About: dbkwik:resource/vbpiCkKe8m5A8ZTWU-pqcQ==   Sponge Permalink

An Entity of Type : owl:Thing, within Data Space : 134.155.108.49:8890 associated with source dataset(s)

AttributesValues
rdfs:label
  • Boska Komedia (Porębowicz)/Niebo - Pieśń XXII
rdfs:comment
  • 4 Ona jak matka, gdy pomóc pośpiesza Swojej pobladłej, przelękłej dziecinie I pieszczotliwym głosem ją pociesza, 7 Rzekła: „Czy nie wiesz, żeś w rajskiej krainie, I czyli nie wiesz, że raj wszystek święty I że tu wszystko z żarliwości płynie? 10 W co by cię mego uśmiechu ponęty, W co by cię śpiewy szczytne obróciły, Gdy cię krzyk jeden w te wprawia zamęty? 13 Gdyby modlitwy ich odkryte były, Poznałbyś, że już pomsta niedaleka: Ujrzysz ją, zanim zstąpisz do mogiły. 16 Miecz boży bowiem ni śpieszy, ni zwleka: Temu się żmudny wydaje lub żwawy, Który go chutnie albo trwożnie czeka.
dcterms:subject
Tytuł
dbkwik:resource/JvmuHjXQYc_EMmq-yMXeWg==
dbkwik:resource/WglBShsp9V9mYtToH6YeZw==
  • Raj
  • Pieśń XXII
dbkwik:resource/X7l0opWu667RHDeQudG4LA==
dbkwik:wiersze/pro...iPageUsesTemplate
Autor
  • Dante Alighieri
abstract
  • 4 Ona jak matka, gdy pomóc pośpiesza Swojej pobladłej, przelękłej dziecinie I pieszczotliwym głosem ją pociesza, 7 Rzekła: „Czy nie wiesz, żeś w rajskiej krainie, I czyli nie wiesz, że raj wszystek święty I że tu wszystko z żarliwości płynie? 10 W co by cię mego uśmiechu ponęty, W co by cię śpiewy szczytne obróciły, Gdy cię krzyk jeden w te wprawia zamęty? 13 Gdyby modlitwy ich odkryte były, Poznałbyś, że już pomsta niedaleka: Ujrzysz ją, zanim zstąpisz do mogiły. 16 Miecz boży bowiem ni śpieszy, ni zwleka: Temu się żmudny wydaje lub żwawy, Który go chutnie albo trwożnie czeka. 19 Teraz uwagę zwróć na inne zjawy: Duchów dostojnych tu obaczysz roje, Gdy za mym gestem wzrok podasz ciekawy". 22 Gdzie chciała, oczy obróciłem swoje; Ujrzałem krążków sto, co na się wzajem Rzucały świateł promieniste stroje. 25 Stałem, jak kiedy zawahani stajem, Tłumiąc pragnienie duszne, i w obawie Natręctwa, z siebie wyniść mu nie dajem. 28 A wtem największy z błyszczących jaskrawie Rajskich klejnotów ku mnie się przywionie, Aby mię sobą nacieszyć łaskawie. 31 „Gdybyś to widział — mówi — jaki płonie Ogień w mieszkańcach naszego płanety, Już byś chęć wydał, którą nosisz w łonie. 34 Lecz byś, zwlekając, do wysokiej mety Nie spóźnił lotu, ja twej niewyznanej Chęci oznajmię mych losów sekrety: 37 Wierzchołek wzgórza, gdzie u stromej ściany Przylgnęło drobne murami Cassino, Lud zamieszkiwał krnąbrny a zbłąkany. 40 Jam pierwszy dobrą darzył go nowiną O nim, co światu głosił prawdy dziwo, Za którym dusze dziś w górę się winą. 43 Bóg mi dozwolił widzieć trudu żniwo, Bom ponawracał grody okoliczne Spętane wiarą zwodną i fałszywą. 46 Owe ogniki to są duchy liczne Kontemplatywne; pod świętymi żary Wydały kwiaty i owoce śliczne. 49 To jest Romuald, a tamten Makary; Bracia to moi, co trwali w klasztorze, Stopą tam wrośli i duchem ofiary". 52 A ja do niego: „Czułość, co w ferworze Słów twoich tętni, i ochota szczera, Którą tu płoną na niebieskim dworze, 55 Serce me taką ufnością otwiera; Jak słońce różę, aż się całkowitą Koroną w blaskach jego porozpiera. 58 Więc proszę, ojcze, i pytam cię, czy to Doznam tej łaski, aby lice w lice Oglądać istność twoją niezakrytą?" 61 On na to: „Bracie, niebiańskie tęsknice Ukoi w tobie sfera ostateczna, Gdzie wszechstworzenie i gdzie ja się sycę. 64 W niej pełna, źrzała, całości bezpieczna Wszelaka żądza; ona nie odmienia Miejsca, w niej każda cząstka jest stateczna. 67 Biegunów nie zna ni rozprzestrzenienia; Nasza Drabina tonie w jej bezmiarze Za granicami twojego widzenia. 70 Już patriarcha Jakub w sennej marze Widział wierzchołek tej samej Drabiny: Stąpały po niej uskrzydlone straże. 73 Dzisiaj brać moja piąć się na wyżyny Nie śpieszy, jeno, regułę z ferworem Kopiując, psowa drogie pergaminy. 76 Mury, co niegdyś miały być klasztorem, Są dziś jaskinią, a kaptury mnisze Stały się mąki zapleśniałej worem. 79 W obliczu Boga lichwa się zapisze Mniej ciężko niźli kościelne bogactwa, Do których serce zakonników dysze. 82 Bo ten depozyt to własność biedactwa, Ilekroć żebrać w Imię Boże będzie; Nie krewnych ani różnego plugactwa. 85 Mdłe ludzkie ciało: choć w zacnym zapędzie Poczyna, prędzej mija mu ochota, Nim młody dąbek urodzi żołędzie. 88 Piotr rozpoczynał bez srebra i złota, Jam stawiał zakon modlitwą i postem, Franciszek swoje pokorą żywota. 91 Ty, coś znał prątek, widzisz, jak ze wzrostem Karłowacieje konar na krzewinie I wykrzywia się to, co było prostem. 94 Lecz Jordan, kiedy cofnął się w pustynię, Morze, gdy pierzchło z bożego wyroku, To był cud większy — więc i tu nie minie" .97 Rzekł i spłynął się na Drabiny stoku Ze swą drużyną; zbite w jasną chmurę Frunęły w szczyty i znikły z widoku. 100 A słodka pani popchnęła mię w górę Po szczeblach owych za świateł orszakiem; Moc jej przemogła mą ziemską naturę. 103 Nie wstępowały wstępowaniem takiem Na żaden ziemski schód stopy niczyje, Jak moje, com się stał nadziemskim ptakiem. 106 Że prawdę mówię, niechaj tak zażyję Rajskich tryumfów, dla których bezliku Łzami się zlewam i w piersi się biję. 109 Bo oto palec sparzony w płomyku Mniej prędko zemknie, niżli ja wleciałem W znak konstelacji świecący po Byku. 112 Gwiazd świetna paro, o blasku nabrzmiałym Potężną mocą; z was był formowany Geniusz, który się moim stał udziałem. 115 Z wami wstępował i schodził w rumianej Zorzy rodziciel śmiertelnego bytu W dniu, gdym tchnąć zaczął powietrzem Toskany. 118 Potem, gdym zaznał łaski i zaszczytu, Przejęty w sferę, która z wami krąży, Los mi was zdarzył na drodze do szczytu. 121 Ku wam nabożnie dusza moja ciąży I mocy swoje posila, i wzwyża, Zanim się w wielkim zachwycie pogrąży. 124 „Pora ostatnich wyzwoleń się zbliża — Rzekła Beatryks. — Czujna w przyszłym dziele, Źrenica twoja niech tu leci chyża. 127 Zanim cię przecież w ten świat nowy wcielę, Przypatrz się, oczy potoczywszy dołem, Jakie to światy pod twe stopy ścielę, 130 Abyś pogodnym sercem i wesołem Witał wspaniałą rzeszę planetarną, Co tu radosnym polatuje kołem". 133 Za czym sfer siedem oczy me ogarną I glob tak nikły w swojej ziemskiej zjawie, Żem śmiechem cisnął w jego bryłę marną. 136 Tym ci ją wyżej człowieka postawię, Im mniej go ceni; lecz kto w wyższe strony Patrzy, takiego iście zbożnym sławię. 139 Spostrzegam córę płonącą Latony, Lecz bez plam ciemnych, co była przyczyna, Żem dopatrywał tam miazgi zgęszczonej. 142 Na twego patrzę, Hiperionie, syna, Nie mrużąc oczu; i jak się świetlany Maj i i Diany krąg w niebie rozpina. 145 Tam mi się jawi Jowisz miarkowany Pomiędzy ojcem a synem; tam widzę Ich położenia kolejne odmiany. 148 Za czym oglądam siedem płanet w lidze, Jak która wielka, jakim torem biega, W jakiej oddali. Ta, której się wstydzę, 151 Bryłka, co ziemską dzikość w nas zażega, Kiedym tak krążył z wiecznymi Bliźnięty, Była mi widna od brzega do brzega. 154 A potem w oczy spojrzałem mej świętej.
is dbkwik:resource/JvmuHjXQYc_EMmq-yMXeWg== of
is dbkwik:resource/X7l0opWu667RHDeQudG4LA== of
Alternative Linked Data Views: ODE     Raw Data in: CXML | CSV | RDF ( N-Triples N3/Turtle JSON XML ) | OData ( Atom JSON ) | Microdata ( JSON HTML) | JSON-LD    About   
This material is Open Knowledge   W3C Semantic Web Technology [RDF Data] Valid XHTML + RDFa
OpenLink Virtuoso version 07.20.3217, on Linux (x86_64-pc-linux-gnu), Standard Edition
Data on this page belongs to its respective rights holders.
Virtuoso Faceted Browser Copyright © 2009-2012 OpenLink Software