| rdfs:comment
| - Służąca przerażona była tą wczesną wizytą, gdyż obiad jeszcze nie był gotów. — Co to będzie? — pomyślałem — jeżeli wuj mój głodny, dopiero będzie awantura! — Przyszedł już pan Lidenbrock! — wykrzyknęła Marta zrozpaczona, wchodząc do jadalnego pokoju. — Tak, Marto — odpowiedziałem, uspokajając starą służącę — ale obiad może być nieugotowany, gdyż brak jeszcze pół godziny do drugiej. — A więc dlaczego pan Lidenbrock już powrócił? — Powie nam wkrótce. Oto już wchodzi! Panie Axelu, proszę mu przemówić do rozsądku! Ja umykam! — Pójdź za mną, Axelu! — Cóżto? Jeszcze ciebie tu niema?
|
| abstract
| - Służąca przerażona była tą wczesną wizytą, gdyż obiad jeszcze nie był gotów. — Co to będzie? — pomyślałem — jeżeli wuj mój głodny, dopiero będzie awantura! — Przyszedł już pan Lidenbrock! — wykrzyknęła Marta zrozpaczona, wchodząc do jadalnego pokoju. — Tak, Marto — odpowiedziałem, uspokajając starą służącę — ale obiad może być nieugotowany, gdyż brak jeszcze pół godziny do drugiej. — A więc dlaczego pan Lidenbrock już powrócił? — Powie nam wkrótce. Oto już wchodzi! Panie Axelu, proszę mu przemówić do rozsądku! Ja umykam! I poczciwa Marta zabrała się do kucharzowania. Zostałem sam, ale bojąc się gniewu profesora, o ileby był głodny, chciałem uciec do siebie, na górę. Tymczasem profesor stał już we drzwiach pokoju. Ciężkie stąpania rozległy się, profesor przeszedł jadalnię i skierował się do gabinetu. Przechodząc, rzucił w kąt laskę, na stół cisnął kapelusz z ogromnem rondem, poczem donośnym głosem zawołał na swego siostrzeńca: — Pójdź za mną, Axelu! — Cóżto? Jeszcze ciebie tu niema? Wszedłem do gabinetu mego wymagającego pana. Otto Lidenbrock nie był złym człowiekiem, był natomiast wielkim oryginałem. Piastował on urząd profesora w Johanneum, wykładał mineralogję i podczas tego wykładu ze dwa razy conajmniej unosił się gniewem. Wuj mój nie cieszył się wielką łatwością wymowy, szczególniej, gdy przemawiał do publiczności, często zacinał się w środku zdania, nie umiejąc znaleźć odpowiedniego wyrażenia i stąd gniew. Tem nie mniej jednak, wuj Lidenbrock był niezaprzeczenie wielkim uczonym. To też imię jego rozbrzmiewało wszędzie, we wszystkich murach gimnazjum i w narodowych związkach. Znaną też była wszystkim jego świetna książka: „O przezroczystości kryształów“. Nietylko wielkim uczonym i pisarzem był sławny profesor Lidenbrock, pracował też w muzeum mineralogicznem Struvego, ambasadora rosyjskiego. Muzeum to zyskało sławę europejską. File:'Journey to the Center of the Earth' by Édouard Riou 04.jpg Wygląd profesora Lidenbrocka da się opisać w ten sposób: Postać wysoka, chuda, o żelaznem zdrowiu, z siwiejącemi blond włosami, świadczącemi o pięćdziesiątce. Duże oczy biegały bezustannie pod szkłami okularów, nos długi i cienki, przypominał uciętą włócznię. Dodać trzeba, że profesor szedł bardzo szybko i wielkiemi krokami, ręce trzymał zawsze ze ściśniętemi pięściami, co świadczyło o gwałtownym temperamencie. File:'Journey to the Center of the Earth' by Édouard Riou 05.jpg Zamieszkiwał w małym domku na Królewskiej, do połowy prawie pochylonym, który jakby się kłaniał przechodniom. Całość jednak tego domku była niebrzydka, tembardziej, że przed budynkiem rosły klomby prześlicznych kwiatów. Wuj, a raczej stryj mój nie czerpał środków do życia z profesury. Dochody z domku i pisanie książek były źródłem utrzymania. W posiadłości jego mieszkali: stryj Lidenbrock, kuzynka siedemnastoletnia, Małgosia, ja i stara Marta. Co do mnie, to byłem mu pomocą w jego doświadczeniach, jako jego bratanek i jako zupełny sierota. Z wielką radością zajmowałem się nauką geologji, miałem w swych żyłach krew mineraloga i nie nudziłem się nigdy w towarzystwie mych drogich kamieni. W rzeczywistości można było żyć szczęśliwie w małym domku na Królewskiej, pomimo gwałtowności jego właściciela, gdyż, pomimo żywego usposobienia tego ostatniego, wiedziałem, że mnie bardzo kocha. Profesor należał do rzędu tych ludzi, którzy chcieliby wyprzedzić przyrodę. I tak, naprzykład, gdy w kwietniu zasiał w doniczkach rezedę lub inny kwiatek, to każdego ranka regularnie wyciągał ją za liście, aby przyśpieszyć wzrost rośliny. Z podobnym oryginałem nie można było się sprzeczać. Pośpieszyłem więc natychmiast do gabinetu.
|