| rdfs:comment
| - Dalej, bracia, do ordynku! dalej! Ze stu wieżyc brzmi pożarny dzwon! Naokoło świat się, widać, pali, Jęk i rozpacz płynie z bratnich stron! Ponad ziemią, tam, ku wyżom nieba, Łuną bije potok krwawych łez: Walnej dłoni do ratunku trzeba, Walni, spieszmy kłaść nieszczęściu kres... A kto chciałby nałożyć nam pęta, Kto by stanął w poprzek naszych dróg, Moc toporów naszych popamięta, Ten zuchwały, ten niegodny wróg... Sczezłeś, bracie, gdy w więzach masz ducha, Gdy w kajdany skutą rękę masz: Wolny strażak tylko wówczas słucha, Gdy mu twardą trzeba spełniać straż...
|
| abstract
| - Dalej, bracia, do ordynku! dalej! Ze stu wieżyc brzmi pożarny dzwon! Naokoło świat się, widać, pali, Jęk i rozpacz płynie z bratnich stron! Ponad ziemią, tam, ku wyżom nieba, Łuną bije potok krwawych łez: Walnej dłoni do ratunku trzeba, Walni, spieszmy kłaść nieszczęściu kres... A kto chciałby nałożyć nam pęta, Kto by stanął w poprzek naszych dróg, Moc toporów naszych popamięta, Ten zuchwały, ten niegodny wróg... Sczezłeś, bracie, gdy w więzach masz ducha, Gdy w kajdany skutą rękę masz: Wolny strażak tylko wówczas słucha, Gdy mu twardą trzeba spełniać straż... Niech nas kręgiem śmiertelnym otoczy Ten płomieni szalejący wąż: Mimo dymu, co nam wyżre oczy, Nie ustąpim, wierni sobie wciąż — Wierni hasłu, że kto życie swoje Raz już w służbę świętej sprawy dał, Poprzez trudy ten pójdzie i znoje, Poprzez gruzów i poległych wał. Wasi zawsze, wam składamy dusze, Nasze serca i rąk naszych moc, Gdy w pożaru strasznej zawierusze W dzień nieszczęścia przemienia się noc. Niechaj świat się samolubstwem plami, Samolubni myśmy tylko w tem: Aby czujną mieć pieczę nad wami, Gdy wy błogim spoczywacie snem. Po rozłogach, po przestworach leje Groźne dźwięki wielki dziejów dzwon, Powstające obwieszcza nadzieje, Śmierć niewoli i podłości skon. Strasznej walki godziny wybiły — Do tej walki hej! jak jeden mąż Z wami, razem ile starczą siły, Walni, wolni, wierni, wasi wciąż! Image:PD-icon.svg Public domain
|