| rdfs:comment
| - Z wiedźm i strachów koczowiska zstępujemy na niziny, i na nowo stopy nasze po czemś depcą pozytywnem. Precz upiory, mary nocne, gorączkowe precz widziadła! Czas już trzeźwo i rozsądnie znów się zająć Atta Trollem. Przy piastunach w gawrze leży stary myś, i sprawiedliwych odpoczywa snem i chrapie; ażci zbudzi sie i ziewnie. Kucnął przy nim Jednouszek i markotnie w łeb się skrobie jak poeta, co na kłykciach licząc zgłoski, rymu szuka. Obok leżą zaś na grzbietach rozmarzone niewiniątka, czworonożne, senne lilje, Atta Trolla- drogie dziewy. Białe wy, niedźwiedzie córy! W duszy pączkach, jakież tkliwe, słodkie roją się tęsknice? Łza zwilżone rzęsy wasze. Zwłaszcza jedna z nich, najmłodsza, snać najrzewniej we śnie marzy; połechtane błogo serce moc przeczuwa już Kupida. Ach, małego bożka grot wą
|
| abstract
| - Z wiedźm i strachów koczowiska zstępujemy na niziny, i na nowo stopy nasze po czemś depcą pozytywnem. Precz upiory, mary nocne, gorączkowe precz widziadła! Czas już trzeźwo i rozsądnie znów się zająć Atta Trollem. Przy piastunach w gawrze leży stary myś, i sprawiedliwych odpoczywa snem i chrapie; ażci zbudzi sie i ziewnie. Kucnął przy nim Jednouszek i markotnie w łeb się skrobie jak poeta, co na kłykciach licząc zgłoski, rymu szuka. Obok leżą zaś na grzbietach rozmarzone niewiniątka, czworonożne, senne lilje, Atta Trolla- drogie dziewy. Białe wy, niedźwiedzie córy! W duszy pączkach, jakież tkliwe, słodkie roją się tęsknice? Łza zwilżone rzęsy wasze. Zwłaszcza jedna z nich, najmłodsza, snać najrzewniej we śnie marzy; połechtane błogo serce moc przeczuwa już Kupida. Ach, małego bożka grot wątłe przeszył jej futerko. Raz spojrzawszy - pokochała. Kogo kocha? - Ha, człowieka! Ideałem jej - to człowiek. W toku wielkiej rejterady zjawił się pewnego ranka zbieg, w przelocie przez te góry. Bohaterów kieska - słaba wzrusza płeć. A z bladych zbiega lic, ponuro (jak zazwyczaj), niedostatek wiał mamony. Cały jego skarb wojenny, przemycony do Hiszpanii, (złoty jeden, groszy dziesięć) łupem stał się Espartera. Żeby choć zegarek! Gdzie tam. W Pampelunie on, w lombardzie - a rodzinna to pamiątka, cenna, z rzetelnego srebra. Zbieg rozpuścił długie nogi; w pędzie jednak nieświadomie więcej zdobył, niżby wielką wygrał bitwę. Zdobył serce. O nieszczęsna! A więc kocha - odwiecznego kocha wroga. Wściekły ojca byłby mruk, gdyby dociekł tajemnicy. Jako zasię Odoardo, w mieszczanina świętej dumie, córy przeszył pierś Emilii - tak i Atta Troll Galotti Raczej śmierćby zadał córze, dusząc ją własnemi łapy - aniżeli paśćby miała na książęce gacha łono! Lecz w tej chwili, dziwną miękkość czuje w duszy. Różę stargać, nim ją cyklon odrzy z liści, jakoś nie ma dziś ochoty. Miękko tedy nastrojony w gawrze leży Atta Troll; niby w skonu mdłem przeczuciu, do lepszego tęskni świata. Dziatki! - (westchnie, i łzy nagle z dużych mu pociekną oczu) - Dziatki! Ziemskiej mej pielgrzymki nadszedł kres - rozłąki termin. W przedobiedniej oto drzemce, sen mnie dzisiaj zszedł proroczy; słodko duszę mi poiło rychłej śmierci przewidzenie. Lubo jam ci nie przesądny niedźwiedź-bajczarz - między niebem a ta ziemią są, zaprawdę, niepojęte mędrkom rzeczy! Więc nad losem i nad światem medytując rozziewany, nagłem usnął. Ażci spojrzę: pod olbrzymiem leżę drzewem - A z konarów jego biały kapie miodek. Że zaś prosto kapał mi w otwartą gębę, ach, niebiańska czułem rozkosz! Błogo w górę zagapiony, patrzę - a po drzewa czubku, tam i nazad, wciąż się ślizga z siedem drobnych niedźwiedziątek. Cacka, wątłe to stworzonka; a futerka ich różowe w dwa, u grzbietu jedwabiste skędzierzały się skrzydełka. Jak z jedwabiu miały lotki różowiutkie te piastuny, i z nadziemskim fletni dźwiękiem, cienko, słodkie piały trele! A gdy piały, skóra na mnie lodem skrzepła - lecz ze skóry duch mój wydarł się płomieniem i promienny wzleciał w niebo. * Rzewnym tak, złamanym krzakiem prawił Atta Troll. Na chwilę żal pogrążył go w milczeniu — alić nagle drgnął, uszyma strzyżąc wielce osobliwie. Porwie się - i drżąc z radości, uniesienia zagrzmi rykiem: Ha - ten mruk! Słyszycie, dziatki? Dziatki! Waszej to macierzy słodki głos. To on - poznaję drogiej mojej Mummy mruk. Mummo!... Czarna moja Mummo!... Z temi słowy, jak szalony, ku własnemu zatraceniu wypadł Atta Troll z pieczary. Ach, ku własnej pobiegł zgubie!
|