About: dbkwik:resource/Z9eGjaBijxEB0l-8VMRm-w==   Sponge Permalink

An Entity of Type : owl:Thing, within Data Space : 134.155.108.49:8890 associated with source dataset(s)

AttributesValues
rdfs:label
  • Podróż do Bieguna Północnego/I/01
rdfs:comment
  • Takie ogłoszenie podawał Liverpool Herald z d. 5 kwietnia 1860 roku. Odjazd brygu jest wypadkiem małej wagi dla jednego z najhandlowniejszych portów Anglii. Któżby zwracał uwagę na taką drobnostkę, wśród tłumu okrętów różnej objętości i ładunku, które zaledwie mieściły się w przystani mającej przeszło dwie mile rozległości? File:'The English at the Noth Pole' by Riou and Montaut 003.jpg Dla tego też na pokładzie Nautilusa, nieopodal na kotwicy stojącego, grono majtków tysiączne ro­biło wnioski i przypuszczenia o przeznaczeniu Forwarda. — A to dla czego? — Jakto wiadomo? — Bez wątpienia. — Pokazał.
Tytuł
  • |1
dbkwik:resource/WglBShsp9V9mYtToH6YeZw==
  • Część I
  • Rozdział I
dbkwik:resource/X7l0opWu667RHDeQudG4LA==
adnotacje
  • Dawny|1876 r
dbkwik:wiersze/pro...iPageUsesTemplate
Autor
  • Juliusz Verne
abstract
  • Takie ogłoszenie podawał Liverpool Herald z d. 5 kwietnia 1860 roku. Odjazd brygu jest wypadkiem małej wagi dla jednego z najhandlowniejszych portów Anglii. Któżby zwracał uwagę na taką drobnostkę, wśród tłumu okrętów różnej objętości i ładunku, które zaledwie mieściły się w przystani mającej przeszło dwie mile rozległości? Jednakże dnia 6 kwietnia od rana już duże zbiegowisko ludzi zalegało wybrzeża New Princes Docks; liczna korporacya marynarzy liverpoolskich, dała tam sobie rendez-vous; robotnicy okolicznych fabryk porzucili pracę, kupcy powychodzili ze swych ponurych kantorów, lub składów opustoszałych. Omnibusy różnokolorowe wciąż nowych dostarczały ciekawców: zdawało się, że całe miasto jedyną jest zajęte myślą, zobaczenia jak z portu wypłynie Forward. Forward był to bryg o stu siedmdziesięciu becz­kach ładunku, mający szrubę i machinę pa­rową o sile stu dwudziestu koni — słowem wyglą­dał prawie tak samo jak inne brygi w porcie stojące; lecz chociaż publiczność nie upatrywała w nim nic nadzwyczajnego, to jednak przed bacznością i znawstwem marynarzy nie mogły ujść pe­wne niezwykłe okoliczności, które też zaraz zwró­ciły ich uwagę. File:'The English at the Noth Pole' by Riou and Montaut 003.jpg Dla tego też na pokładzie Nautilusa, nieopodal na kotwicy stojącego, grono majtków tysiączne ro­biło wnioski i przypuszczenia o przeznaczeniu Forwarda. — Co myśleć, mówił jeden, o takiej ilości masz­tów? niema przecie zwyczaju aby parowce tyle po­siadały żagli. — Zapewne, odezwał się jakiś podoficer marynarki, o szerokiej i czerwonej twarzy, zapewne statek ten liczy więcej na swoje maszty, aniżeli na machinę, i jeśli tak liczne ma żagle górne, to nie­zawodnie dla tego, że dolne często będą zamasko­wane. Co do mnie, ani wątpię że Forward pły­nie na morza podbiegunowe, to jest tam, gdzie gó­ry lodów wstrzymują wiatr, a zatem jest go mniej, niż potrzebuje tęgi i silnie zbudowany okręt. — Macie słuszność panie Cornhill, powiedział trzeci majtek. A uważaliście też tę belkę z przo­du, która wpada prosto w morze? — Dodaj do tego, odpowiedział Cornhill, że zakończona jest pokryciem z lanej stali, wyostrzonem jak brzytwa, któreby okręt linijowy mogło przeciąć na dwoje, gdyby nań wpadł Forward szybko płynący. — Niezawodnie, odezwał się sternik z Marsey, bo ten bryg, przy pomocy swej szruby upływa z pewnością czternaście węzłów na godzinę. Widziałem jak go próbowano i upewniam was, że jest to biegun nielada. — A i pod żaglami także nie gorzej chodzi, do­ dał Cornhill. Wiecie koledzy, niech będę czem chcecie, jeśli ten statek nie idzie na morza podbiegunowe! Albo czyście uważali ten ogromny otwór przez który przechodzi wierzchnia część jego steru? — A prawda! chórem odpowiedzieli towarzysze Cornhill’a, lecz czegóż to dowodzi? — To dowodzi moi chłopcy, odrzekł podoficer z pogardliwem zadowoleniem, że nie umiecie ani patrzeć, ani się nad rzeczą dobrze zastanawiać. Otwór tak wielki wyraźnie na to jest zrobiony, aby rudel z łatwością mógł być wyjętym lub osa­dzonym, według potrzeby: A czyż to nie wiecie, że wśród lodów manewr ten dość często się pow­ tarza? — Jest racya, odpowiedzieli majtkowie należą­cy do Nautiliusa. — A przytem, dodał jeden z nich, ładunek tego brygu, w zupełności potwierdza zdanie Cornhill’a. Clifton, który się zapisał na tę podróż, mówił mi, że Forward zabiera żywności i węgla najmniej na pięć lub sześć lat, i to stanowi cały jego ładunek, wraz z dostatecznym zapasem skór z fok i odzieży wełnianej. — A no, to widzicie, mówił Cornhill, niema już najmniejszej wątpliwości! Ależ mój przyjacielu, skoro się znasz tak dobrze z Cliftonem, czemużeś się go nie zapytał dokąd jadą? — Pytałem, ale nie mógł mi powiedzieć, bo sam nie wie. Całą załogę tak umówiono. Do­wiedzą się po przybyciu na miejsce. Ależ co za płaca, co za płaca — powtarzał zapalając się przy­jaciel Cliftona, — pięć razy większa niż zwykle. Ach! bo też żeby nie to, Ryszard Shandon nie zna­lazłby z pewnością nikogo, coby się chciał zgo­dzić na podobne warunki. Statek dziwnego kształtu, niewiadomo dokąd płynący i jak się zda­je nie bardzo pewny powrotu; jabym na taką ugo­dę nigdy w życiu nie przystał. — Czy byś przystał czy nie przystał, odezwał się Cornhill, to w żadnym razie mój przyjacielu nie mógłbyś należeć do ekwipażu Forwarda. — A to dla czego? — Bo jesteś żonaty, a ja słyszałem, ze tam przyjmują samych tylko bezżennych. Niemasz więc co się drożyć, lubo co prawda, pewnie byś się nie ociągał gdyby cię namawiano. Tak zagadnięty majtek, począł się śmiać serde­cznie, Cornhill widocznie zadowolniony z siebie, ciągnął dalej: — Wszystko w tym statku jest strasznie zuchwa­łe, nie wyłączając nawet nazwiska Forward! Na­przód! ale dokąd? Prócz tego, nie wiadomo kto będzie jego kapitanem? — I owszem, wiadomo — odezwał się jakiś mło­dy majtek z bardzo naiwną fizognomiją. — Jakto wiadomo? — Bez wątpienia. — Czy sądzisz malcze, że Shandon będzie kapitanem Forwarda? — Ależ, odrzekł młody marynarz... — Wiedz, przeto, że Shandon jest porucznikiem i nic więcej. Jestto dzielny marynarz, tęgi wielo­rybnik i wyborny towarzysz, godzien pod każdym względem aby mu powierzyć dowództwo; ale ko­niec końców nie on dowodzi na tym dziwnym statku i takim jest kapitanem jak ty młodziku, albo ja naprzykład, bez obrazy mej godności. Co zaś do tego, kto po Bogu będzie rządził szrubow­cem, to ręczę, że i on sam dotąd nie wie. Gdy przyjdzie pora właściwa, prawdziwy kapitan zja­wi się nie wiadomo jak, zkąd, i na którem wybrze­żu starego czy nowego świata; bo Ryszardowi Shandon nie wolno jest nawet powiedzieć, w któ­rą stronę kuli ziemskiej podróż swą skieruje. File:'The English at the Noth Pole' by Riou and Montaut 004.jpg — Jednakże panie Cornhill, rzekł młody mary­narz, Forward ma już zapowiedzianego przy wy­jeździe kapitana. — Jakto! wrzasnął Cornhill, brwi marszcząc surowo — ty mi chcesz dowodzić, że Forward ma kapitana już na pokładzie? — Tak jest panie Cornhill. — I ty we mnie chcesz to wmówić? — Bez wątpienia, bo wiem to doskonale od Johnsona. — Od Johnsona? — Tak jest, on mi sam powiedział. — On ci powiedział? Johnson? — Nie tylko że mi powiedział, ale i pokazał nawet kapitana. — Pokazał ci? rzekł Cornhill osłupiały. — Pokazał. — I widziałeś go? — Widziałem na własne moje oczy. — I któż to jest taki? — Jestto pies. — Pies? — Pies na czterech łapach! Zdumienie powszechne ogarnęło marynarzy. W każdym innym razie, byliby wybuchnęli śmie­chem. Pies kapitanem brygu o stu siedmdsiesię­ciu beczkach! doprawdy, było to dość zabawne! Ale Forward był statkiem wyjątkowym i śmiać się nie było bardzo z czego. — I to Johnson pokazywał ci tego psa, tego kapitana nowego rodzaju? Widziałeś go na wła­sne oczy jak powiadasz? — Tak jak pana, z przeproszeniem, widzę w tej chwili, panie Cornhill. — I cóż wy myślicie o tem, ojcze Cornhill, za­pytali majtkowie. File:'The English at the Noth Pole' by Riou and Montaut 005.jpg — A cóż mam myśleć — opryskliwie odpowie­dział ten ostatni — myślę że Forward jest chyba okrętem należącym do djabła, lub też do waryata kwalifikującego się do szpitala. Majtkowie w milczeniu przypatrywali się osta­tnim przygotowaniom okrętu do podróży, i każdy głęboko był przekonanym, że Johnson nie żarto­wał bynajmniej z młodego majtka. Ta historya o psie już się rozeszła po mieście, a z tłumu ciekawych nie jeden chciwie oczami szu­kał Psa-kapitana, którego już miano za jakieś zwierzę nadnaturalne. File:'The English at the Noth Pole' by Riou and Montaut 006.jpg Zresztą Forward od kilku już miesięcy zwracał na siebie uwagę publiczną, z powodu swej tajemniczości i niezwykłej budowy, swego przeznaczenia przez mało kogo odgadywanego, incognita kapitana, sposobu w jaki Ryszard Shandon został wezwany do budowy statku, oraz szczególnych warunków, pod jakiemi werbowano jego załogę. Dla człowieka myślącego, dla marzyciela, a na­dewszystko filozofa, nic niema tak zajmującego jak okręt odpływający. Ściga on go wyobraźnią we wszystkich przejściach i walkach z falami mor­skiemi, z rozhukanemi wiatrami w jego awantur­niczych drogach, które nie zawsze do bezpieczne­go portu prowadzą; i niech się tylko coś nie zwykłego okrętowi zdarzy, zaraz go sobie przedstawimy w postaci fantastycznej, choćbyśmy najmniej byli usposobieni do fantazyowania. Toż samo było w tej chwili i z Forwardem; co więcej, dostarczał on świeżego do gawędy mate­ryału, najmniej przez jakie trzy miesiące, choć ma­ło kto mógł o tem mówić, z taką znajomością rze­czy jak Cornhill. Bryg wyrobionym został na warsztatach w Bir­kenhead, prawdziwem przedmieściu Liverpoolu, leżącem na lewym brzegu Merseyu i mającem bezustanną z portem komunikacyę za pomocą stat­ków parowych. Jedna z najznakomitszych fabryk okrętowych w Anglii pod firmą Scott et Comp. otrzymała od Ryszarda Shandon anszlag i plan szczegółowy, w którym rozmiary, ładunek i model brygu jak najdokładniej były oznaczone. Projekt ten wy­kazywał doświadczenie i przezorność wytrawnego marynarza. Shandon miał znaczny fundusz do rozporządzenia, roboty zatem rozpoczęto bezzwło­cznie i prowadzono z nadzwyczajną szybkością, stosownie do zlecenia nieznanego właściciela. Bryg bardzo silnie był budowany, wyraźnie dla wytrzymania ogromnego parcia; bale jego wyro­bione z pewnego gatunku dębu indyjskiego (teack) odznaczającego się niezwykłą twardością, były oprócz tego spajane mocnemi wiązaniami z żelaza. Marynarze dziwili się nawet, że pudło okrętu przeznaczonego do stawiania takiego oporu, nie było z blachy żelaznej urządzone, jak to bywa w stat­kach parowych; lecz na to odpowiadano, że tajem­niczy inżynier miał swoje słuszne do tego po­wody. File:'The English at the Noth Pole' by Riou and Montaut 007.jpg Robota brygu coraz widoczniej postępowała na warsztacie i wkrótce znawcy przyznali mu jedno­myślnie moc i zręczność kształtów; na przodzie, w miejsce ostrogi, miał on jak to już wyżej powie­dzieliśmy, duże ostrze stalowe, odlane w fabryce R. Hawthorn w Newcestle. Jakkolwiek nie był to statek wojenny, jednakże na przodzie ustawiono armatę szesnasto funtową, osadzoną na łożysku w ten sposób, że na wszystkie strony nakierowaną być mogła. Lecz zapyta kto może: jeśli bryg nie był ani wo­jennym ani kupieckim okrętem, ani yachtem spa­cerowym, bo nikt się nie wybiera na przechadzkę z sześcioletnim zapasem żywności — to czemże był nareszcie i do jakiego miał służyć celu? Czyż przeznaczony był do odszukania zaginio­nych okrętów Erebus i Terror, oraz głośnego ka­pitana sir John Franklin’a? także nie — gdyż po­przedniego roku 1859, dowódzca Mac Clintock powrócił z mórz podbiegunowych i przywiózł pe­wną wiadomość, o zaginięciu tej nieszczęśliwej wyprawy. Czyżby Forward raz jeszcze chciał próbować sławnego przejścia Północno-Zachodniego? Lecz w jakim celu? Kapitan Mac-Clur już je znalazł w roku 1853, a porucznik jego Creswel pierwszy opłynął ląd stały Ameryki, od cieśniny Beryng­skiej, do cieśniny Dawisa. Pewną wszakże było rzeczą, i niewątpliwą dla znających się na rzeczy, że Forward wybierał się w okolice lodami zajęte. Może chciał się puścić ku biegunowi południowemu, dalej jeszcze niż wielorybnik Wedell i kapitan James Ross? Lecz po co i w jakim celu? Choć pole domysłów bar­dzo było zacieśnione, niemniej przeto wyobraźnia mogła się w niem zbłąkać. Nazajutrz po spuszczeniu brygu na wodę, war­sztaty R. Hawthorn z Newcastle nadesłały dlań ma­chinę parową. Machina ta jakkolwiek o sile stu dwudziestu koni, bardzo jednak mało zajmowała miejsca; siła jej była dość znaczną, jak na okręt o stu siedmdziesięciu beczkach ładunku, zresztą silnie omasztowany, i posuwający się bardzo szyb­ko, jak tego próby dowiodły. Sternik Johnson takie dał o nim zdanie przyjacielowi Cliftona. „Gdy Forward jednocześnie używa i szruby i ża­gli, to z pewnością żagle najwięcej mu dodają szybkości.“ Wprawdzie przyjaciel Cliftona nic tego nie ro­zumiał, ale wierzył we wszystko co się dziać mo­gło na okręcie, którego dowódzcą był pies we własnej osobie. Po ustawieniu machiny na pokładzie, zaczęło się ładowanie prowizyj, co nie było bagatelą, gdyż okręt zabierał zapasy na lat sześć. Zapasy te składały się z mięsa solonego i suszonego, z ryby wę­dzonej, sucharów i mąki; całe góry kawy i herba­ty zsypano lawinami do magazynu okrętowego. Ryszard Shandon sam przewodniczył wszystkiemu z wielką znajomością rzeczy; wszystko było opakowane i enumerowane z największym porząd­kiem i akuratnością; zabrano także ogromny zapas indyjskiego preparatu zwanego pemmican, który przy małej objętości, zawiera bardzo wiele pożywnych pierwiastków. Gromadzenie tego rodzaju żywności nie pozwala­ło wątpić o długości podróży; zarazem każdy umysł badawczy od razu poznawał, że Forward miał że­glować po morzach podbiegunowych; przekonywa­ły o tem baryłki napełnione sokiem cytrynowym (lime-juice), pastylki wapienne, paki musztardy, szczawiu i innych środków przeciwszkorbutycz­nych, tak niezbędnie potrzebnych w żegludze do bieguna północnego. Shandon na tę część ładunku, również jak na aptekę podróżną szczególniej­szą zwracał baczność. Choć broni nie było wiele, jednakże prochu za­brano zapas ogromny; przecież jedna armata nie mogła tego zużyć. To właśnie zastanawiało wszystkich. Zabrano również na pokład olbrzymich roz­miarów piły, różne narzędzia, jak drągi, piły ręcz­ne, ogromne topory, kawały ołowiu i dość znaczną ilość petard (blasting-cylinders), których eksplo­zya zdolną byłaby komorę liverpoolską wysadzić w powietrze. Wszystko to zdumiewało, jeśli nie przerażało, żeby już nie mówić o racach różnych, sygnałach, latarniach, pochodniach i tym podo­bnych przyrządach. Tłum ciekawych na brzegach New Princes Docks mógł podziwiać jeszcze przy okręcie długą łódź wielorybniczą z machoniu, pirog (czółno) bla­szany okryty gutaperką i pewną liczbą halkett­-boats, czyli płaszczy gumowych, które w razie po­trzeby można było zamienić na czółna, przez wy­dęcie. Wszyscy byli i zaciekawieni i niespokojni i wzru­szeni nareszcie, bo wraz z ustępywaniem przypły­wu morza, Forward miał się puścić w swą podróż tajemniczą.
Alternative Linked Data Views: ODE     Raw Data in: CXML | CSV | RDF ( N-Triples N3/Turtle JSON XML ) | OData ( Atom JSON ) | Microdata ( JSON HTML) | JSON-LD    About   
This material is Open Knowledge   W3C Semantic Web Technology [RDF Data] Valid XHTML + RDFa
OpenLink Virtuoso version 07.20.3217, on Linux (x86_64-pc-linux-gnu), Standard Edition
Data on this page belongs to its respective rights holders.
Virtuoso Faceted Browser Copyright © 2009-2012 OpenLink Software