About: dbkwik:resource/xNhK12y7H3Ix6pTlMgaZ4w==   Sponge Permalink

An Entity of Type : owl:Thing, within Data Space : 134.155.108.49:8890 associated with source dataset(s)

AttributesValues
rdfs:label
  • Podróż do Bieguna Północnego/I/06
rdfs:comment
  • Pod wieczór podniósł się bardzo przyjazny wiatr południowy; Shandon kazał podnieść żagle i dla oszczędzenia węgla przygasić ogień pod kotłem. Forward pod pełnemi żaglami skierował się ku przylądkowi Farewel. Nazajutrz, równo ze świtaniem ze strażnicy dano znak ukazania się okrętu: byłato korweta duńska Valkyrien, płynąca ku ławicom Nowej Ziemi (Terre Neuve). W zatoce spotkano prąd tak silny, że dla przezwyciężenia go, potrzeba było użyć całej siły żagli. — Tak jest, odpowiedział Shandon, i wszystkie statki żaglowe z wielką go trudnością przebywać muszą.
Tytuł
  • |1
dbkwik:resource/JvmuHjXQYc_EMmq-yMXeWg==
dbkwik:resource/WglBShsp9V9mYtToH6YeZw==
  • Część I
  • Rozdział VI
dbkwik:resource/X7l0opWu667RHDeQudG4LA==
adnotacje
  • Dawny|1876 r
dbkwik:wiersze/pro...iPageUsesTemplate
Autor
  • Juliusz Verne
abstract
  • Pod wieczór podniósł się bardzo przyjazny wiatr południowy; Shandon kazał podnieść żagle i dla oszczędzenia węgla przygasić ogień pod kotłem. Forward pod pełnemi żaglami skierował się ku przylądkowi Farewel. File:'The English at the Noth Pole' by Riou and Montaut 031.jpg Dnia 18-go, o trzeciej po południu spostrzeżono ogromną górę lodu (ice-stream), błyszczącą zdala na powierzchni wód Oceanu. Płynęła ona widocznie od wybrzeży Grenlandyi raczej, niż z zatoki Davis, bo lody częściej się napotykają na zachodnim brzegu zatoki Bafińskiej. W godzinę później Forward płynął między pojedyńczemi bryłami lo­du, odpadłemi od wielkiej massy w skutek falistości morza. Nazajutrz, równo ze świtaniem ze strażnicy dano znak ukazania się okrętu: byłato korweta duńska Valkyrien, płynąca ku ławicom Nowej Ziemi (Terre Neuve). W zatoce spotkano prąd tak silny, że dla przezwyciężenia go, potrzeba było użyć całej siły żagli. Porucznik, doktór, James Wall i Johnson, stali na tylnym pokładzie statku, pilnie badając kieru­nek i siłę tego prądu. Doktór zapytał, czy jest rzeczą dowiedzioną, że prąd ten stale panuje w za­toce Bafińskiej. — Tak jest, odpowiedział Shandon, i wszystkie statki żaglowe z wielką go trudnością przebywać muszą. — Tem bardziej, dodał James Wall, że tak sa­mo jak na zachodnich wybrzeżach Grenlandyi, prąd ten istnieje i na wschodnich brzegach Ameryki. — Otóż okoliczność ta najbardziej przemawia na korzyść tych, którzy usiłują wynaleźć przejście północno-zachodnie! Prąd ten pędzi z szybkością pięciu blizko mil morskich na godzinę, a trudno­ jest przypuszczać, aby powstawał w głębi zatoki. — Masz słuszność doktorze, powiedział Shan­don; bo jak ten prąd bieży z północy na południe, tak znowu w ciaśninie Beryngskiej istnieje inny przeciwny temu prąd, dążący z południa na pół­noc — i z niego, jak się zdaje, powstaje prąd zatoki Bafińskiej. — Z tego panowie, rzekł doktór, wnosić wypa­da, że Ameryka jest zupełnie oddzieloną od okolic podbiegunowych, i że wody Oceanu Spokojnego, opłynąwszy jej brzegi, łączą się z wodami Atlan­tyku, co nawet potwierdza wyższy poziom wód Oceanu Spokojnego mogących się wylewać do mórz europejskich. — Lecz, odezwał się Shandon, muszą istnieć ja­kieś fakta na poparcie tej teoryi, a jeśli istnieją, dodał z ironicznym uśmiechem, to nie powinny być obce naszemu wszechwiednemu mędrcowi. — Na honor, odpowiedział ten ostatni z miłem zadowoleniem — jeśli to was może zajmować, to po­wiem wam, że wieloryby zranione w zatoce Davis, w jakiś czas potem chwytane były nieopodal Chin, z tkwiącym jeszcze w nich harpunem europejskim. — I jeśli nie opłynęły przylądka Horn i przy­lądka Dobrej Nadziei, powiedział Shandon, to musiały koniecznie opłynąć północne brzegi Amery­ki. Temu już trudno zaprzeczyć doktorze. — Jeśli cię jednak i to nie przekonywa, zacny poruczniku, rzekł doktór z uśmiechem, mogę ci inne jeszcze przytoczyć fakta, jak naprzykład te sztuki modrzewiu, osiczyny, i innych drzew podzwrotnikowych, w znacznej liczbie napotykane w zatoce Davisa. Otóż wiadomo, że prąd gulf­-stream nie dopuściłby tego drzewa do zatoki; jeżeli przeto ono się tam dostało, to nie inaczej jak przez cieśninę Beryngską. — Widzę doktorze, odrzekł Shandon, że umiesz doskonale przekonać o wszystkiem co sobie założysz. — Oto, zawołał Johnson, jakby naumyślnie dla objaśnienia słów doktora, spostrzegam na morzu ogromną sztukę drzewa: jeśli dowódca pozwoli, złowimy ją, ściągniemy na pokład i zbadamy z ja­kiego pochodzi kraju. — Wybornie, rzekł doktór, — będzie to przykład objaśniający. File:'The English at the Noth Pole' by Riou and Montaut 032.jpg Shandon wydał potrzebne rozkazy; statek zwrócił się ku płynącej sztuce drzewa i wkrótce z nie­ małym trudem załoga wciągnęła ją na pokład Forwarda. Byłto ogromny pień mahoniu, stoczony przez robaki aż do rdzenia; gdyby nie to, nie mógłby pływać. — Otóż widzicie, mówił doktór z zapałem; po­nieważ prądy Atlantyku nie mogły go zanieść do zatoki Davisa, ponieważ nie mogło być zapędzone na wody podbiegunowe, przez rzeki Ameryki pół­nocnej, bo drzewo to rośnie pod równikiem, nie­zaprzeczoną przeto jest rzeczą, że przybywa tu ono wprost z ciaśniny Beryngskiej. A nawet patrzcie panowie, że robaki które go stoczyły, na­leżą do gatunków żyjących w klimacie gorącym. Jeśli chcecie, to mogę wam dokładnie opisać dro­gę, jaką przebyła ta sztuka mahoniu. Na Ocean Spokojny wyniosła ją jedna z rzek międzymorza Panama, lub Gwatemali; stamtąd ciągnął ją prąd wzdłuż brzegów Ameryki, aż do cieśniny Beryng­skiej, a ztąd chcąc nie chcąc musiała się dostać na morza podbiegunowe. Drzewo to jest tak jeszcze świeże, tak mało wodą nasiąknięte, że widocznie bardzo niedawno z rodzinnego swego kraju wypłynęło; szczęśliwie przebyło ono szereg ciaśnin wiodących do zatoki Bafińskiej, i porwane przez prądy wód północnych, zatoką Davisa dopłynęło aż na spotkanie naszego Forwarda, na wielką po­ciechę doktora Clawbonny, który ma honor prosić szanownego dowódcy, aby mu dozwolił schować na pamiątkę kawałek tego mahoniu. — A i owszem! odpowiedział Shandon, ale po­zwól mi też z kolei uwiadomić cię doktorze, iż nie sam jeden tylko będziesz posiadaczem podobnej pamiątki; duński gubernator wyspy Disko..... — Na wybrzeżach Grenlandyi, kończył Claw­bonny, posiada stół wyrobiony ze sztuki mahoniu złowionej w podobnychże okolicznościach; wiem o tem kochany poruczniku, ale nie zazdroszczę mu stolika, bo z tej oto sztuki mógłbym sobie umeblo­wać cały pokój sypialny. W nocy ze środy na czwartek, wiatr dął z gwał­townością nadzwyczajną; pływające sztuki drzewa coraz częściej się ukazywały. W obec coraz liczniejszych gór lodowych, zbliżanie się do brzegów było bardzo niebezpieczne, porucznik przeto kazał zmniejszyć liczbę żagli. Termometr spadł niżej zera. Shandon kazał rozdać załodze odzież cie­plejszą, to jest surduty i spodnie wełniane, koszule flanelowe i pończochy wełniane, jakie zwykle no­szą wieśniacy norwegscy; prócz tego, każdy miał parę butów nieprzemakalnych. Dog-Captain poprzestawał na swojem futrze na­turalnem, nie okazując wielkiej czułości na zmianę temperatury; zdawało się, że nieraz już musiał wytrzymywać próby tego rodzaju, zresztą pies rasy duńskiej musiał być do zimna przyzwyczajony, mało go też widywano, gdyż zawsze prawie siedział ukryty w najciemniejszym jakim kącie statku. Pod wieczór, przy bladawem światełku przeni­kającem gęste mgły, widzieć się dały wybrzeża Grenlandyi pod 37° 2' 7" długości. Doktór przez szkła lunety dostrzegał długi łańcuch wierzchoł­ków gór, poprzecinanych lodowiskami, lecz mgła nie dopuściła dalszych obserwacyj, jak zasłona teatralna, w najciekawszem miejscu zapadająca. File:'The English at the Noth Pole' by Riou and Montaut 033.jpg Dnia 20 kwietnia rano, Forward znajdował się przed górą lodową, sto pięćdziesiąt stóp wysoką, która tam bardzo już dawno osiadła. Snow wi­dział ją także; James Ross w 1829 r. zdjął z niej rysunek dokładny, a w r. 1851, francuzki porucznik Bellot widział ją doskonale z pokładu okrętu Prince Albert. Doktór chcąc także przechować do­kładne wyobrażenie tej sławnej góry, zdjął z niej szkic bardzo udatny. Że taka massa lodowa osiadła gdzie na dnie morskiem, nic w tem dziwnego. Na jedną jej sto­pę wystającą nad wodę, jest jej dwie stóp pod wo­dą, albo mało co mniej. Zatem góra lodowa, o któ­rej tu jest wzmianka, musiała się zagłębiać w wo­dę stóp trzysta albo i więcej. Nareszcie, przy temperaturze 11° Celsiusza ter­mometru, w południe, przy zaśnieżonem i zadętem niebie, spostrzeżono przylądek Farewel. Forward przybył na dzień oznaczony. Nieznajomy kapitan jeśliby się zjawił, byłby zupełnie zadowolonym ze ścisłego wypełnienia rozkazu. — Otóż, rzekł doktór, ten sławny, ten tak do­brze nazwany przylądek (Farewel znaczy Poże­gnanie). Wielu z tych, którzy go jak my obecnie mijali, nigdy go już więcej zobaczyć nie mieli. Byłożby to pożegnanie na wieki swych przyjaciół w Europie? Wyście tędy płynęli Frobisher, Knight, Barlow, Vaugham, Scroggs, Barentz, Hudson, Blosseville, Franklin, Crozier, Bellot, i nigdyście już do domów waszych nie powrócili; dla was przylądek ten był prawdziwym przylądkiem Po­żegnania! Około roku 970 żeglarze, którzy wypłynęli z Islandyi (Wyspy lodowej), odkryli Grenlandyę. Sebastyan Cabot, w r. 1498 dotarł aż do 56° stopnia szerokości, Kacper i Michał Cotréal, pomiędzy 1500 i 1502 roku doszli do 60°, a Marcin Frobisher, w 1576 dostał się aż do zatoki noszącej jego nazwisko. Janowi Davis należy się sława odkrycia ciaśni­ny w 1585 roku, a w dwa lata później, podczas trzeciej swej podróży, śmiały ten żeglarz i znakomity wielorybnik, doszedł do siedmdziesiątego trzeciego równoleżnika, o dwadzieścia siedm tylko stopni od bieguna. Barentz w 1596, Weymouth w 1602, James Hall w 1605 i 1607, Hudson, którego nazwisko nadane zostało ogromnej zatoce, głęboko zachodzącej w ląd Ameryki, James Poole w 1611 r. mniej lub więcej zagłębiali się w zatokę, a wszyscy w jednym celu wynalezienia owego przejścia pół­nocno-zachodniego, mogącego tak znakomicie skrócić i ułatwić komunikacyę pomiędzy dwoma światami. Baffin, w roku 1616 wynalazł na morzu tegoż nazwiska (Baffińskie morze) ciaśninę Lancastra; po nim tęż samą drogę przebywali w r. 1619 Ja­kób Munk, a w r. 1719 Knight, Barlows, Wau­gham i Scroggs, o których już żadnych więcej nie­ otrzymano wiadomości. W roku 1776 porucznik Pickersgill wysłany na spotkanie kapitana Kook'a probował przepłynąć ciaśninę Beryngską i doszedł do 68°; następnego zaś roku, Joung dotarł w tym samym celu, do wy­spy Niewiast (Ile des Femmes). Po nich Jakób Ross w r. 1818 opłynął brzegi zatoki Baffińskiej i sprostował błędy hydrograficzne swych poprzedników. Nakoniec w r. 1819 i 1820 sławny Parry zapu­ścił się w ciaśninę Lancastra, po niezliczonych tru­dnościach dostał się do wyspy Melville i pozyskał nagrodę pięć tysięcy funtów (około 250,000 złp.), aktem parlamentu zapewnioną majtkom angiel­skim, którzy by zdołali przebyć setny siedmdsiesią­ty południk, przy szerokości wyższej jak siedm­dziesiąty siódmy równoleżnik. W 1826 r. Beechey dotarł do wyspy Chamisso; Jakób Ross od 1829 do 1833 zimował w ciaśninie Prince Régent i pomiędzy innemi nader ważnemi odkryciami, wynalazł biegun magnetyczny. W tym czasie, Franklin na lądzie rozpoznawał brzegi północne Ameryki, począwszy od rzeki Mackenzie, do cypla Turnagain; kapitan Back puszczał się w jego ślady od 1823 do 1835 roku, a uczone te i pożyteczne badania w roku 1839 uzupełnili Dease, Simpson i doktór Rae. Nareszcie sir John Franklin pragnąc koniecznie wynaleźć przejście północno-zachodnie, w r. 1845 opuścił Anglię z okrętami Erebus i Terror, wypły­nął na morze Bafińskie, i od czasu dostania się je­go na wyspę Disko, żadnej już o nim nie było wiadomości. Wypadek ten spowodował liczne wyprawy w ce­lu poszukiwania zaginionych, które doprowadziły do wynalezienia przejścia i poznania lądów podbiegunowych głęboko powzębianych; najodważniejsi żeglarze angielscy, francuzcy i amerykańscy rzu­cili się do zwiedzenia tych strasznych okolic, aż nakoniec dzięki ich usiłowaniom, trudna lecz dość dokładna karta tych krain, zbogaciła archiwum londyńskiego Towarzystwa jeograficznego. W taki sposób przedstawiała się wyobraźni do­ktora ciekawa historya wypraw w te miejsca. Sto­jąc oparty o poręcz, smętnym wzrokiem gonił długie smugi znaczące przejście okrętu. Nazwiska śmiałych żeglarzy cisnęły mu się do pamięci, a wy­obraźnia ukazywała mu na tych ogromnych Iodowiskach cienie tych, którzy nigdy ztamtąd nie po­wrócili.
Alternative Linked Data Views: ODE     Raw Data in: CXML | CSV | RDF ( N-Triples N3/Turtle JSON XML ) | OData ( Atom JSON ) | Microdata ( JSON HTML) | JSON-LD    About   
This material is Open Knowledge   W3C Semantic Web Technology [RDF Data] Valid XHTML + RDFa
OpenLink Virtuoso version 07.20.3217, on Linux (x86_64-pc-linux-gnu), Standard Edition
Data on this page belongs to its respective rights holders.
Virtuoso Faceted Browser Copyright © 2009-2012 OpenLink Software