| rdfs:comment
| - Oto idę, królowa pochmurnych niebiosów, Pluszczących dżdżów, łez, istot żegnających życie, Szumem bezlistnej gąszczy rozełkanych głosów, Pani gniazd, które burzy nocnych wichrów wycie, Królowa mrących liści i ciemnych rozpaczą Pieśni, które łabędzie konające płaczą. Oto idę i niosę zimny śmierci sen, Sen głuchy, sen kamienny... Idę wciąż naprzód, wzniosła, chmurna, bladolica, Piękna pięknością niemą, lodową, mogilną, I sieję znieczulenia tęsknotę bezsilną... W krąg pusta, zimna martwej przyrody kostnica... Czemuż nieść muszę zimny śmierci sen, Sen głuchy, sen kamienny...
|
| abstract
| - Oto idę, królowa pochmurnych niebiosów, Pluszczących dżdżów, łez, istot żegnających życie, Szumem bezlistnej gąszczy rozełkanych głosów, Pani gniazd, które burzy nocnych wichrów wycie, Królowa mrących liści i ciemnych rozpaczą Pieśni, które łabędzie konające płaczą. Oto idę i niosę zimny śmierci sen, Sen głuchy, sen kamienny... Na łono chmur posępne, mrokami ciężarne, Kładę swe myśli głuche, ołowiane, czarne, By je wykołysały wichry i wyżyny. A potem je na dusze długo czekające Mgłą przygnębienia rzucam, na dusze tęskniące, By beznadziejne z wyżyn im niosły nowiny... I kiedy z serc złamanych -- dziecięco i szczerze Płyną rozpacznie ciche poddania pacierze, Wtedy im niosę zimny śmierci sen, Sen głuchy, sen kamienny... Idę wciąż naprzód, wzniosła, chmurna, bladolica, Piękna pięknością niemą, lodową, mogilną, I sieję znieczulenia tęsknotę bezsilną... W krąg pusta, zimna martwej przyrody kostnica... Czemuż nieść muszę zimny śmierci sen, Sen głuchy, sen kamienny...
|