| abstract
| - Krew, brutalność, tajemniczość. To cechy które przyciągnęły profesora Edwarda do przyjazdu w celach badawczych do miasta Azteków. Celem wyprawy było zbadanie nowo odkrytych grobowców. Zwłaszcza jeden, który był niezwykle duży jak grobowiec dla człowieka. -Co tam macie, chłopaki?- spytał się profesor Edward z niepokojem. Edward był profesorem w muzeum historii w Warszawie. Był wysokim mężczyzną, miał ponad 190 cm wzrostu. Był szczupły. Pod nosem widniał wąs, który był przyczesany. Włosy były krótkie i koloru czarnego. -Na razie nic. Jakim cudem mogli zrobić tak wielki grobowiec?- odpowiedział pracownik Edwarda. -Na tym właśnie polega urok naszej pracy! Czasami możemy znaleźć coś, czego się nie spodziewamy, przyjacielu!- wykrzyczał zadowolony Edward spoglądając w głąb szybu prowadzącego do kolejnej części grobowca. Schodzili coraz głębiej. Pracownicy Edwarda po kolei otwierali kolejne części grobowca. Tym głębiej schodzili, tym większe były komnaty. Kiedy w końcu dotarli do największej komnaty, która znajdowała się najgłębiej ze wszystkich. To co odkryli zaskoczyło wszystkich. W komnacie zostało pochowane zwierzę nieznane do tąd ludzkości. Szkielet zwierzęcia miał długość 12 metrów. Wyglądał jak by miał zaraz połknąć swój ogon. Na piedestale na którym leżało owe stworzenie, był napis. Po przetłumaczeniu z Hiszpańskiego okazało się, że to wszystko robota hiszpańskich konkwistadorów, którzy to zrobili ku czci tego stworzenia, które nazwali Depredador. Co oznacza Drapieżnik. Okazało się że konkwistadorzy hiszpańscy walczyli z tym plemieniem, przez 100 lat. Opisana była wojna między plemieniem azteckim i konkwistadorami. Opisana została postać władająca mocą natury, postać która ujeżdżała to samo stworzenie które teraz leży na piedestale. Na końcu był napis: Co oznaczało: Jeśli weźmiesz szkielet bestii, zostaniesz przeklęty. -Profesorze? Co to ma znaczyć?- wykrzyczał przerażony pracownik. -Nic. Kiedyś ludzie przesadzali. To że ktoś ujeżdżał to coś, nie władał wcale mocami natury. Teraz zacznijmy przygotowywać ten szkielet do transportu- odpowiedział Edward śmiejąc się. - A ta klątwa? -Klątwy są po to by ludzie którzy mieszkali w tamtych czasach nie ukradli kości. Proste- odpowiedział Edward. Po przetransportowaniu kości do samolotu, Edward ostatni raz spojrzał na dawne miasto azteków, które kiedyś tętniło życiem, może brutalnym, ale życiem. Następnie poczuł dziwne uczucie. Czuł jak by zimny wiatr zaczął go obwiewać w stronę samolotu. Pod czas podróży Edward zasnął. Spał słodki snem, do czasu. -Biegnij! Biegnij! Biegnij!- krzyczał Edward uciekając przez dżunglę przed czymś ogromnym. Nagle słyszał przerażający ryk, żeby następnie usłyszeć śmiech człowieka. Wydawało mu się że słyszał śmiech kobiety. Twarz mu zbladła gdy tylko usłyszał jak coś przedziera się tuż za nim w zaroślach. Obracając się zobaczył tylko 4 oczy bestii w ciemności. Nagle Edward z przerażeniem odkrył że wybiegł wprost w przepaść. Gdy spojrzał w dół zobaczył TO. Zobaczył jak ta bestia rozwiera paszczę pęłną ostrych zębów. Gdy już miał wpadać do paszczy bestii, ktoś go obudził. Edward cały spocony obejrzał się nerwowo szukając tej bestii, która w jego koszmarze ścigała go z zamiarem rozszarpania na strzępy. Z ulgą zobaczył że to był tylko sen. -Nic panu nie jest?- spytał zaniepokojony pracownik Edwarda. -Nie, nic...miałem po prostu koszmar- odpowiedział Edward wycierając chusteczką swoje spocone czoło.- Miałem bardzo zły koszmar. Był tak realny. Był tak rzeczywisty... Po powrocie do domu Edward w ogóle nie spał. Bał się wracać co koszmaru, gdzie czekała by ta bestia i tajemnicza postać. Po 3 godzinach próby niezaśnięcia, świat snów przywitał go z rozłożonymi rękami. W jednej chwili miał spokojny sen, by następnie znaleźć się w mieście azteckim. Edward znajdował się na szczycie jednej z piramid azteckich. Leżał na kamiennym stole. Wokół piramidy znajdował się tłum mieszkańców miasta. Nagle część z nich się rozeszło się tworząc w środku tego tłumu ścieżkę. Nagle oczy Edwarda zobaczyły jak ta bestia która go goniła wtedy w dżungli idzie do niego. Rządna krwi bestia nagle znalazła się nad jego głową. Ślina besti kapała mu wprost na spocone czoło. Bestia zbliżyła swoją paszczę do brzucha Edwarda. Po chwili która dla niego była wiecznością, bestia zaczęła rozrywać jego brzuch. Bestia pożerała jego brzuch ku uciesze mieszkańców wioski. Edward chiał umrzeć, lecz ciągle był żywy widząc jak bestia zaczęła pożerać ostatnie metry jego jelit. Gdy bestia skończyła zjadać wnętrzności z brzucha, zabrała się za klatkę piersiową. Z przerażeniem w oczach Edward mógł tylko patrzeć jak bestia patrzy na niego swymi czterema oczami podczas posiłku. Gdy bestia skończyła zjadać jego klatkę piersiową przygotowywała się do pożarcia jego głowy. Lecz Edward nagle się obudził cały spocony, zbudzony swym budzikiem. Gdy szykował się do wyjścia zobaczył coś co go przeraziło. Na prawej ręce miał ślady, jakby coś dużego przejechało swymi pazurami po ręce. Nagle przypomniał sobie swój koszmar. Przypomniał sobie to, że kiedy bestia zjadała jego klatkę piersiową przejechał swymi pazurami po jego prawej ręce. Przerażony pobiegł do szpitala. Tam go opatrzyli i mógł wrócić do pracy. -Czemu tak długo ciebie nie było? Co ci się stało?- zapytał się Piotrek. Piotrek był najlepszym przyjacielem Edwarda. Był on średniego wzrostu mężczyzną o krótkich jasno-brązowych włosach i niebieskich oczach. -Słuchaj... czy kiedykolwiek miałeś tak że podczas snu jakaś "bestia" przejechała ci pazurami po ręce, żeby potem następnego dnia zobaczyć te same ślady- powiedział przerażony Edward. -Nie. To nie jest raczej normalna sprawa- powiedział Piotrek, po czym zaczął iść do wschodniego skrzydła muzeum.- Aha! Byłbym zapomniał! Szkielet, który znalazłeś, jest już złożony. Jak się okazało to coś miało dwa ogony! -Jak to dwa? Przecież były tylko kręgi jednego ogona- powiedział zdziwiony Edward. -No dwa- powiedział śmiejąc się Piotrek. Edward po rozmowie poszedł do zachodniego skrzydła muzeum gdzie była jego pracownia. Gdy tak szedł do swej pracowni usłyszał rozmowę innych profesorów. To co usłyszał przeraziło go. Usłyszał o znalezieniu rozszarpanych zwłok swojego pracownika, który pomagał mu przy transportowaniu szkieletu tajemniczego stworzenia. Wiedział że to jego wina. Wiedział że ta sama bestia która dręczy go w koszmarach zabiła go. - Czyli teraz poluje na innych. Przeklęty szkielet!- pomyślał Edward. Gdy Edward wchodził do swojej pracowni zobaczył czaszkę stworzenia z grobowca. Obok czaszki była notatka. Podpisał kustosz muzeum. Edward rozejrzał się po swojej pracowni. Pracownia to była średniej wielkości sala, której znaczną część zajmowały pułki z książkami. Zamknął drzwi z szybą. Poszedł do czaszki i usiadł na krześle. Po wczesnym przeglądzie zobaczył że czaszka wygląda jak u dużych jaszczurek z przed 25 tys. lat. Lecz były masywniejsze. Jak u Gigantozaurów. Gigantozaur to jeden z największych drapieżników lądowych. Obecnie uważa się jego szczęki za najsilniejsze. Z przerażeniem patrzył na zęby. Wyglądały jak zęby bestii z koszmarów. Jeszcze bardziej przerażony był gdy zobaczył że czaszka ma cztery oczodoły. Dwa z jednej strony czaszki i dwa z drugiej. Nagle słyszy z korytarza hałas. Otworzył drzwi, żeby wyjrzeć co robi ten hałas. Przerażony patrzy na wielkiego jaszczura który teraz patrzył na niego swymi czteroma oczyma. Na czubku głowy miał mnóstwo piór, tak samo było na szyj. Plecy były całe obrośnięte kolcami. Łapy miał masywne. Z wielkimi pazurami. W przeciwieństwie do zwierząt znanych ludzkości miał dwa ogony. Skóra miała czerwonawy kolor, który przeplatał się z zielonym kolorem pleców. Oczy wyglądały jak u waranów z komodo. W jednej chwili bestia ruszyła na Edwarda, który w jedną sekundę zamknął drzwi. Bestia próbowała wy warzyć drzwi, gdy ten sobą barykadował drzwi. -Kurwa! To te same stworzenie jakie znalazłem w grobowcu!- wykrzyczał przerażony.- Jeśli zaraz czegoś nie zrobię to coś mnie dorwie! Edward spojrzał za siebie i przez szybę zobaczył jak to coś cofa się by z rozpędem władować się na drzwi. -Kurwa! POMOCY! POMOCY!- zaczął krzyczeć na cały głos. Jego prośby o pomoc rozchodziły się po całym skrzydle. Po 30 minutach trzymania drzwi, Edward się poddał. Już miał witać śmierć w objęciach, lecz ku jego zaskoczeniu drzwi otworzyła Barbara. -Porąbało ciebie człowieku?!- Wykrzyczała Barbara na Edwarda.- Najpierw krzyczysz na cały głos pomocy, a potem blokujesz drzwi?! -Nic nie rozumiesz! Tu coś było! To było to stworzenie, które znalazłem w Ameryce środkowej!- wykrzyczał Edward próbując się wytłumaczyć. -Jak tu znalazło by się to stworzenie? Czy ty coś brałeś? -Nic nie brałem! Uwierz mi na słowo!- powiedział Edward. Barbara znów poszła do swojej pracowni. Edward się rozejrzał. Nigdzie nie było śladów tego stworzenia. Wyglądało jakby nigdy tu nie było tego stworzenia. Przerażony wrócił do pracowni. Spojrzał przez okno i zobaczył jak to stworzenie znika w koronach drzew. -Czy to kurwa się wspięło po drzewie w parku?! I nikt tego nie widział?! Co się dzieje?!- wykrzyczał zdziwiony Edward. Gdy Edward wracał do domu, ciągle czuł jak ktoś go obserwuje. Ciągle się rozglądał w poszukiwaniu obserwatora. Nikogo nie widział. Po powrocie poszedł znów spać. Obudził się znów leżąc na kamiennym łożu na szczycie azteckiej piramidy. Obok jego kamiennego łoża stała średniego wzrostu latyno-amerykanka. Była skąpo ubrana, cóż ubrania zasłaniały tylko piersi i części intymne. Na twarzy nosiła maskę. Całe ciało miała wytatuowane we plemienne wzory. W rękach miała typową broń typową dla azteków, była to maczuga z kawałkami zaostrzonego obsydianu. Kobieta podeszła do Edwarda, zrobiła zamach i uderzyła z całej siły w nogi Edwarda. Edward spojrzał i zobaczył jak jego nogi rozdziela od torsu maczuga tajemniczej postaci. Postać następnie zaczęła przepoławiać jego ciało na małe paski. Edward z bólem i przerażeniem patrzył jak zamaskowana kobieta zaczyna podchodzić do jego głowy. Wciąż żywy i cierpiący Edward tylko mógł patrzeć jak kobieta robi zamach... Nagle Edward się obudził na dźwięk dzwonka. Zobaczył za drzwiami Piotrka. -Piotrek? Cześć- powiedział zaspany Edward. -Edward co ci jest?- zapytał zaniepokojony Piotrek widząc spoconego Edwarda, który trzymał się brzucha z bólu. -Nie uwierzysz- powiedział po czym razem weszli do salonu.- Miałem koszmar o latynosce, z czasów azteków. Zaczęła mnie przerabiać na równe pasy mięsa. Teraz gdy się obudziłem boli mnie wszystko w miejscach gdzie mnie ćwiartowała. -Myślisz że to ma związek z kolejną ofiarą?- zapytał Piotrek Edwarda. -Jaka ofiara?-spytał zaniepokojony Edward. -Twój pracownik, który był z tobą podczas tej wyprawy został brutalnie zamordowany. Jego zwłoki były poćwiartowane. Część jego ciała zniknęła bez śladu- powiedział Piotrek. -Kurwa... Chyba się domyślam co się stało z niektórymi kawałkami...- powiedział Edward drżącym głosem. - Że co niby?- spytał się Piotrek. -Nic... Nic takiego- skłamał Edward. Domyślał się że to sprawka tej kobiety i tego jaszczura. -Ja muszę już lecieć. Cześć- powiedział Piotrek. -Cześć. Tej nocy Edward nie mógł zasnąć. Nie mógł zasnąć z myślą jakie to tym razem okropieństwa ją czekają. Następnego dnia Edward poszedł do pracy niewyspany. Po 3 godzinach pracy, znów usłyszał ten sam hałas jak wczoraj. Już chciał znowu barykadować drzwi lecz przeszkodziła mu postać opierająca się o okno. -Witaj.- powiedziała zadowolonym głosem kobieta, która wyglądała tak samo jak we śnie Edwarda. -Ty...co tu robisz?- wykrzyczał przerażony Edward patrząc na kobietę z przerażeniem. -Chcę tobie podziękować. Dzięki tobie ja i mój Depredador, mój skarb, jesteśmy wolni...- powiedziała śmiejąc się zamaskowana kobieta.- Byliśmy uwięzieni przez tych najeźdźców w tamtym grobowcu. Ty nas uwolniłeś. Dziękuję tobie. -Dziękujesz?! Tak mi dziękujesz! Nasyłasz na mnie tego... Depredadora i mówisz że to podziękowania?!- wykrzyczał Edward na kobietę, która lekko rozsunęła maskę odsłaniając swą maskę aż do oczu. Na twarzy widniał uśmiech. -No cóż... klątwa to klątwa. Musisz cierpieć niestety za to. A teraz żegnaj. Niech mój skarb się tobą zajmie. Nagle jaszczur znów próbował przebić się przez drzwi. Edward znów musiał sobą barykadować drzwi. Bestia ryczała, warczała, drapała w drzwi. Usłyszała to Barbara. Podeszła do części korytarza na której była bestia nieświadomie. Bestia ku jej przerażeniu rzuciła się na nią. Rozrywał jej ciało na strzępy. Machał nią jak szmacianą lalką. W jednej sekundzie bestia zniknęła gdy ktoś słysząc krzyki wyszedł. Od razu wezwano ochronę i karetkę. Gdy karetka już dotarła, kobieta już dawno nie żyła. -Więc tak- powiedział policjant.- Mamy tu rozszarpaną kobietę, która nazywa się Barbara. Kto to zrobił? - Nie wiadomo. -A macie tu monitoring?-spytał się policjant. -Tak, ale to trochę zajmie, zanim pan je zobaczy. -No dobrze- powiedział. Wtedy Edward wpadł na pomysł. -Oni pewnie będą tu przychodzić, żeby mnie znaleźć! Zamienię się z kimś z salą! Ja będę spokojnie pracował szukając wyjścia z tej sytuacji, a oni zajmą się mymi kolegami. Następnego dnia Edward zamienił się z Maćkiem na pokoje. Po chwili usłyszano ryk. Dźwięk przebijania się przez drzwi. Krzyk i ryk. A następnie znaleziono tylko rozerwane zwłoki Maćka. Edward był zadowolony. Nie domyślili się że tym razem był w tym pokoju. Od tego momentu przez 4 dni zamieniał się z salami z przyjaciółmi. Nie spał także przez te 4 noce. Zawsze działało. Aż do czasu gdy policja dostała zapisy monitoringu. -A więc to on- powiedział policjant po obejrzeniu nagrań. -Kto?- spytał kustosz muzeum. -Rozpoznaje pan tego człowieka? -Tak! To Edward!- wykrzyczał zaskoczony kustosz. -Wie pan gdzie mieszka?- spytał funkcjonariusz kustosza. -Oczywiście tu pan ma adres. -Dziękuję. Do widzenia. W domu Edward zaskoczony widzi policję pod jego drzwiami. -Dzień dobry. Czy pan to Edward?- zapytał policjant. -Tak. O co chodzi- zapytał zmieszany Edward. -Jest pan oskarżony o zamordowanie 5 może 7 osób- mówi policjant. -Ale... Nagle Edward słyszy ten ryk. Rzuca się do ucieczki. Policja zaczyna pościg za nim. Gdy Edward wskakuje do auta i je odpala widzi za sobą nie tylko policję, lecz widzi także zamaskowaną kobietę która dosiada tą bestie. Edward zaczyna jechać tak szybko jak może. Wyjeżdża z miasta. Za sobą widzi tylko jak Depredador jest tuż, tuż. Nagle stwór przewraca auto Edwarda. Edward wyczołguje się z wraku. Przebiega parę metrów. Nagle jego drogę blokuje wielki jaszczur. Jednym ogonem uderza w jedną nogę, a drugim w drugą. Jeździec schodzi z cielska bestii. Rękę ma ku górze na wysokości głowy. Bestia stoi szykując się do ataku. Z oddali słychać coraz bardziej syreny radiowozów. - Jesteś taki ciekawy!- wykrzyczała kobieta.- Zdradzę ci pewien sekret. Wiesz co zawszę mówię swym ofiarom? Kobieta się prostuje. Syreny stały się głośniejsze. -Lorem melle- mówi kobieta po czym daje znak swej bestii do ataku. Zakończenie: Powiem tak. Niektórzy twierdzą że Depredador zjadł Edwarda. Inni twierdzą że na czas przyszła policja, która zmusiła do wycofania się kobiety i Depredadora. I że teraz siedzi on bezpieczny w więzieniu. Inni twierdzą że cudem uciekł i teraz żyje w ciągłym w strachy. Wierzcie w co chcecie. Monitoring pokazał nie wielkiego jaszczura pożerającego wszystkich, lecz Edwarda który zabijaj i zjadał ich. Wiemy na 100% jedno. To co przywiózł ze sobą Edward teraz panoszy się po Polsce. Zabijane są kolejne osoby w ten sam sposób jak Edward tłumaczył swój pierwszy koszmar. To co przywiózł z Ameryki środkowej stało się naszą klątwą... _____________________________________________________________________________________________________________________________________________________ Oficjalny theme song Depredadora: Kategoria:Opowiadania Kategoria:Legendy miejskie
|