| rdfs:comment
| - O godzinie ósmej zrana bracia Melvilowie, miss Campbell, pani Betta i Patrydż wsiedli na pospieszny statek „Pionier” który po okrążeniu wyspy Mull, miał się zatrzymać kilka godzin w porcie Jony i tegoż dnia wieczorem stanąć z powrotem w Obanie. Olivier Sinclair wyprzedził resztę towarzystwa i oczekiwał na przystani parostatków. O Arystobulusie Ursiklosie nie było mowy przy układaniu projektu tej przejażdżki, niemniej bracia Melville uważali sobie za obowiązek zawiadomić go o niej. Arystobul Ursiklos przyjął tę wiadomość dosyć obojętnie, podziękował im za grzeczność, lecz nie uważał za potrzebne powiadomić ich o swoich dalszych planach.
|
| abstract
| - O godzinie ósmej zrana bracia Melvilowie, miss Campbell, pani Betta i Patrydż wsiedli na pospieszny statek „Pionier” który po okrążeniu wyspy Mull, miał się zatrzymać kilka godzin w porcie Jony i tegoż dnia wieczorem stanąć z powrotem w Obanie. Olivier Sinclair wyprzedził resztę towarzystwa i oczekiwał na przystani parostatków. O Arystobulusie Ursiklosie nie było mowy przy układaniu projektu tej przejażdżki, niemniej bracia Melville uważali sobie za obowiązek zawiadomić go o niej. Arystobul Ursiklos przyjął tę wiadomość dosyć obojętnie, podziękował im za grzeczność, lecz nie uważał za potrzebne powiadomić ich o swoich dalszych planach. W południe podróż rodziny Melvilów miała być skończoną. File:'The Green Ray' by Léon Benett 26.jpg Pośpieszny „Pionier” przeszedłszy cieśninę Kerrera, okrążył jej południową kończynę, przerznął szeroki Forthur—Lorn i popłynął wdół południowego brzegu Mull, którego zarysy nadzwyczaj podobne są do wielkiego homara. Niezadługo, na północo—zachodzie, przy przylądku południowym zaczęła ukazywać się malownicza wyspa Jona, a za nią rozpostarł się ogromny bezbrzeżny ocean Atlantycki. — Czy pan lubisz ocean, panie Sinclair? — zapytała miss Campbell swojego młodego współtowarzysza, siedzącego cicho i napawającego się cudownymi brzegami wzdłuż których przejeżdżali. — Czy go lubię? miss Campbell, tak, lubię go. Ja nie należę do tych krótkowidzów, co uważają ocean za jednostajny i monotonny. W moich oczach nic nie może mieć tak różnorodnych odcieni, jak ocean, lecz trzeba chcieć widzieć te odcienie. Prawdę mówiąc, to morze w swoich tonach jest tak nieograniczenie rozmaite, a barwy jego tak harmonijnie łączą się ze sobą, że artyście daleko trudniej przychodzi odtworzyć je na płótnie, niżeli namalować czyje oblicze, chociażby bardzo ruchliwe. File:'The Green Ray' by Léon Benett 27.jpg — Masz pan słuszność — odrzekła na to miss Campbel — kolor morza zmienia się od najmniejszego wietrzyka igrającego po jego powierzchni i od najmniejszej zmiany światła dziennego. — Patrz pani, panno Campbell, jak ono teraz wygląda. Ono zupełnie spokojne. Czy to morze nie jest teraz podobne do śpiącej piękności: nic nie narusza czarującego wyrazu jej oblicza. To także, jeśli pani wolisz, wielkie zwierciadło; w tem zwierciadle odbija się niebo i w niem widać Stwórcę. — Tak, to zwierciadło — które często obleka się burzami — odpowiedziała na to miss Campbell. — W tem właśnie zawiera się nieograniczona rozmaitość oceanu. — Przyjemnie mi słuchać z jakiem uniesieniem pan mówisz o morzu, panie Sinclair, mnie ono także niezmiernie zachwyca. — Morze to — chemiczne połączenie wodorodu i kwasorodu w których zawiera się dwie i pół części natruchioralnego. W tem stanowczo nic pięknego niema. Na tę mowę widocznie wypowiedzianą do niej, miss Campbell żywo się odwróciła i ujrzała przed sobą Arystobulusa Ursiklosa.
|