About: dbkwik:resource/r39nH3l9ZqC17GoYYwfOSA==   Sponge Permalink

An Entity of Type : owl:Thing, within Data Space : 134.155.108.49:8890 associated with source dataset(s)

AttributesValues
rdfs:label
  • Boska Komedia (Porębowicz)/Niebo - Pieśń XVI
rdfs:comment
  • 4 Gdy porywami swych uczuć nie włada, Skoro tam, gdzie mu prosto dano latać, Jam zaczął pysznieć świetnością pradziada! 7 Jesteś jak ten płaszcz, co go ciągle łatać Potrzeba, bowiem czasu go nożyce, Krążąc wokoło, nie przestają płatać. 10 „Was - tym wyrazem tok mowy pochwycę, Który był czczony w twym mieście, o Tewrze! Lecz zaniechali go Rzymian dziedzice, 13 Tu Beatrycze uśmiechem odewrze Usta, znak dając na porozumienie, Jak niegdyś owa służebna Ginewrze. – 16 Was - tak powiadam - swoim ojcem mienię; Przez was mi wzrasta mówienia otucha, Przez was podnoszę się nad przyrodzenie.
dcterms:subject
Tytuł
dbkwik:resource/JvmuHjXQYc_EMmq-yMXeWg==
dbkwik:resource/WglBShsp9V9mYtToH6YeZw==
  • Raj
  • Pieśń XVI
dbkwik:resource/X7l0opWu667RHDeQudG4LA==
dbkwik:wiersze/pro...iPageUsesTemplate
Autor
  • Dante Alighieri
abstract
  • 4 Gdy porywami swych uczuć nie włada, Skoro tam, gdzie mu prosto dano latać, Jam zaczął pysznieć świetnością pradziada! 7 Jesteś jak ten płaszcz, co go ciągle łatać Potrzeba, bowiem czasu go nożyce, Krążąc wokoło, nie przestają płatać. 10 „Was - tym wyrazem tok mowy pochwycę, Który był czczony w twym mieście, o Tewrze! Lecz zaniechali go Rzymian dziedzice, 13 Tu Beatrycze uśmiechem odewrze Usta, znak dając na porozumienie, Jak niegdyś owa służebna Ginewrze. – 16 Was - tak powiadam - swoim ojcem mienię; Przez was mi wzrasta mówienia otucha, Przez was podnoszę się nad przyrodzenie. 19 Radość mi pełnią strug napełnia ducha; I znów się cieszę, że pod tak bogatem Plonem nie pęka ta skorupa krucha. 22 Szczycie dostojny, powiedzcie mi zatem, Kto dziady wasze; do winnicy pańskiej Duch wasz z prabytu którym zstąpił latem? 25 Mówcie mi, ile trzody świętojańskiej Było podówczas. Jacy luminarze Przyozdabiali w chwałę gród mieszczański?" 28 Podczas kiedy ja tak pochlebnie gwarzę, Coraz się jasność jego rozrumienia I jak od wiatru węgiel, staje w żarze. 31 A jak w mych oczach piękniej się przemienia, Tak mi łacińską mową ucho pieści, Pełną słodszego i milszego brzmienia: 34 „Od dnia, gdy Marii anioł przyniósł wieści, Do dnia, gdy matce mojej, dzisiaj świętej, Przyszło mię rodzić w lęku i boleści, 37 W obiegu po raz pięćset pięćdziesiąty Trzydziesty gwiazda, co przed tobą płonie, Głowicą swoją Lwiej dotknęła pięty. 40 Dom nasz stał w miejscu, gdzie w dorocznym gonie Na ostateczną trafiają dzielnicę Do swojej mety rozpędzone konie. 43 Kto byli moich rodziców rodzice, O tym zamilczeć tutaj skromność każe, Tym, com rzekł dotąd, niech cię już nasycę. 46 Od chrzcielnic po most, gdzie Mars trzyma straże, Mieszkańców zdatnych do walnego szyku Pięćkroć mniej niż dziś było na obszarze. 49 Lecz krew ludności, co dziś jest na zniku Zlana z krwią Campi, Certalda, Fegghiny, Czysta w najlichszym była rzemieślniku. 52 Bogdaj nie były wcielone do gminy! Galuzzo albo Trespiańska przykopa Bogdajby nasze kończyły dziedziny! 55 Nie trzeba by wam znosić odór chłopa Z Aguglion albo rodzonego w Signie, Co rad brać cudze do swojego snopa. 58 Gdyby ten, co dziś ku przepaści chynie, Nie był dla swego Cezara macoszy, Lecz się w nim kochał jako matka w synie, 61 Taki florentczyk, co się dziś panoszy Handlem, powracałby do Simifonti, Gdzie to dziad żebrał do torby trzech groszy. 64 Trzymaliby się w Montemurlo Conti, Cerchi by żyli w prowincji Acone, A w Valdigreve może Buondelmonti. 67 Stadła małżeńskie źle postanowione - To zło, skąd czyha na państwo zagłada, Jak z potraw, gdy są w żołądku skłócone. 70 Ślepy byk prędzej, potknąwszy się, pada Niż ślepe jagnię; byle z dobrej stali, Lepiej niż pięć szpad siecze jedna szpada. 73 Przyjrzyj się Lunie, przyjrzyj Urbisaglii, Jako zginęły; patrz, śmierci zarody Nie od dziś w Chiusi tkwią i Sinigaglii. 76 Że z biegiem czasu upadają grody, Niechaj ci dziwne nie będzie odkrycie; Mają swój koniec państwa i narody. 79 Wszystko ma swą śmierć, lecz ta czasem skrycie Przychodzi i kres przed oczyma chowa, Gdy jest leniwsza niźli ludzkie życie. 82 A jak, wirując, sfera księżycowa Raz wraz to zniża, to podnosi fale, Tak się Florencji dola różnie snowa. 85 Przeto nie będzie tobie dziwno wcale, Że się tu mężów florenckich przypomni, Pokłoni skrytej w łonie czasu chwale. 88 Catellinowie, Ughi mi przytomni, Filippi, Greci, Ormanni, Albrichi: Już wyrodzeni, a jeszcze ogromni. 91 Wielcy dziadowie, rodów naczelniki: Owi z Sannella oraz owi z Arki, Toż Soldanieri, Ardinghi, Bostichi. 94 Nad bramą, która obciążyła barki, Dźwigając takiej podłości brzemiona, Że wróżą zgubę przepełnionej barki, 97 Ród Ravignanów siadł, skąd rozpleniona Familia Guida i liczni dziedzice Stawnego niegdyś mianem Bellinciona. 100 Pan z Pressy znał już wtedy tajemnicę Rządów pomyślnych; już dom Galigajo Ozłocił miecza gardę i głowicę. 103 W górę wyrosła już kolumna z Vajo, Sacchetti, Giuochi, Fifanti, Baruci, Galii i ci, co korca się sromają. 106 Ów szczep, z którego wyrośli Calfucci, Strzelił wysoko; do krzeseł się wspięły Kurulnych: Sizich ród i Arrigucci. 109 Niejedne własną dumą się zwichnęły, Podczas gdy w złotych kulach było ładnie Florencji strojnej przezacnymi dzieły. 112 Takimi czyny doszli chwały snadnie Przodkowie onych, co dzisiaj w kościele Sierocym, spadłszy, pasą się gromadnie. 115 Zgraja zuchwała, co się smoczy śmiele Na pierzchających, lecz gdy jej kto kłami Lub kieską błyśnie, jak owca się ściele, 118 Już się wznosili - drobni ludzie sami: Na teścia dąsał się Ubert Donato, Że mu ród lichą parentelą plami. 121 Już Caponsacco osiadł się bogato, Zszedłszy z Fiesole; już wzmogła uczciwa Praca ród Giudi i ród Infangato. 124 Rzecz to zaiste dziwna, lecz prawdziwa: Do miasta wrota ubożuchne wiodły, Co je od rodu Pera lud nazywa. 127 Kto tylko zdobił tarcz pięknymi godły Cnego barona, któremu brzmi sława Włączona w święto - Tomaszowe modły, 130 Szlachectwo razem brał i wszystkie prawa Choć dziś się z ludem brata ktoś, co złotej Frędzli do belek na herbie dodawa. 133 Już Importuni kwitli, Gualterotti; Już wreszcie Borgo żyłoby spokojnie, Gdyby przybysze zostali za wroty. 136 Dom, co początek dał zabójczej wojnie Przez pomstę słuszną za niecne zachody, A was przymusił czuwać ciągle zbrojnie, 139 Cny był sam i cne związane z nim rody; O Buondelmonte, czemuż cię widzieli Na inne stamtąd śpieszącego gody! 142 Ci, co dziś smutni, byliby weseli, Gdybyś, do miasta jadąc, spoczął w Emie Przez dopust boży na wodnej pościeli. 145 Lecz było trzeba, by florenckie plemię Poświęciło cię w miru dni ostatnie Głazowi, który u stóp mostu drzemie... 148 Widziałem zatem w jedno plemię bratnie Czule spojoną Florencję w tej porze, Zanim się nad nią pomsta Boża zatnie. 151 Z onymi rody w jednym sławnym zborze Lud sprawiedliwy tak, że lilii kwiaty Na drzewcu lancy zawsze były w górze 154 Ni odmieniały bieli na szkarłaty".
is dbkwik:resource/JvmuHjXQYc_EMmq-yMXeWg== of
is dbkwik:resource/X7l0opWu667RHDeQudG4LA== of
Alternative Linked Data Views: ODE     Raw Data in: CXML | CSV | RDF ( N-Triples N3/Turtle JSON XML ) | OData ( Atom JSON ) | Microdata ( JSON HTML) | JSON-LD    About   
This material is Open Knowledge   W3C Semantic Web Technology [RDF Data] Valid XHTML + RDFa
OpenLink Virtuoso version 07.20.3217, on Linux (x86_64-pc-linux-gnu), Standard Edition
Data on this page belongs to its respective rights holders.
Virtuoso Faceted Browser Copyright © 2009-2012 OpenLink Software