malca w wydatne czoło i pogładziła dłonią jego ciemne włoski, które przypominały piórka bezbronnego pisklaka. Chłopiec zapiszczał i zaczął gonić gołębie, zbierające z chodnika okruszki drożdżówki które godzinę temu rozsypała tam sympatyczna starsza pani. Khuuchin z uśmiechem spostrzegł, że dziecko idzie w jego stronę, okrągłe, niebieskie oczęta wpatrywały się w chłopaka jak w obrazek. Pulchne rączki namacały kolana Khuu, maluch zadarł głowę do góry, na jego bródkę spłynęła stróżka przezroczystej śliny. Chłopak schylił się i wytarł mokre miejsce wierzchem dłoni. Wziął dziecko na ręce i odniósł je jego mamie. Ich więź była niemal namacalna, gdy chłopczyk wtulił się w jej pierś i złapał za jej gęste włosy. - Szczęście na dwóch nóżkach. - skomentował, uśmiechnął się i odszedł. W myślach miał macierzyństwo. Jest ono cudowne. Dzieci są cudowne. Pewna pani przychodziła do parku w każdy piątek. Karmiła gołębie. To zapewne ona niedawno pokruszyła drożdżówkę, którą wtedy jadły parkowe gołębie. Wygrzewała się w słońcu i karmiła ptaki. Wyglądała dostojnie i pięknie mimo podeszłego wieku, niczym lew... lwica. Przysiadł się do niej, a ona zagadnęła: - Czas tak szybko płynie, kochany. - jej głos pełen był doświadczenia i czegoś, czego nie umiał określić. - Zbyt szybko. - I ty kiedyś będziesz stary, kochany. - Boi się pani śmierci? - zapytał i spojrzał w jej wyblakłe oczy. Gasło w nich życie. - Nie boję, kochany. Po każdego przychodzi. - opowiedziała spokojnie. - Tak było zawsze... - I będzie. - Niewątpliwie, kochany. - Czemu mówi do mnie pani przez cały czas "kochany"? - Bo w moim wieku każdy uświadamia sobie, że zbyt mało kochał. - Coś w tym jest... - westchnął i zaczął razem z nią karmić gołębie. Starość jest cudowna. Przemijanie jest straszne, ale cudowne. I tak spędzał dni w parku, niczym zjawa snuł się to tu... to tam... Ludzie wydawali mu się piękni. Tacy szczęśliwi, mimo swoich problemów. Ich świat, ich zieleń, ich słońce i niebo... wszystko było takie piękne i ulotne, choć jeszcze o tym nie wiedzieli. Przyszłość wydawała mu się nieatrakcyjna... Przyszłość? Przecież to jego teraźniejszość. Ten świat jest tylko złudzeniem, pięknym snem, wspomnieniem. Ci ludzie tak naprawdę nie żyją. Dawno są martwi. Piesek, dziewczyna z charcikiem, pani z chłopcem i staruszka, która karmiła gołębie. Chciałby wszystkie osoby uściskać, powiedzieć im tyle rzeczy, poczuć, że go kochają. - Miłość jest taka trudna, gdy czas stoi na przeszkodzie. - odezwał się po raz pierwszy do anioła, który siedział każdego dnia na tej samej ławce, w tym samym miejscu, z tą samą żabą. - Czas nie powinien być przeszkodą. - odpowiedziała z delikatnym uśmiechem na ustach. - Chciałbym chronić tych, których kocham. - wyznał jej. - Każdy tego chce. Więc chroń tych, których kochasz. -Nie mogę. Czas nie pozwala... oni są daleko za mną. - Rób wszystko, co możesz. Umiałbyś umrzeć dla miłości?- zapytała, a jego coś tknęło. - Umiałbym, najdroższa. - przytulił ją i ucałował jej alabastrowe policzki. Poderwał się z ławki i pobiegł przed siebie. Zatrzymał się nad jeziorem. Przysiadł tam i zaczął myśleć. Jeśli wróci do swoich czasów, oni odczytają jego wspomnienia swoimi maszynami. Będą wiedzieć wszystko. Będą widzieć to, co chcą wykorzystać. Zniszczą przeszłość i tych ludzi. Zniszczą piękne wspomnienie. Samych siebie unicestwią. Usiadł wieczorem pod drzewem, na wilgotnej ziemi. Chciał ją czuć całym sobą... przed podróżą. Mały, bielutki piesek usiadł na jego kolanach. Khuuchin wyciągnął z plecaka scyzoryk... "przydatna rzecz"... kochana mama, ona zawsze wiedziała, co jest mu potrzebne. Pociągnął po nadgarstkach. Czerwień zaczęła się wylewać, miłość wsiąkała w ziemię, ziemia pragnęła tego uczucia, bo piła, niczym spragniony pies, który kilka dni chodził o suchym pysku. Biały znajomy polizał go ciepłym językiem po blednącej twarzy. Jak to jest umrzeć za piękne wspomnienia? Za biel, anioły, szczęście i lwy? Było to umieranie piękne. Chciał pozostać w przeszłości. To ona teraz, na chwilę obecną... była jego teraźniejszością. Niech ich świat trwa, bo nie był w stanie odebrać im szczęścia. A ludzie i tak przeminą... jak wszystko, bo nic nie jest wieczne. Ale przecież przemijanie jest cudowne... Prawda? I tylko dziewczyna o alabastrowej cerze płakała, gdy rano znaleziono chłopaka o jasnych włosach, bez życia, pod drzewem, ze spokojnym wyrazem twarzy. Biały piesek dalej przy nim był. Cała ta biel w czerwieni. Cieszmy się życiem. - To nasza jedyna szansa.- powiedział naukowiec. To było ponad dziesięć stuleci później... Kategoria:Opowiadania
|