About: dbkwik:resource/ohotjJJ-8LMJ5doAeMYB6Q==   Sponge Permalink

An Entity of Type : owl:Thing, within Data Space : 134.155.108.49:8890 associated with source dataset(s)

AttributesValues
rdfs:label
  • Podróż do Bieguna Północnego/I/19
rdfs:comment
  • Zmienność wiatru na morzach północnych jest faktem uwagi godnym; nieraz się zdarza, iż jedna chwila tylko dzieli najpiękniejszą pogodę, od burzy rozwścieczonej. Tego właśnie doświadczył na sobie kapitan Hatteras, w dniu 23 czerwca, wśród ogromnej zatoki. Inny był już teraz widok zatoki. Potęga fali i wichru poodrywała od lodowisk mnóstwo gór płynących teraz ku północy, krzyżujących się we wszystkich kierunkach. Nie trudno było ich uniknąć z powodu szerokości zatoki, a widok był wspaniały. Ogromne te massy pędzone różną szybkością, zdawały się ścigać w biegu na przestronnej arenie.
Tytuł
  • |1
dbkwik:resource/JvmuHjXQYc_EMmq-yMXeWg==
dbkwik:resource/WglBShsp9V9mYtToH6YeZw==
  • Część I
  • Rozdział XIX
dbkwik:resource/X7l0opWu667RHDeQudG4LA==
adnotacje
  • Dawny|1876 r
dbkwik:wiersze/pro...iPageUsesTemplate
Autor
  • Juliusz Verne
abstract
  • Zmienność wiatru na morzach północnych jest faktem uwagi godnym; nieraz się zdarza, iż jedna chwila tylko dzieli najpiękniejszą pogodę, od burzy rozwścieczonej. Tego właśnie doświadczył na sobie kapitan Hatteras, w dniu 23 czerwca, wśród ogromnej zatoki. File:'The English at the Noth Pole' by Riou and Montaut 080.jpg Najpospolitsze i najzimniejsze zarazem wiatry tam panujące są te, które wieją z ławicy lodowej. Tego dnia termometr opadł o kilka stopni; wiatr zwrócił się na południe, i wytrząsał wilgoć powietrza w postaci gęstego śniegu. Gdy wicher podnosił się z większą siłą, Hatteras kazał zwinąć żagle; zanim jednak uczynić to zdołano, już maszt najmniejszy wyrwanym został. Hatteras wydawał rozkazy z nadzwyczajnie zimną krwią i przez cały czas trwającej burzy, ani na chwilę nie oddalił się z pokładu; mimo to jednak, dla bezpieczeństwa okrętu musiał się zwrócić nieco na zachód. Wiatr podnosił na morzu ogromne bałwany, wśród których kołysały się tu i owdzie oderwane lody; bryg miotany był na wszystkie strony, jak zabawka dziecięca. Raz unosił się prostopadle ponad bałwan wody; jego belka żelazna odbijając na sobie światło rozstrzelone, wyglądała jak sztaba do białości rozpalonego metalu; to znowu zapadał w przepaść, wśród kłębów własnego dymu, a szruba jego tymczasem wyniesiona po nad wodę, z złowróżbnym świstem rozbijała powietrze. Deszcz ze śniegiem spadał potokami. File:'The English at the Noth Pole' by Riou and Montaut 081.jpg Doktór miał śliczną sposobność przemoknięcia aż do szpiku i dla tego też pozostał na pomoście, podziwiając ten widok niezwykły: patrzył w niemem zachwyceniu, bo zresztą i najbliżej niego stojący człowiek, rozmowy usłyszeć nie byłby w stanie — i był świadkiem dziwnego zjawiska, właściwego tylko stronom podbiegunowym. Burza ta, jak to często bywa w okolicach najbardziej na północ posuniętych, trwała tylko na pewnej, ograniczonej przestrzeni, trzy do czterech mil na około wynoszącej. Po za lodowiskami dostrzedz było można niebo czyste i morze spokojne; potrzeba tylko było, aby się Forward zdołał tam przedostać jakiem przejściem między lodami; było to bardzo niebezpieczne, bo można było zostać rzuconym na te lody. Mimo to jednak Hatteras po kilku godzinach ciężkiego trudu, wyprowadził swój statek na wody spokojne i wolne od burzy konającej o parę węzłów od okrętu. Inny był już teraz widok zatoki. Potęga fali i wichru poodrywała od lodowisk mnóstwo gór płynących teraz ku północy, krzyżujących się we wszystkich kierunkach. Nie trudno było ich uniknąć z powodu szerokości zatoki, a widok był wspaniały. Ogromne te massy pędzone różną szybkością, zdawały się ścigać w biegu na przestronnej arenie. Gdy doktór z zachwyceniem wpatrywał się w ten widok, harponer Simpson zbliżył się do niego i wskazał na morze, którego woda zmieniała barwy począwszy od niebieskiej do zielono-oliwkowej; długie pasy tych kolorów ciągnęły się z północy na południe, tak że oko gubiło się, chcąc uchwycić krańce tego zjawiska. Niekiedy znowu, woda była bardzo czysta, miejscami zaś mętna i brudna. — Co sądzisz o tem panie Clawbonny, zapytał Simpson. — Sądzę mój przyjacielu, odpowiedział doktór, toż samo co i wielorybnik Scoresby mniemał o naturze tych wód różnokolorowych, to jest: że wody niebieskie nie mają w sobie owych milijardów drobniutkich istot, któremi napełnione są wody zielone. Robił on wiele w tym przedmiocie doświadczeń, którym ja wierzę bardzo chętnie. — Oh! panie Clawbonny, możnaby jeszcze coś innego wnioskować z tego zabarwienia wody morskiej. — Czy tak myślisz? — Tak jest panie doktorze i zapewniam cię, że gdyby Forward był statkiem wielorybniczym, mielibyśmy niedługo co do roboty. — Ależ ja tu nie widzę nic coby wskazywało obecność wieloryba, odpowiedział doktór oglądając się dokoła. — Niedługo zobaczymy go, upewniam cię panie Clawbonny. Spotkanie wody koloru zielonego pod tą szerokością, zawsze jest dobrą dla rybaków wróżbą. — Dla czegoż to, spytał doktór, którego zaciekawiały te uwagi człowieka w tych rzeczach kompetentnego. — Bo na tych właśnie wodach zielonych, odpowiedział Simpson, najwięcej poławiają się wieloryby. — Z jakiegożto powodu Simpsonie? — Bo tu one znajdują najobfitsze dla siebie pożywienie. — Czyż pewnym jesteś?... — Oh! sto razy może sam tego doświadczyłem na morzu Baffińskiem, nie wiem dla czegoby inaczej być miało na zatoce Melville. — Zdaje się, rzekł doktór, że takby być powinno. — O! patrz pan, wołał Simpson, przechylając się przez wierzch parapetu, — patrz, patrz, panie ClawbonnyI! — Widzę jakby ślad okrętu prującego wody, odpowiedział doktór. — To jest właśnie tłuszcz, jaki wieloryb za sobą pozostawia, i możesz mi pan wierzyć, że niedaleko się ztąd znajduje. Rzeczywiście naokoło czuć się dawał mocny zapach tranu. Doktór baczniej począł przyglądać się powierzchni morza, a przepowiednia harponera wkrótce się ziściła. Z wierzchołka masztu dał się słyszeć silny głos Foker’a. — Wieloryb! wieloryb! pod wiatrem naszym. Oczy wszystkich zwróciły się w stronę wskazaną; w odległości mniej więcej jednej mili od brygu, spostrzeżono wytrysk nie wiele nad morze wybiegający. — Otóż on! wieloryb! krzyknął Simpson, doświadczony już w tych rzeczach. — Znikł znowu, dodał doktór. — Znaleźlibyśmy, go gdyby tego była potrzeba, powiedział Simpson tonem trochę żałosnym. Tymczasem kapitan Hatteras i choć go o to nie proszono — na co zresztą niktby się nie odważył — wcale niespodziewanie kazał przygotować łódź wielorybniczą; pochwycił on tę sposobność, aby i rozrywkę dać ludziom swej załogi i zdobyć kilka baryłek tranu. Pozwolenie to, z prawdziwem zadowoleniem przez wszystkich przyjęte zostało. Czterech majtków siadło do łodzi, którą kierował Johnson; Simpson stał na przodzie z harpunem w ręku. Doktora też nie można było wstrzymać aby nie należał do wyprawy. Morze było dość spokojne; łódź płynęła tak szybko, że w niespełna dziesięć minut, już była o milę od brygu. File:'The English at the Noth Pole' by Riou and Montaut 082.jpg Wieloryb nabrawszy świeżego powietrza, zanurzył się znowu w wodę; lecz wkrótce wypłynął na wierzch i wyrzucił na piętnaście stóp wysoko mięszaninę pary i klejkowatej materyi, jakie wciąż wydobywają się z jego otworów nozdrzowych. — Tam! tam! wołał Simpson, wskazując palcem punkt o jakie ośmset prętów odległy od szalupy, która szybko zwróciła się ku potworowi. Bryg nieopodal trzymał się w pogotowiu na wszelki wypadek. Ogromne zwierzę wypływało i ginęło znowu pod wodami, ukazując tylko grzbiet swój czarniawy, podobny do skały zapadłej w morzu: wieloryb nie będąc ściganym, nigdy nie pływa szybko, a ten którego widziano, kołysał się na falach z całą swobodą. Szalupa sunęła cicho po owych wodach zielonych, których nieprzezroczystość niedozwalała zwierzęciu dostrzedz nieprzyjaciela. Gotowanie się tak wątłego statku na walkę z olbrzymem oceanu, zawsze wstrząsające robi wrażenie. Wieloryb ten mógł mieć około stu trzydziestu stóp długości, a często pomiędzy siedmdziesiątym drugim a ośmdziesiątym stopniem, spotykać się dają wieloryby dochodzące do ośmdsiesięciu stóp. Starożytni autorowie, wspominają nawet o wielorybach siedmset stóp długości mających, lecz zdaje się, że to są tylko wymysły bujnej wyobraźni. Wkrótce szalupa dopłynęła blisko wieloryba. Na znak Simpsona wiosła się zatrzymały; wtedy zręczny marynarz zakręciwszy w powietrzu oszczep opatrzony powyżej łokcia rozszczepionemi zazębieniami, doświadczoną i pewną dłonią rzucił go w zwierzę i zatopił go w jego grubej warstwie tłuszczu. Skaleczony potwór rzucił silnie w tył ogonem i znikł pod wodą. Wtedy podniesiono do góry cztery wiosła, a lina przywiązana do harpuna i umieszczona na przodzie statku rozwijała się z nadzwyczajną szybkością, pociągając za sobą gwałtownie szalupę, zręcznie przez Johnsona kierowaną. Wieloryb oddalał się od brygu, dążąc w stronę pływających gór lodowych, trwało to z pół godziny; musiano wciąż maczać w wodzie linę harpunową, aby się od tarcia nie zatliła. Gdy zwierz zaczął widocznie ustawać w swym biegu, wyciągano zwolna linę i starannie ją zwijano; wieloryb niebawem ukazał się na powierzchni morza, tłukąc o wodę swym ogromnym ogonem, i podnosząc tym sposobem prawdziwe trąby wodne, które w obfitym deszczu spadały na szalupę. Podpłynięto bliżej do wieloryba; Simpson porwał długą dzidę, zabierając się do ugodzenia powtórnie potworu. Lecz ten szybko przesunął się wązkiem przejściem pomiędzy dwiema górami lodowemi. Ściganie go tam, stawało się nader niebezpiecznem. — Źle do dyabła! zawołał Johnson. — Naprzód! naprzód! śmiało przyjaciele! krzyknął Simpson z zawziętością myśliwca, wieloryb musi być naszym. — Ależ nie możemy go ścigać wśród tych gór lodowych, odparł Johnson, chcący wstrzymać szalupę. — I owszem! i owszem! wrzeszczał Simpson. — Nie! nie! odezwało się kilku majtków. — I owszem! i owszem! wołali inni! Podczas tej krótkiej sprzeczki, wieloryb zatrzymał się pomiędzy dwiema górami, zbliżającemi się do siebie coraz więcej wskutek bałwanienia się wody morskiej. File:'The English at the Noth Pole' by Riou and Montaut 083.jpg Szalupa ciągniona przez harpun, mogła być wprowadzoną w to niebezpieczne przejście, dla tego też Johnson poskoczywszy naprzód z siekierą w ręku przeciął linę jednem uderzeniem. I stało się to w samą porę, bo w chwilę potem dwie góry zetknęły się ze sobą, siłą nieprzepartą, gniotąc na miazgę nieszczęśliwe zwierzę. — Straciliśmy go! z żalem zawołał Simpson. — Aleśmy sami ocaleli, odrzekł retman. — Na honor, wtrącił doktór, to warte było widzenia! Siła gniotąca takich gór jest niezmierna. Wieloryb padł ofiarą wypadku, często powtarzającego się na tych morzach. Scoresby opowiada, że tym sposobem w ciągu jednego lata, zginęło trzydzieści wielorybów. Widział on trzymasztowy okręt, w mgnieniu oka spłaszczony pomiędzy dwiema ścianami lodowemi które starły go na miazgę; inne znowu dwa okręty, jak rzeszoto podziurawione zostały ostremi odłamkami lodu, długiemi na sto stóp blizko. Wkrótce potem szalupa połączyła się z brygiem i zajęła na pomoście zwykłe swe miejsce. — Jest to nauka, rzekł wtedy głośno Shandon, dla tych, którzy nierozsądnie zapędzają się we wszystkie przejścia.
Alternative Linked Data Views: ODE     Raw Data in: CXML | CSV | RDF ( N-Triples N3/Turtle JSON XML ) | OData ( Atom JSON ) | Microdata ( JSON HTML) | JSON-LD    About   
This material is Open Knowledge   W3C Semantic Web Technology [RDF Data] Valid XHTML + RDFa
OpenLink Virtuoso version 07.20.3217, on Linux (x86_64-pc-linux-gnu), Standard Edition
Data on this page belongs to its respective rights holders.
Virtuoso Faceted Browser Copyright © 2009-2012 OpenLink Software