| rdfs:comment
| - Nie potrafię przypomnieć sobie, jak dawno to było. Mogłam mieć wtedy 3 lata, może trochę więcej. Byłam bardzo cichym, nieśmiałym i wrażliwym dzieckiem. Ale to mało istotne. Cóż, różne wydarzenia mają to do siebie, że po jakimś czasie się o nich zapomina, ale wystarczy tylko wspomnieć o czymś związanym z nimi i coraz więcej sobie o nich przypominamy. Chyba, że tylko ja tak mam... Fakt faktem, nie jest to kolejna historia o nawiedzonej kasecie, demonie porywającym dzieci przez ekran telewizora, czy masowych samobójstwach popełnionych po obejrzeniu tego serialu.
|
| abstract
| - Nie potrafię przypomnieć sobie, jak dawno to było. Mogłam mieć wtedy 3 lata, może trochę więcej. Byłam bardzo cichym, nieśmiałym i wrażliwym dzieckiem. Ale to mało istotne. Cóż, różne wydarzenia mają to do siebie, że po jakimś czasie się o nich zapomina, ale wystarczy tylko wspomnieć o czymś związanym z nimi i coraz więcej sobie o nich przypominamy. Chyba, że tylko ja tak mam... Wróćmy do czasów mojego dzieciństwa. Z perspektywy małej, lekko zagubionej dziewczynki pamiętam swojego tatę jako osobę bardzo charakterystyczną. Surowy rodzic, poważny człowiek, z drugiej strony słuchał disco i oglądał głupkowate programy w telewizji. Po powrocie z kościoła w niedzielę siadaliśmy rodzinnie przed ekranem, a tata, jako najważniejszy w domu, miał prawo do wybierania kanału. Był to czas kaset VHS. Mieliśmy też dekoder, na którym nie było zbyt dużo (jedna albo dwie) stacji z serialami dla dzieci. Ale wspaniałomyślny tata zawsze wpadał na jakieś ciekawe pomysły. Podłączał antenę i wyszukiwał zagranicznych kanałów. Mój starszy brat, jako najbardziej zainteresowany w technicznych nowinkach, lubił grzebać przy nagrywarce wideo i często nagrywał bezsensowne programy. Tak bez powodu, żeby tylko pozapełniać kasety. Teraz jestem "trochę" starsza, wyprowadziłam się od rodziców. Często ich odwiedzam, ale ostatnio przypomniało mi się, że na jednej z kaset nagrany był koncert zespołu, który bardzo lubiłam w dzieciństwie i chciałam sprawdzić, czy nadal wzbudza we mnie takie emocje, jak kiedyś. Mieszkałam dość daleko, najpierw dojeżdżałam autobusem, potem pociągiem i jeszcze kawał drogi z dworca do rodziców. Dlatego postanowiłam u nich zostać na weekend i powspominać, oglądając na wideo stare kasety. Było ich całkiem dużo, ucieszyłam się. Odcinki ulubionych bajek mojego brata i mnie, horrory nagrywane przez moją mamę, durne reality-show popularne w tamtym okresie. Po prostu kwintesencja dzieciństwa. W pewnym momencie poczułam dziwny ścisk w żołądku. Nie wiedziałam, co go wywołało. Przecież materiał na kasecie był całkowicie normalny. Był to jeden z odcinków jakiegoś serialu dla młodzieży, też nagrany pewnie przez brata. W środku epizodu jednak ktoś przełączył kanał, i jeszcze raz. Powtarzał to, póki nie doszedł do zagranicznych stacji. Tutaj też przeskakiwał z jednego na drugi. Ta stacja śnieżyła, ale osoba oglądająca została na niej. Serce zaczęło mi bić. Boże, pamiętam ten kanał! Widocznie ktoś doskonale wiedział, kiedy zaczynało się to okropne "show". Od razu poznałam to kolorowe, psychodeliczne wręcz, tło i muzykę, która do tej pory przyprawia mnie o dreszcze. Z lewej strony ekranu wyłoniła się pacynka przedstawiająca mężczyznę w żółtym swetrze. Tańczył i zdawało się, że śpiewał. W tym, że postać ta miała tak niepokojącą twarz, że bałam się jej, kiedy byłam mała. Nie było to nic szczególnie strasznego, nie było krwi, zmasakrowanych ciał, nie było potworów, upiorów, czy czegokolwiek w tym stylu. Jednak połączenie migających kolorów, szybkiej elektronicznej (nieprzyjemnej dla ucha) muzyki oraz tańczących pacynek, wlepiających swój tępy wzrok, uśmiechając się wstrętnie do widza, działało na mnie po prostu źle (za młodu, jak i obecnie). Marionetki poruszały się bardzo nienaturalnie, sprawiały wrażenie dość zdenerwowanych lub przerażonych, jakby rozglądały się z obawą, że coś je obserwuje. Pragnę wspomnieć, że miewałam w nocy koszmary o kukiełkach z wielkimi głowami, które po prostu patrzyły na mnie. Patrzyły i wykrzywiały swe usta w szyderczym uśmiechu. Fakt faktem, nie jest to kolejna historia o nawiedzonej kasecie, demonie porywającym dzieci przez ekran telewizora, czy masowych samobójstwach popełnionych po obejrzeniu tego serialu. Widocznie byłam zbyt młoda, by zapamiętać ten program, jednak zakodowało się to w mojej podświadomości na tyle, by, oglądając to po około 20 latach, nadal czuć niepokój i ciarki przechodzące po moim ciele. Wspomnienia wróciły, a wraz z nimi lęki i koszmary z dzieciństwa. Kategoria:Telewizja Kategoria:Opowiadania Kategoria:Legendy miejskie
|