| rdfs:comment
| - Srebrzystym strumykiem szemrzącym modlitwą Przepływa w łódeczce z rąk moich sam Bóg. Pomija milczeniem zaciekła gonitwę: Gdy biegnę wciąż za Nim, by paść Mu do nóg. On nie wie, że stoi na mych mokrych dłoniach, Nie mówcie Mu także, że mniejszy niż kot Nie może sam wskoczyć na białego konia - - Zbawienia wykrzyczeć świetliście w sam mrok. Więc drepta wciąż w kółko, pociąga wciąż nosem, Nierzadko też szarpnie za swój boski wąs... I smutno mi słuchać, gdy zlęknionym głosem Obwieszcza Bóg ciszy swój za wstrząsem wstrząs... Image:CC-BY-SA icon.svg cc-by-sa
|
| abstract
| - Srebrzystym strumykiem szemrzącym modlitwą Przepływa w łódeczce z rąk moich sam Bóg. Pomija milczeniem zaciekła gonitwę: Gdy biegnę wciąż za Nim, by paść Mu do nóg. On nie wie, że stoi na mych mokrych dłoniach, Nie mówcie Mu także, że mniejszy niż kot Nie może sam wskoczyć na białego konia - - Zbawienia wykrzyczeć świetliście w sam mrok. Więc drepta wciąż w kółko, pociąga wciąż nosem, Nierzadko też szarpnie za swój boski wąs... I smutno mi słuchać, gdy zlęknionym głosem Obwieszcza Bóg ciszy swój za wstrząsem wstrząs... Już chciałem troskliwie Go schować w mą kieszeń, Lecz nagle odwraca się, mówiąc mi: "Stój, Posłuchaj słów, które z ciemności wiatr niesie" - - Pojąłem, że Bóg ten - tak drobny - jest mój. Image:CC-BY-SA icon.svg cc-by-sa
|