| rdfs:comment
| - Nic nie zostało z naszej złotej wiosny, Gdy nas upajał pierwszy szał miłosny, Gdyśmy uściskiem zaręczeni, sami Mówili z sobą jeno całunkami I razem duszę mieli tylko jedną, I w jasne szczęścia lecieli bezedno, A ponad nami lipa rozgwarzona Błogosławiące wznosiła ramiona. Tu była szczęścia świątynia. Pamiętasz? A dzisiaj tu mój cichy, biały cmentarz... Pod miękkim śniegiem, jak zwarzone róże Lub jak jaskółki, co zamarzły w chmurze, Śpią pocałunki nasze mrozem ścięte, A w nagich drzewach sny nasze, zaklęte W szare pnie, drzemią wśród cichej żałoby... Choć nie ma krzyżów, wszędzie białe groby.
|
| abstract
| - Nic nie zostało z naszej złotej wiosny, Gdy nas upajał pierwszy szał miłosny, Gdyśmy uściskiem zaręczeni, sami Mówili z sobą jeno całunkami I razem duszę mieli tylko jedną, I w jasne szczęścia lecieli bezedno, A ponad nami lipa rozgwarzona Błogosławiące wznosiła ramiona. Tu była szczęścia świątynia. Pamiętasz? A dzisiaj tu mój cichy, biały cmentarz... Pod miękkim śniegiem, jak zwarzone róże Lub jak jaskółki, co zamarzły w chmurze, Śpią pocałunki nasze mrozem ścięte, A w nagich drzewach sny nasze, zaklęte W szare pnie, drzemią wśród cichej żałoby... Choć nie ma krzyżów, wszędzie białe groby. Gdyby pył śniegu gdzieś z gałęzi szczytnej Stoczył się i dźwięk srebrny, nieuchwytny Budząc potrącił drugi w swej pogoni, Wnet park stustrunną gędźbą się rozdzwoni, Szeptem słów, miękkim pocałunków echem, I ty przybiegniesz, i z srebrzystym śmiechem Ramiona białe rzucisz mi na szyję... Zagwarzą drzewa, park cały ożyje... Lecz wkoło cisza taka jak w kaplicy, Gdzie leży zmarły w mroku tajemnicy, Gdzie mówić głośno nie wolno przy trunie... Strach mi, że gdy wstecz spojrzę, na całunie Śnieżnym zobaczę twoje białe zwłoki, A w bladej twarzy cień smutku głęboki, Z tą łzą rozstania skrzepłą, skamieniałą... Nie śmiem wstecz patrzeć!... tak cicho... tak biało...
|