About: dbkwik:resource/it_wLeOhJixhQxbLUzP1vg==   Sponge Permalink

An Entity of Type : owl:Thing, within Data Space : 134.155.108.49:8890 associated with source dataset(s)

AttributesValues
rdfs:label
  • Miasto pływające/12
rdfs:comment
  • A naprzód dla zachowania święta, lubo pogoda była prześliczna i wiatr sprzyjający, kapitan nie kazał rozwieszać żagli. Byliby zyskali kilka węzłów, lecz to byłoby „improper”. Cieszyłem się bardzo, że dozwolono kołom i linii śrubowéj odbywać swe obroty powszednie, codzienne. A kiedy się pytałem o powód takiéj tolerancyi jednego zapalonego purytanina ze statku: — Panie — odrzekł mi poważnie, trzeba szanować to, co pochodzi wprost od Boga. Wiatr jest w jego ręku, a para w rękach ludzkich!
dbkwik:resource/JvmuHjXQYc_EMmq-yMXeWg==
dbkwik:resource/WglBShsp9V9mYtToH6YeZw==
  • Rozdział XII
dbkwik:resource/X7l0opWu667RHDeQudG4LA==
adnotacje
  • Dawny|1872 r
dbkwik:wiersze/pro...iPageUsesTemplate
Autor
  • Juliusz Verne
abstract
  • A naprzód dla zachowania święta, lubo pogoda była prześliczna i wiatr sprzyjający, kapitan nie kazał rozwieszać żagli. Byliby zyskali kilka węzłów, lecz to byłoby „improper”. Cieszyłem się bardzo, że dozwolono kołom i linii śrubowéj odbywać swe obroty powszednie, codzienne. A kiedy się pytałem o powód takiéj tolerancyi jednego zapalonego purytanina ze statku: — Panie — odrzekł mi poważnie, trzeba szanować to, co pochodzi wprost od Boga. Wiatr jest w jego ręku, a para w rękach ludzkich! Oczywiście musiałem się zadowolnić jego zdaniem i przypatrywałem się temu, co się działo na okręcie. Cała słu­żba okrętowa, była w całéj paradzie i ubrana nadzwyczaj czysto. Nie zadziwiono by mię wcale, mówiąc że palacze pra­cują w czarnych ubraniach. Oficerowie i inżynierowie mieli na sobie najparadniejsze uniformy ze złotemi guzikami. Trze­wiki połyskiwały blaskiem brytańskim, i rewalizowały z natężo­nem promieniowaniem kaszkietów ceratowych. Wszyscy ci tędzy ludzie ubrani i uczesani, wyglądali jakby wyszli z pu­dełka. Kapitan i jego podkomendny dawali przykład, w rękawiczkach świeżych, zapięci po wojskowemu, błyszczący i wy­perfumowani, przechadzali się po pokładzie, czekając godziny nabożeństwa. Morze było wspaniałe i jaśniało pod pierwszemi promie­niami wiosny. Nie było widać żadnego żagla. Great-Eastern sam jeden zajmował punkt matematyczny wśród tego obszer­nego horyzontu. O godzinie dziesiątéj dał się słyszeć dzwon bijący wolno i w regularnych przestankach. Dzwonił nim sternik w paradnem ubraniu i wydobywał z tego dzwonu ja­kieś tony religijne, a nie owe dźwięki metaliczne, któremi to­warzyszył gwizdawce kotłów, kiedy parostatek płynął wśród mgły. Mimowolnie szukało się wzrokiem dzwonu parafijalnego zwołującego na mszę. W téj chwili liczne grupy pokazały się we drzwiach z tyłu i z przodu okrętu. Mężczyzni, kobiety i dzieci ubrali się starannie z powodu téj okoliczności. Bulwary w krótce się zapełniły. Przechadzający zamieniali z sobą skromne ukło­ny. Każden trzymał w ręku książkę do nabożeństwa, a wszys­cy oczekiwali ostatniego uderzenia dzwonu oznajmującego rozpoczęcie modłów. Widziałem wówczas niesione stosy bi­blij, nałożonych na blacie, który służył zwykle do roznoszenia potraw. Biblije te rozstawione zostały po stolach kaplicy. Kaplica była to duża sala jadalna z przodu okrętu, która zewnętrznie przez swoję długość i regularność przypominała pałac Ministerstwa Finansów na ulicy Rivoli. Wszedłem. Wiernych siedzących przy stołach była wielka liczba. Głębo­ka cisza panowała wśród zebranych. Oficerowie zajmowali część przednią kaplicy: Pomiędzy niemi przewodził kapitan Anderson jak pastor. Mój przyjaciel Dean Pitferge usiadł obok mnie. Małe jego przenikliwe oczy biegały po tem całem zebraniu. Domyślam się, że on tam był więcej z ciekawości jak z nabożeństwa. O w pół do jedenastej kapitan wstał i rozpoczął modlitwy. Czytał po angielsku jeden rozdział ze starego testamentu, wyjęty z drugiej księgi Mojżeszowéj. Po każdem wierszu obecni mruczeli wiersz następny. Słychać było wyraźnie, jak ostry sopran dzieci i mezzo-sopran kobiet, oddzielał się od barytonu mężczyzn. Ta rozmowa biblijna trwała blizko pół godziny. Ceremonija ta bardzo skromna a zarazem bardzo podniosła, dokonywała się z prawdziwie purytańską powagą; a kapitan Anderson sprawujący obowiązek pastora na okręcie, wśród tego bez granicznego oceanu i mówiący do tego tłumu zawieszonego nad przepaścią, miał prawo do szacunku nawet u najbardziej obojętnych. Gdyby się nabo­żeństwo ograniczyło było na czytaniu, byłoby dobrze, lecz po kapitanie wystąpił kaznodzieja, który nie mógł przenieść na sobie, żeby nie wnieść namiętności i gwałtowności tam, gdzie powinna panować tolerancyja i zebranie ducha. Był to wielebny, o którym już wzmiankowaliśmy, ów mały czło­wiek ruchliwy, ów intrygant Yankee, jeden z owych mistrzów których wpływ jest tak wielki w stanach Nowej Anglii. Miał już kazanie przygotowane, a że się dobra nadarzyła sposo­bność, chciał je zużytkować. Kochany Yorick czyżby nie tak samo postąpił? Spojrzałem na doktora Pitferge'a. Doktór Pitferge ani mrugnął, wydawał się przysposobionym do znie­sienia zapału kaznodziei. Ten zaś zapiął poważnie swój czarny surdut, położył ka­pelusz jedwabny na stole, wyciągnął chustkę, którą lekko do­tknął ust i obejmując zebranych kolistem spojrzeniem: „Na po­czątku rzekł, Bóg stworzył Amerykę w przeciągu sześciu dni, siódmego odpoczął.” Ledwie to posłyszałem byłem, już u drzwi.
Alternative Linked Data Views: ODE     Raw Data in: CXML | CSV | RDF ( N-Triples N3/Turtle JSON XML ) | OData ( Atom JSON ) | Microdata ( JSON HTML) | JSON-LD    About   
This material is Open Knowledge   W3C Semantic Web Technology [RDF Data] Valid XHTML + RDFa
OpenLink Virtuoso version 07.20.3217, on Linux (x86_64-pc-linux-gnu), Standard Edition
Data on this page belongs to its respective rights holders.
Virtuoso Faceted Browser Copyright © 2009-2012 OpenLink Software