| abstract
| - 4 Podobna miała być czarownej siły Włócznia Peleusa i Achillesowa, Że od niej własne rany się goiły. 7 Za nami ziemia została morowa; Okalającym ją kamiennym wałem Szliśmy, nie mówiąc do siebie ni słowa. 10 Nie było nocą, nie było dniem białym I zmysł mozolnie w mroku się przekradał, Gdy dźwięk tak gromki trąby usłyszałem, 13 Że przy nim wszelki inny głos przepadał; Więc przeciw niemu od skalnego progu Wzrok posyłany głąb czeluści badał. 16 Po smutnej klęsce, gdy, zdradzony wrogu, Padł w bitwie święty poczet Karlomana, Nie grzmiał tak strasznie Roland na swym rogu. 19 Zwróciłem głowę: skróś cierniów tumana Ujrzałem niby wysokie wieżyce; „Co za gród taki?" — pytam mego Pana. 22 „Oczy, puszczone w mroczną okolicę, Dalekiej mety wypatrzeć nie mogą, Więc zaludniają mrzonkami ciemnicę. 25 Skoro za naszą tam zajdziemy drogą, Poznasz, jak przestrzeń łudzi wzrok wątpliwy, Jeno śpiesz i sam bądź sobie ostrogą". 28 Tak rzekł i dłoń mą ujął piewca tkliwy, Dodając: „Zanim staniemy nad nimi, Byś nie otwierał oczu jak na dziwy, 31 Wiedz, że nie wieże to są, lecz olbrzymi; Z pośrodka jamy, w głąb piekielną wklęsłej, Tułowy sterczą wyprostowanymi". 34 Jak w chwili gdy się mgły z powietrza strzęsły, Wzrok wyłuskiwać zacznie kształtów ziarno, Które wprzód przed nim taił obłok zgęsły, 37 Tak gdy spojrzeniem wiercę gęstwę czarną, W miarę jak kroczym do studziennej dziury, Złudzenie pierzcha, a strachy się garną. 40 Jako wieńczące Montereggion mury Wokół u szczytów basztami się stroją, Tak w cembrowiny wnętrzu, w pół postury, 43 Na wzór wież, kołem wielkoludy stoją; Ich to, dziś jeszcze, kiedy huczy burza, Gniewem Jowisza gromy niepokoją. 46 Już mi się jedna, druga twarz wynurza; Spostrzegam barki, piersi, wypuklinę Brzucha, po bokach zwieszone ramiona. 49 Że na potwory takie stłukła glinę Natura, błądzi, kto się temu dziwi: Marsowi groźną zabrała drużynę. 52 Jeśli po dziś dzień wieloryby żywi I słonie, uzna, kto rzecz lepiej bada, Że tu zrobiła mądrzej i godziwiej. 55 Bo gdzie z rozumem połączy się zdrada, A taka przemoc przystąpi do złości, Tam słaba ludzkość zostaje bezrada. 58 Jako Piotrowa szyszka, tej wielkości Była ogromna głowa wielkoluda; W równym stosunku do niej inne kości. 61 Brzeg, co mu służył przepaską na uda, Osłaniał cały wierzch strasznej poczwary; Trzem Fryzom czuba sięgnąć się nie uda, 64 Choć staną jeden drugiemu na bary; Od miejsca szyi, gdzie płaszcz zapinany, Trzydzieści piędzi liczył naszej miary. 67 „Rafel may amech zabi almi" — z jamy Zaryczał, dziką dręczony katuszą: Takimi psalmy biją piekieł chramy. 70 A wtem go zgromił Wódz mój: „Głupia duszo, File:Inferno Canto 31 verses 64-66.jpg Dzierż się swej trąby, niechże przez nią wyje Gniew i te wszystkie pasje, co cię duszą. 73 Duszo zbieszona! Ściągnij dłoń, u szyje Trafisz na rzemień trąby wartownika, Co wokół piersi wielkich ci się wije". 76 Potem rzekł do minie: „Ten, co tak poryka, Już sam się zdradził: oglądasz Nemroda, Co pychą jedność zatracił języka. 79 Zostaw, niech stoi, słów ci tracić szkoda; Jak on niczyjej mowy, tak nawzajem Jego nie pojmie nikt, choć ucha poda". 82 Idziemy przeto dalej murów skrajem I, postąpiwszy na odległość strzały, Dłuższego jeszcze olbrzyma zastajem. 85 Związać go, nie wiem, kto był dosyć wdały; Prawe do grzbietu, lewe ramię ducha Do piersi szczelnie przywarte sterczały, 88 Przymocowane żelazem łańcucha, Co szedł od szyi i pięćkroć krępował Kadłub odkryty cały aż do brzucha. 91 „Ten śmiałek możnych sił swoich próbował File:Inferno Canto 31 verses 82-84.jpg Na arcybogu w zuchwałym obcesie — Rzekł Wódz mój — za to tak go Jowisz skował. 94 Efialt mu mianem; wojował w tym czesie, Kiedy to bogów straszyli olbrzymi; Ramion, co prężył, więcej nie podniesie". 97 „Wolno-li — mówię — chciałbym dziwo ziemi, Briareusza, nieludzkiej wielkości, Ujrzeć i zmierzyć oczyma własnemi". 100 Odrzekł: „Tu jeno Antej na wolności Mieszka, używa naszego języka; Ten nas wysadzi na dno wszelkiej złości. 103 Ów, o kim mówisz, równie wzięty w łyka, Stoi od miejsc tych odległy niemało; Twarz jego bardziej ohydna i dzika". 106 Nigdy trzęsienie tak nie zatargało Dreszczem gwałtownym posad wielkiej wieży, Jak się zatrzęsło Efialta ciało. 109 Tedy śmiertelny strach we mnie uderzy I pewnie skonałbym z bojaźni samej, Gdybym go w takiej nie widział obierzy. 112 Znowu się nieco naprzód posuwamy, Aż Anteusza najdziem; ten do pięci Sążni, nie licząc głowy, sterczał z jamy. 115 „Mieszkańcze dolin szczęsnych, gdzie pamięci Scypiona schedę dziedziczyły dzieje W dniu, co się klęską Hannibala święci 118 I gdzieś z tysiąca lwów pobrał trofeje, Byś był w Tytanów boju, jak niektórzy Chcą, z braćmi niebios szturmował wierzeje, 121 Wyszliby może zwycięzcami z burzy Synowie ziemi; weź nas i staw na dnie, Gdzie się Kocytu toń od chłodu mruży. 124 Nie każ nam innych szukać; ten tu snadnie Pragnieniu twemu wygodzi na świecie; Schyl się i nie krzyw lica tak szkaradnie. 127 On ci tam wawrzyn z rozgłosu uplecie; File:Inferno Canto 31 verses 133-135.jpg Jeśli mu Łaska Boża żyć pozwoli, To jeszcze przejdzie życia pełnolecie". 130 Tak rzekł Mistrz. Olbrzym ruszył ku nam k'woli I wziął go dłonią ręki wyciągniętej: Poznał Herkules, jak jej uścisk boli!... 133 Gdy się Wergili poczuł w garść ujęty, Rzekł: „Niech twa kibić pod mą dłonią będzie", I tak się ze mną złożył jak dwa pręty. 136 Jak gdy ustawisz się przy Garysendzie I oczy zwrócisz na niebieski pował, Szczyt ci umyka przeciw chmurom w pędzie, 139 Tom miał widzenie, gdym się przypatrował Anteuszowi, jak się giął, niezmierny; I jużem drogi tym szlakiem żałował. 142 On lekko złożył nas na dnie cysterny, Gdzie z Lucyperem Judasz w męce stężał; A nie trwał długo w zgięciu piastun wierny, 145 Lecz się jako maszt okrętu wyprężał.
|