| rdfs:comment
| - Wiem, że niepróżno biegnę w dal oczyma, Bo ty musisz, jasna i świetlana. A przyjdziesz zimą, boś niepokalana, A taka czysta i biała jak zima. Po mlecznej drodze gwieździstego miału, Który mróz rozsiał diamentów iskrzycą Po śnieżnej równi rozrzutną prawicą, Przyjdziesz z oddali, cicho i pomału. Aleją białą, ośnieżoną bieży Jodeł, zielenią młodych, rząd podwójny: Każdej gałęzi wachlarz wonny, świeży Obarczon w śniegów osiadłych puch bujny: Czekają jodły dziewicze i młode, Miłości mojej dzierżąc kwiaty białe, By za twą czystość, za twoją urodę Siać je od stóp twych w hołdzie, na twą chwałę.
|
| abstract
| - Wiem, że niepróżno biegnę w dal oczyma, Bo ty musisz, jasna i świetlana. A przyjdziesz zimą, boś niepokalana, A taka czysta i biała jak zima. Po mlecznej drodze gwieździstego miału, Który mróz rozsiał diamentów iskrzycą Po śnieżnej równi rozrzutną prawicą, Przyjdziesz z oddali, cicho i pomału. Aleją białą, ośnieżoną bieży Jodeł, zielenią młodych, rząd podwójny: Każdej gałęzi wachlarz wonny, świeży Obarczon w śniegów osiadłych puch bujny: Czekają jodły dziewicze i młode, Miłości mojej dzierżąc kwiaty białe, By za twą czystość, za twoją urodę Siać je od stóp twych w hołdzie, na twą chwałę. Mróz, biały ojciec zimy, starzec siwy, Skrada się w sioła przez śniegowe niwy, Podchodzi milczkiem pod uśpione chaty I w przecudowne, fantastyczne kwiaty Maluje okien szyby srebrnym szronem... A ludzie rano okiem zdziwionem Spojrzą na szyby, gdzie kwiaty zaklęte Srebrzą się szczęścia mego słowa święte...
|